Zaznacz stronę

O miłości są te czytania. 

O tym jak kochać i skąd brać na to siłę.

Wstań ja też jestem człowiekiem – mówi Piotr do człowieka, który chciał mu oddać pokłon. 

Dwie sprawy. Zobaczmy, na ile wykorzystujemy swoją pozycję, to kim jesteśmy w stosunku do innych. I nie chodzi o to, że ktoś nam bije pokłony, to na szczęście się nie zdarza. Jednak jesteśmy starsi od innych, uczymy innych, jesteście rodzicami, dziadkami, mamy tu proboszcza, wiele jest takich relacji, kiedy chcemy być panami. Najbanalniejsze sytuacje, jak choćby to, kiedy jesteśmy obsługiwani w sklepie, przychodni. Ile w nas jest tego myślenia: płacę, mi się należy. Ile w nas jest tej postawy: należy mi się szacunek.

I w drugą stronę – na ile zachowujemy się jak Korneliusz? Padamy przed innymi – wprawdzie on to zrobił z szacunku do Piotra – ale zobaczmy samą tę postawę. Podlizywanie się, słodzenie innym, wtedy, kiedy potrzebujemy coś załatwić albo po prostu jesteśmy tacy dla swoich, ale już nie dla innych. 

Jan mówi wprost: miłujmy się wzajemnie, nie ma tam: kochaj swoich, tych, co ciebie kochają, czy tych, co tak samo myślą jak ty. Jan, mówi w innym miejscu tak: Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. 

Nie da się być chrześcijaninem, nie będąc kimś kto kocha. 

Skąd brać siłę?

W nawróceniu naszego myślenia. Z statusu sługi, wyznawcy, poniżania się przed Bogiem, trzeba przejść do pozycji przyjaciela Boga. Nie, to nie jest nasza bezczelność, to wola Jezusa. 

To przejście od sługi do przyjaciela to jest nowy sposób wiary. Już nie muszę się bać Boga, nie muszę mu nic udowadniać, podskakiwać do nieba. Jednak to też większa szczerość, to znaczy pozwolenie sobie na Jego obecność w każdej dziedzinie życia. Nie tylko tutaj, w kościele, podczas nabożeństw, ale właśnie w tych relacjach o których mówiłem na początku. W naszej kuchni i sypialni. Wszędzie ze mną jest. Nie jak ten, co śledzi, ale jak ten, o kocha. Czasem sobie myślę, że tak trudno nam w Bogu zobaczyć przyjaciela, bo my nie mamy prawdziwych przyjaciół. Nie ufamy sobie nawzajem, mówimy czasem bardzo intymne rzeczy, ale nie wszystko, bo ciągle jest w nas strach, że ktoś zdradzi. 

Zamiast Go prosić o zdrowie, pieniądze, dobre egzaminy dla wnuków, a mówi, żebyśmy prosili o cokolwiek, to poprośmy dziś Boga, ale i siebie, byśmy przestali się Go bać, bo tylko z tego będziemy mieć siłę do kochania innych.