Zaznacz stronę

Podczas seansu, przy pełnej widowni, panowała grobowa cisza. To taki rodzaj ciszy, który nie tylko słyszysz, ale i czujesz ciałem. Czujesz, że milczysz z innymi i ta cisza przygniata. Było tylko kilka momentów, w których się widownia zaśmiała. Jednak to nie był śmiech z dobrego dowcipu, raczej rodzaj reakcji na ironię, która pojawiła się na ekranie. Gdy skończył się seans czułem na widowni ciężkość i zawieszenie: wstać czy siedzieć. Ja sam, po wyjściu z kina przeszedłem na drugą stronę ulicy i przez kilka minut opierałem się o ścianę. tak ciężko się czułem. Przy okazji obserwowałem ludzi wchodzących na kolejny sens. I miałem wrażenie, że kompletnie się różnimy. Oni wchodzili by zobaczyć film, o którym słyszeli, że jest skandaliczny, a ja widziałem film, który zmienia widzenie, który dotyka bardzo mocno w sercu i zostawia ślad. Widziałem różnicę na twarzach wchodzących i wychodzących.

Od kilku dni obserwuję reakcje [na film] różnych ludzi. Bardzo ważną dla mnie reakcją jest wywiad bp Andrzeja Czai [KLIK], wspominam o niej, bo po pierwsze to reakcja biskupa, po drugie – mojego biskupa, po trzecie ona bardzo zbiega się z moimi odczuciami. Bp Andrzej nie dołącza do tych duchownych, którzy w filmie widzą atak na Kościół, wręcz przeciwnie mówi o tym, że warto iść na film z pytaniem: co reżyser, ale i Bóg chce mi przez niego powiedzieć. Reakcją biskupa jest przeproszenie za zło Kościoła, deklaracja zajęcia się bardzo konkretną sprawą molestowania, i przyznanie, że jako ordynariusz spotyka się czasem z taką patologią wśród księży. Bardzo się cieszę z tego wywiadu, bo mi osobiście, mówi on, że nie jestem sam w swoim myśleniu.

Nie rozumiem za to kompletnie reakcji, które są obronne. Powstał film, który mówi o złu w Kościele, a część z nas [księży] robi akcje: pokażmy dobro w księżach. I wprost pojawiają się obrazki i teksty: „zamiast o Klerze pogadajmy o dobru”. „Czy Ty sam grzeszniku ,śmiertelniku jesteś bez winy i grzechu?” „Krytykujesz czasem księży? Lepiej się za nich pomódl”. Oczywiście, samo w sobie, nawoływanie do modlitwy, do zobaczenia swojego zła, jest czymś dobrym. Jednak, jak zawsze liczy się kontekst. Nie można w ten sposób reagować na konfrontację do jakiej zostaliśmy zaproszeni. Sami zresztą tak nie robimy. Kiedy pojawia się zło wśród innych grup, kiedy nawołujemy do krucjat modlitewnych w bardzo konkretnych intencjach, to nie robimy wtedy memów o tym, by skupić się na czymś innym. Kiedy kolejni biskupi, za papieżem nawołują do pokuty za te okropne grzechy, nie możemy zapalać neonów i mówić: stało się zło, ale porozmawiajmy o dobru. Dobro nie może być bibułką, którą zasłonimy zło. To tak jakby zagrzybioną ścianę pomalować różową farbą i udawać, że zrobiliśmy remont. Nie można też, kiedy ktoś mi mówi: popełniłeś zło, krzyczeć: a ty też! A mówienie, że krytyka księży jest czymś złym i najlepiej się za nich modlić, jest tak naprawdę zamykaniem innym ust. Znów: tak jak łatwo nam przychodzi krytykować innych, ludzi z którymi pracujemy, polityków, lekarzy, kasjerek [a przecież to robimy], tak samo powinniśmy pozwolić innym na krytykę nas, a nie zasłaniać się sacrum.

Nie rozumiem też duchownych nawołujących ludzi do tego, by na film nie iść. Takie zdania wypowiedziane w eter, według mnie są swoistą cenzurą. W ogóle co to za duchowość, która mówi innym, co mają robić, a czego nie. Pójście do kina na film nie jest grzechem. Chrześcijaństwo uczy nas podejmowania decyzji, wyrabiania sobie własnego zdania, na podstawie doświadczenia, a nie bycia odtwórczym. Ja mówię wprost: idźcie, i zobaczcie film, nie słuchajcie głosów: nie warto iść, idź i sam dojdź do wniosku, że nie warto było, albo warto było. Sam się przekonaj, czy to, co zobaczysz jest czymś złym, czy raczej mówi o złu, z którym trzeba walczyć.