Zaznacz stronę

SŁOWO
Być prostaczkiem, to odkryć, że choć być może robię wielkie rzeczy, uczestniczę w wielkich sprawach i ludzie się ze mną liczą, to tak naprawdę znam prawdę o swoim sercu i kiedy ją sobie w szczerości przypominam, usuwam się w cień.

Jestem nikim.

Nie chodzi tutaj o samoponiżanie się, ale o zrobienie miejsca. Człowiek, który nie żyje swoją grzesznością, nie tylko, że jest jej świadom rozumowo, ale nie przenika ona jego działania i świadomości tego kim jest, taki człowiek jest dla siebie Bogiem. On nie potrzebuje zbawiciela. Bóg jest mu potrzebny tylko do tego, bo z innymi się rozliczać.

Być prostaczkiem, to być człowiekiem, który uznaje, że „nie wie”. Prostaczek to ten, który nie buduje swojej chwały i nie karmi „dobrego wrażenia” swojej osoby. On wie, że jest nikim i jest słabym i daleko mu do religijnej kokieterii.

Przeciwieństwem prostaczka jest ten, „kto wie”. Od tego, co myśli Bóg, aż do najdrobniejszych szczegółów we wszystkich dziedzinach.

Każdego dnia Ewangelia wywraca nasze myślenie do „góry nogami”. Wszystko jest inne niż to sobie każdego dnia układamy. Jak tylko przez chwilę ci przyjdzie myśl, że „wiesz”, to wiedz, że już daleko jesteś od Boga. Nie wiesz, bo jesteś nikim. Dzięki temu stajesz się KIMŚ.