Zaznacz stronę

Gdy czytam komentarze do materiału Marcina Gutowskiego – Don Stanislao i Raportu w sprawie byłego kardynała McCarrica, który się dziś ukazał, zauważam, że komentatorzy skupiają się na sprawach nadużyć seksualnych, co jest absolutnie priorytetowe i zrozumiałe. Jednak mnie przy oglądaniu reportażu Marcina (któremu bardzo dziękuję za rzetelną robotę i wiem, bo trochę Autora znam, że to musiał być dla niego trudny czas) i czytaniu pierwszych komentarzy do Raportu, uderza coś innego. Nadużycia w kwestiach posłuszeństwa i władzy w Kościele. 

Każdy rozsądny człowiek wie, że posłuszeństwo i władza w Kościele nie działa na zasadzie jakieś nadzwyczajnej ingerencji Boga w decyzje przełożonych. Wiadomo, że są to decyzje ludzi, oparte (przynajmniej powinny być) na konsultacjach z innymi (nazywamy to rozenawaniem), przemodlone, tzn. poddane konfrontacji, choćby Słowa Bożego i pytania o to jak Bóg widzi daną sytuację. Ludzie odpowiedzialni za decyzje i wykonywanie władzy są słabi, a więc powinni być otwarci na krytykę swoich decyzji. Wtedy wszystko generalnie działa. Jedni decydują się na posłuszeństwo, drudzy rządzą i dzieło Kościoła idzie do przodu, tworzy się dobro.

Niestety bardzo często te mechanizmy zawodzą i zaczynają się rządy autorytarne, rządy władzy absolutnej, często niekontrolowanej. I pojawiają się dramaty. W całym tym procesie decydowania nadużywa się, i te dwa wspomniane dokumenty pokazują to dobitnie, pojęcia woli Bożej. Człowiek podejmuje decyzje, oznajmia je innym jako wolę Bożą, a ci, którzy powinni wykonywać rozkazy, godzą się na to na mocy ślubów czy zobowiązań wcześniej złożonych. Nie ma pytania o to, co chce Bóg, co jest większym dobrem, ale w jaki sposób obronić instytucję i poszczególne osoby, które są u władzy.

Choćbyśmy się nie wiem jak zaklinali, to w Kościele bardzo często dochodzi do wypaczeń w kwestii posłuszeństwa oraz wykorzystywania władzy do robienia kariery, a co z tym związane pomnażania majątku. Kiedy prześledzimy (w raporcie) historię kariery i awansów byłego kard. McCarrica, to łatwo dość do wniosku, że to nie różni się niczym od kariery w korporacji. Zwyciężyły ludzkie układy, pieniądze i intrygi, a nie pytanie o to czego chce Bóg. To wielki grzech Kościoła, że finalnie przed wspólnotą staje człowiek, jako posłany w Jego Imię, a tak naprawdę jest produktem zakulisowych rozgrywek. To straszne, bo wykorzystuje się Imię Boga do czczych rzeczy (II przykazanie), bo władza staje się bożkiem (I przykazanie), a Kościół (w sensie Lud Boży) wyznaję w tym wszystkim wiarę w Kościół.

Oczywiście ludzie wierzący wierzą, że Bóg radzi sobie z naszymi błędami i grzechami, jednak zbyt często błędy i grzechy tłumaczymy sobie w ten sposób. Niestety te wszystkie historie, kiedy władza i posłuszeństwo są traktowane jako narzędzia osiągania prywatnych interesów lub łamania ludzkich sumień, nie dotyczą teoretycznego życia. One sprawiają, że ludzie tracą wiarę w Kościół, Boga, tracą zdrowie psychiczne i fizyczne oraz życie. 

Wiele osób w Kościele nie zabiera głosu, nie mówi tego, co naprawdę myśli, wychowuje także w ten sposób swoje dzieci, mówiąc im, że o Kościele nie można źle mówić, dlatego, że wchodzi w źle rozumiane posłuszeństwo, które zamiast prowadzić nas wszystkich do Boga, prowadzi nas do chorych struktur, w których bardzo łatwo kogoś uciszyć, wykluczyć, pozbyć się w imię niemówienia prawdy o naszych kościelnych grzechach. Tymczasem bardzo łatwo przychodzi nam – Kościołowi – mówić o grzechach i błędach innych.

Te dwa dokumenty pokazują, że my nie tyle musimy załatwić jakieś stare sprawy, ale fundamentalnie zmienić nasze myślenie (nawrócić się) o wielu kwestiach w Kościele.