Zaznacz stronę

SŁOWO

Nazwaliśmy ją Przypowieścią o Synu Marnotrawnym, jednak to jest przypowieść o dwóch synach marnotrawnych. Młodszym i starszym.

W Biblii młodszy znaczy tyle, co wybrany. Bóg wybiera najmłodszego Dawida, wybiera ofiarę młodszego Abla i najmłodszego syna Jakuba – Józefa. Najmłodszy, to ukochany, to ten, który dostał to, co się mu nie należało, ale dostał, właśnie ze względu na miłość. 

Otrzymaliśmy wiele, życie, rodziny, wybór życiowy, zdrowie, pieniądze, relacje, miłość, dostaliśmy to wszystko, bo nas ukochał. 

Młodszy, tak obdarowany, wszystko roztrwonił, żył tak, jakby jutra miało nie być. Wydawał, bawił, się, używał życia.Wpadł w pułapkę kupowania miłości, zasługiwania na nią przez swoje pieniądze. Roztrwonić to, użyć wszystkiego, by mi było przyjemnie, to nie wchodzić w relacje na poważnie, to nie angażować się w małżeństwo, w życie zakonne, to nie zauważać krzywdy drugiego. Wszyscy i wszystko ma służyć mi. 

Starszy, to ten, który ma dużo doświadczenia. Są wśród nas małżonkowie z stażem, są wśród nas wykształceni, bogaci, uduchowieni. To wszystko jest owocem daru, ale i ciężkiej roboty, zaangażowania. I wypadkowa tego miała służyć innym, i innych wzmacniać. Tymczasem jego bogactwo stało się powodem frustracji. Tyle lat Ci służę, tyle lat jestem księdzem, żoną, mężem, ojcem. On też roztrwonił swój majątek, choć pozornie nic nie stracił, właśnie przez swoją frustrację, skostnienie. 

Jak podpowiada nam wstęp do tej przypowieści, tę opowieść Pan Jezus opowiada ze względu na tego starszego syna. Człowieka zewnętrznie wiernego ojcu, nie odstępującego od Niego, zaharowanego, ale sfrustrowanego, a przez to zamkniętego na słabszego od siebie. Zobaczcie jakie myśli są między nami, a Bogiem? Czy nie są to słowa starszego: tyle lat Ci służę, zasadniczo nie masz ze mną problemów, coś mi się jednak należy Boże… Zobaczcie, jak on mówi o swoim bracie: ten syn, czy my tak często nie mówimy o innych: ten…. Zobaczcie, ile razy mówimy, że nasze życie jest takie smutne przez winy innych. My żyjemy uczciwie, w porządku, ale młodzi dziś nie słuchają Boga, dzieci żyją bez ślubu, nie chodzą do kościoła, walczą o dziwne prawa. My przez nich cierpimy, przecież my jesteśmy wierni Bogu. A ci śmierdzący bezdomni, czy oni nie są sobie winni, a do tego niszczą nasz komfort życiowy… I wiele innych jest przestrzeni, gdzie tak myślimy. Również przestrzeni osobistych, intymnych. Starszy brat to człowiek, który nic złego nie zrobił, ale tylko gada o słabości drugiego, nie dając świadectwa o miłości do Ojca. 

Kościół to wspólnota, w której jest starszy i młodszy. Ba, w każdym z nas jest jeden i drugi. 

Jednak Kościół to nie tylko bracia, to także Ojciec. Zobaczmy jaki jest. Kiedy wychodzi do starszego, sfrustrowanego mówi: „moje dziecko”, pokazuje mu, że jego godność wynika z tego, że jest dzieckiem Ojca, a nie poukładany, starszy, zasługujący, niegrzeszący. Najważniejszy w Kościele nie jest, ten, co zasługuje, ale dziecko. Dziecko Ojca.

Dopiero, kiedy wszyscy: starsi i młodsi, i młodszy, i starszy we mnie, popatrzymy na Ojca, zrozumiemy, że jedyne, co nas może uratować, i nie tylko na wieczność, ale też tutaj, w tym momencie – na ziemi, to miłość Ojca. Nie miłość zasłużona, wybłagana, z naszego upokorzenia, ale darmowa, spływająca obficie łaska. 

Miłosierdzie Boga męczy wszystkich tych, którzy sami nigdy nie przyznali się na serio do swojej słabości. I to nie dlatego, że Bóg jest jakimś niemiłosiernym sadystą, który przebacza tym, co się upokorzą na maxa. Nie. On nie potrzebuje w ogóle naszego upokorzenia, bo nasze grzechy nic Mu nie robią. Jasne, nasłuchaliśmy się o tym, że grzech rani Boga, ale znów zapominamy, że to nasz język i nasze patrzenie na sprawę. Boga nie da się zranić. Na szczęście. Doświadczenie swojej słabości sprawia, że Miłosierdzie Boga nie jest już tylko pobożnym życzeniem, ale jest koniecznością do tego by żyć dalej. Miłosierdzie nie jest więc czynieniem z Boga maskotki, która tylko przytula, ale niczego nie wymaga. Miłosierdzie pokazuje, że Bóg wymaga jednego: kochania drugiego człowieka, ale nie miłością ludzką – sprawiedliwą: coś za coś, ale Bożą – bezwarunkową. Tylko człowiek kochany bezwarunkowo może zmieniać swoje życie. Każdy inny będzie zasługiwał, będzie sprawiedliwyprzed Bogiem. 

Człowiek ciągle chce czegoś za swoje bycie wierzącym: my zostawiliśmy wszystko, co będziemy z tego mieć. Nic. Tylko Miłosierdzie. Darmową, skandaliczną miłość dla wszystkich. Dla ostatnich też.

*Inspiracją był dla mnie bp Ryś.