Zaznacz stronę

SŁOWO

Niech Bóg, da wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania. Być zachwyconym swoim życiem, swoją drogą. Patrzeć na swoje życie z wdzięcznością. Na to, że chce mi się żyć dobrze. Być wdzięcznym Bogu, że mi to życie dał i innym, że w nim są.

Warto tak żyć, choćby z najbardziej banalnego powodu – innego życia mieć nie będę. Mam tylko to jedno, które toczy się tu i teraz.

Mieć światłe oczy, to mieć oczy, które chcą i dostrzegają nadzieję, która płynie z tego, co mam; z tego, że życie idzie do przodu, że mogę nieustannie wychodzić z moich upadków i zranień. Owe oczy to nic innego, jak chęć dostrzeżenia tego, że w moim życiu, pomimo wszystko jestem autorem dobra.

Dziś Wniebowstąpienie Pana. Dzieje mówią, że po Wniebowstąpieniu apostołowie stali i patrzyli się w niebo. Nie ma co stać i się patrzyć. Trzeba iść dalej. Jezus odszedł, ale jak sam powiedział pożyteczne jest moje odejście. Pożyteczne, bo Jego odejście zmusza nie do niepatrzenia w niebo, ale do wzięcia się do roboty; do działania, do nieczekania aż cud się stanie. Jego odejście robi miejsce na Ducha Świętego, który wszystkiego, ma nas nauczyć. A to znaczy, że korzystając z Jego mądrości mam myśleć, decydować i w końcu działać. Już nie ma Jezusa, który nakarmi tłumy, nie ma cudotwórcy, który uzdrowi chorego. Jestem ja z Jego Duchem. Ja mam działać. Mam leczyć i  mam podnosić innych pomimo swojej słabości. W tym sensie Jego odejście, to nic innego jak moje dojrzewanie. Dojrzewanie, czyli stawanie się człowiekiem dorosłym i odpowiedzialnym.

Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga. A więc nie tylko mam wrócić do działania, do odpowiedzialności i pracy, ale mam wrócić z radością, by wielbić Boga.

Od wielu lat uczę się patrzenia na swoje życie. Uczę się dostrzegać jakie jest w szczegółach. Po to właśnie, by potrafić się cieszyć, by dostrzegać całe to dobro, które wydarza się tu i teraz. Na tym polega nieustanne wychwalanie Boga, nie na nudnym śpiewie tych samych fraz, ale na zachwycie swoją codziennością, na patrzeniu na nią, nie by szukać zła, ale dobra, w sobie i w innych. To jest kwestia podejścia do życia, kwestia mojej decyzji, czego w moim życiu szukam.

Jak to wszystko ma się do Wniebowstąpienia? Jezus nie przeniósł się na jakąś chmurkę. On jeszcze za swojego ziemskiego życia mówił, że Królestwo Boże jest pośród nas. Między nami mamy Go szukać, nie wpatrywać się w chmury. Mam popatrzeć na drugiego i w nim dostrzec człowieka, a w końcu Jego.

To jest strasznie trudne, kiedy muszę zmierzyć się ze sprawami, które po ludzku mnie przerastają. Kiedy staję przed czymś, co najlepiej byłoby wymazać z rzeczywistości, ale w życiu nie ma klawisza delete. I wtedy mogę sobie powiedzieć, idę dalej. A to znaczy, że przestaję się użalać nad tym, co teraz jest trudne. I na miarę moich możliwości, szukam tego co może być dobrem w sytuacji granicznej.

Wy jesteście świadkami tego. Rola świadka polega na świadczeniu. Nie na obserwowaniu i zachowywaniu tego, co się widzi dla siebie i swoich korzyści i przyjemności. Mam świadczyć, czyli dzielić się swoim doświadczeniem. Bez względu na to, jakie jest ono duże.

Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie uzbrojeni mocą z wysoka. Mam wszystko, co potrzebne. Więc nie mogę się uchylać od robienia tego, czego ziemskiemu Jezusowi nie udało się dokonać.