Zaznacz stronę

SŁOWO

Trędowaty, aby się zbliżyć do Jezusa, musiał złamać wszystkie możliwe zakazy. Musiała być w nim wielka determinacja i siła, która pchała go do zdrowia i normalności. Podejmując decyzję podejścia do Jezusa, nie tylko musiał przełamać wstyd z powodu swojego wyglądu, ale także strach przed ukamienowaniem. Jednak zapewne największym lękiem, który musiał pokonać, wcale nie był ten, którego źródło pochodziło ze złamania Prawa, on od strony fizycznej niewiele już mógł stracić. Największym strachem musiała być obawa o to, czy się uda. Czy ten jego desperacki krok odniesie skutek? Czy to, co zamierza uczynić rzeczywiście oznaczać będzie sukces? A co będzie, jeśli się nie uda? Dostanie po raz kolejny od życia po głowie, okaże się, że jest naiwniakiem?

Druga osoba tego dramatu to Jezus. Wiedział doskonale, co mówi na temat takich spotkań Prawo. Wiedział, że jest to spotkanie publiczne, i że gorliwi zaraz komu trzeba doniosą, a to będzie się równało z oznajmieniem, że sam jest nieczysty. To było złamanie zakazu, zwyczaju, schematu. Przez to dotknięcie Jezus stał się jednym z trędowatych, a więc sam siebie wykluczył ze społeczeństwa. Ta droga, takie podejście do innych ludzi, zaprowadzi Go na krzyż. Zostanie przecież zabity dla dobra narodu i religii, dla dobra czystości schematu.

Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Z jednej strony możemy powiedzieć, że on jest bardzo pokorny: jeśli chcesz, zapewne większość mówiących z ambon powiedziała, że to oznaka wielkiej wiary i pokory. Jednak wcale niekoniecznie tak musi być. Byłoby to kolejne potwierdzenie, że kiedy stajemy przed Jezusem, to musimy się uniżyć, musimy się upokorzyć przed wielkim Bogiem, który może raczy nas wysłuchać. Może to jest po prostu taki typ asekuranta, który boi się porażki. Dodając: jeśli chcesz, zawsze można później powiedzieć: widocznie On nie chciał. A może po prostu jest to wojownik, który ani się nie upokarza, ani się nie asekuruje, tylko po prostu wierzy, to znaczy odnosi swoją rzeczywistość do Ojca?

Nie wiem, jak myślał ten trędowaty. Ale może warto siebie zapytać: jaki ja jestem. Sługa wielkiego króla, przed którym muszę się upokarzać, człowiek asekurant, a może jednak jest we mnie pragnienie Ojca? Ojca, którego nie muszę się bać, nie muszę się przed Nim asekurować? To trudne, jednak z Bogiem tak jest. To jest jazda bez trzymanki. Totalne zaufanie, totalne nie-kombinowanie i przygoda. Postawienie wszystkiego na jedną kartę.