Zaznacz stronę

Zazwyczaj ten fragment z Księgi Mądrości interpretuje się w kontekście ludzi niewierzących. Łatwo nazwać ludzi, którzy są niewierzący głupimi i już. Zwalniamy się wtedy z świadectwa, bo przecież oni są głupi. A gdyby tak zobaczyć, że ten tekst jest skierowany do nas – uczniów Jezusa? Może Bóg chce nam powiedzieć, że jesteśmy głupcami, którzy patrzą na Jego działa i nic nie widzą, ciągle nie wierzą i nie rozumieją, że Stwórca jest obecny w rzeczywistości.

Chrześcijanin to nie jest człowiek paniki. Jest człowiekiem otwartych oczu. Patrzy, wyciąga wnioski i idzie dalej, nie zatrzymuje się na tym, co widzi. Istotą jest to, o czym pisze Jan w swoich listach. MIŁOŚĆ, czyli troska o drugiego, nie wmawianie mu zła i wizji, które mają doprowadzić do zastraszenia go, poprzez zwodzenie ich ku swojej wersji wydarzeń. Bóg patrzy inaczej od nas.

Jest taka pokusa, którą nazywam czarnowidztwem. Polega ona na tym, że człowiek nie dostrzega Światła w swoim życiu, nie chce go dostrzegać, woli skupiać się na tym, co jest złem. Nie zawsze to jest zła wola, czasem jest to wynik wychowania, doświadczeń, kontekstu życia, jednak jest to wyzwaniem do nawrócenia, by patrzeć na ten świat i widzieć. Podobnie jest w Ewangelii. Jezus przywołuje konkretne wydarzenia z przeszłości swojego narodu; pokazuje, że człowiek może żyć w uśpieniu, swoim codziennym życiem i nie dostrzegać znaków. Być ślepcem.

Koniec świata to nie jest tragedia, on może być siłą i nadzieją, dlatego, że jest granicą, za którą jest perspektywa – Bóg. Istnieje prawdopodobieństwo, że możemy zostać sępami, które dostrzegają znaki tylko na swoją miarę – śmierdząca padlina.

SŁOWO