Zaznacz stronę

28_000_Mvd1628291 SŁOWONiech Bóg,da wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania. Kiedy ostatni raz zachwyciłeś się swoim życiem, tym, co w życiu robisz? Kiedy ostatni raz popatrzyłeś na swoje życie z wdzięcznością. Kiedy byłeś wdzięczny sobie, że chce ci się żyć dobrze; Bogu, że ci to życie dał; w końcu innym, że w nim są? Jeżeli dawno temu, to może warto to w końcu zrobić. Jeśli robisz to często, to naucz tego innych. Warto tak żyć, choćby z najbardziej banalnego powodu – innego życia mieć nie będziesz. Masz tylko to jedno, które toczy się tu i teraz. Inny powód to kwestia zobaczenia, że twoje życie, to które masz, to kim jesteś dla siebie, dla innych, jest, może być, powinno być źródłem twojego szczęścia. Mieć światłe oczy, o których mówi św. Paweł, to mieć oczy, które chcą i dostrzegają nadzieję, która płynie z tego, co mam; z tego, że życie idzie do przodu, że możesz nieustannie wychodzić z upadków i zranień. Owe oczy to nic innego, jak pragnienie dostrzeżenia tego, że w swoim życiu, pomimo wszystko jestem autorem dobra. Dziś Wniebowstąpienie Pana. Pierwsze czytanie opowiada o tym, jak po Jego Wniebowstąpieniu, apostołowie stali i patrzyli się w niebo. Trzeba było anioła, który im powiedział: po co patrzycie w niebo? Nie ma, co stać i się patrzyć, trzeba iść dalej. Jezus odszedł, ale jak sam powiedział pożyteczne jest moje odejście. Jak to pożyteczne? – ktoś powie. Lepiej, żebyś tu był, byśmy Cię mieli pod dostatkiem, byśmy nie musieli się trudzić jakąś wiarą, po, co marnować energię? Pożyteczne, bo Jego odejście, zmusza nas do niepatrzenia w niebo, ale do wzięcia się do roboty, do działania, do nieczekania, aż cud się stanie. Jego odejście, robi miejsce na Ducha Świętego, który wszystkiego ma nas nauczyć. A to znaczy, że korzystając z Jego mądrości, mamy myśleć, decydować i w końcu działać. Już nie ma Jezusa, który nakarmi tłumy, nie ma cudotwórcy, który uzdrowi chorego, jesteśmy my z Jego Duchem. My mamy działać, mamy leczyć tych, co chorzy, mamy podnosić, pomimo swojej słabości, tych, co mają się słabo. W tym sensie Jego odejście, to nic innego jak nasze dojrzewanie, czyli stawanie się ludźmi dorosłymi, odpowiedzialnymi. W dzisiejszej Ewangelii jest napisane, że: Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga. A więc nie tylko mają wrócić do działania, do odpowiedzialności i pracy, ale mają wrócić z radością, by wielbić Boga. Ktoś powie, kto dziś ma czas i motywacje do tego, by wielbić Boga? Od wielu już lat uczę się patrzenia na swoje życie. Uczę się dostrzegać jakie jest w szczegółach. Po, to by umieć dostrzegać cieszyć się dobrem, które wydarza się tu i teraz. Na tym polega nieustanne wychwalanie Boga, nie na nudnym śpiewie tych samych fraz, ale na zachwycie swoją codziennością, na patrzeniu na nią, nie by szukać zła, ale dobra, w sobie i w innych. To jest kwestia podejścia do życia, kwestia mojej decyzji, czego w moim życiu szukam? Jak to wszystko ma się do Wniebowstąpienia? Jezus nie przeniósł się na jakąś chmurkę. On, jeszcze za swojego ziemskiego życia, mówił, że Królestwo Boże jest pośród nas. Między nami, mamy Go szukać, nie wpatrywać się w chmury. Mamy popatrzeć na siebie nawzajem i w drugim dostrzec człowieka, w końcu Jego. To jest strasznie trudne, kiedy musimy zmierzyć się z sprawami, które po ludzku nas przerastają. Kiedy stajesz przed czymś, co najlepiej byłoby wymazać z rzeczywistości, ale w życiu nie ma klawisza delete. Albo czytamy dalej, albo stoimy w miejscu, cofnąć się nie da. I wtedy możemy sobie powiedzieć, idziemy dalej, a to znaczy, przestajemy się użalać nad tym, co teraz jest trudne, i na miarę naszych możliwości, szukamy tego, co może być dobrem w sytuacji granicznej. Wy jesteście świadkami tego. Rola świadka polega na świadczeniu. Nie na obserwowaniu i zachowywaniu tego, co się widzi dla siebie i swoich korzyści i przyjemności. Mamy świadczyć, czyli dzielić się swoim doświadczeniem. Bez względu na to, jak ono jest duże. Jedni zaczynają swoją drogę z Panem, inni być może są już u końca tej drogi, kto wie, co nas czeka? Jedni są radośni, inni przeorani przez trudne doświadczenia. Wy – my – jesteście tego świadkami. Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie uzbrojeni mocą z wysoka. Mamy wszystko, jesteśmy dobrze obdarowani we wszystko, co potrzebne. Więc nie mówmy, że nie mamy, nie uchylajmy się – idźmy i zróbmy to, czego ziemskiemu Jezusowi nie udało się dokonać.