Zaznacz stronę

Grzech zaczyna się od smutnej i ponurej twarzy, albo raczej taka twarz jest znakiem tego, że rozpoczyna się w nas proces, który jeszcze do końca nie jest zły i nie jest zrozumiały, ale który kończy się zawsze zabiciem drugiego człowieka. Nie ma grzechów prywatnych.

Kłamstwo zabija prawdę między ludźmi, nawet jeśli to jest niewinne bajdurzenie, to jednak pokazuję drugiemu, że nie ufam mu. Podobnie jest z obmową – nie mam odwagi podejść by powiedzieć drugiemu, łatwiej jest o tym „pogadać w gronie przyjaciół”. Masturbacja jest zawsze grzechem, który dotyka także innych, bo pokazuję wyraźnie, że nie interesuje mnie budowanie relacji z drugim człowiekiem, która jest ciężka, pełna zawiłości. Wolę szybko, tanio i przyjemnie SAM. Pornografia zawsze jest grzechem przeciwko drugiemu – kobiecie, mężczyźnie, którzy są czyimiś ojcami, braćmi, matkami, siostrami, żonami. To nie są roboty, to ludzie.

Każdy grzech jest przeciwko drugiemu zaczyna się od smutku w moim sercu (stąd ten na mojej twarzy). Smutek jest wynikiem tego, że zaczynam wierzyć złemu duchowi lub swoim zranieniom, że jestem „nie wystarczający”. Nie mam siły, nie mam talentów, jestem gorszy, zdyskwalifikowany itp. Ważne jest byśmy zidentyfikowali te wewnętrzne głosy, dialogi, by za nimi nie iść. Smutek, sam w sobie nie jest zły, ale jeśli smutek sprawia, że zaczynam się nad sobą użalać i widzieć braki, wtedy trzeba włączyć czujność, w przeciwnym razie dojdzie do grzechu – czyli skrajnego wyniesienia swojego ego nad wszystkich i wszystko, łącznie z Bogiem, który przychodzi, by nas z tego chorego wyrwać, a my mówimy: sam dam radę.

Grzech zawsze poprzedza trudne doświadczenie, nawet jeśli w skali makro ono wydaje się zwykłą popierdułką, jednak subiektywnie staje się ciężkie. Nie lubimy czegoś takiego, raczej robimy wszystko, by nie doświadczać trudności. Jasne, że nie mamy ich szukać, ale by te które się pojawiają wykorzystać, a nie dać się wykorzystać im. Można je wykorzystać do uczenia się wytrwałości, która jest przeciwieństwem użalania się nad sobą. Nie lubimy się męczyć, stawiać sobie wysoko poprzeczek. We wszystkim szukamy wygodnych rozwiązań, również w byciu chrześcijaninem. Stąd biora się nasze grzechy – nie chcemy wytrzymywać napięć w nas.

Tymczasem mamy być stabilni w wierze, nie miotani, jak morskie fale. I nie usprawiedliwiajmy się od razu, że wiara jest trudna, że taka nieprzystająca do rzeczywistości. Każdorazowo, kiedy pojawia się w nas samo usprawiedliwianie, tak naprawdę zaczynamy po raz kolejny naszą pieśń użalania się nad sobą. Skupiamy się na sobie: albo na swojej sile, albo na swojej słabości, zamiast na Bogu. Wszystko chcemy budować po ludzku, łącznie z tym, co nazywamy wiarą. Wtedy oczywistym jest, że nasz system wiary jest słaby i postawiony na glinianych nogach. Musi być, bo jest oparty o nasze zasoby siły.

Właśnie z myślenia grzesznego, czyli skupionego na sobie, z myślenia smutnego i negatywnego, rodzi się postawa adwersarzy Jezusa z Ewangelii, którą możemy nazwać roszczeniowością. Zrób znak, zdziałaj nam cud, pokoloruj nasze życie, spraw, by było miło i przyjemnie. Z Boga Miłosiernego robimy takiego nic nie znaczącego dla naszej codzienności bożka wyciąganego z szafy w momencie, kiedy coś nas przerasta.

Jezus nie strzela focha. Pokazuje mi, że traktuje nas poważnie, że tyle już dostaliśmy, że czas w końcu pootwierać pudełka z tymi darami i zacząć z nich korzystać. Skąd możemy wiedzieć, co dla nas dobre? Nie wiemy tego, mamy tylko mgliste pojęcie o naszym życiu. On jest Bogiem i wie wszystko i zna perspektywę. Nauczyliśmy się tylko reagować naturalnie i mówić, że to, co wydaje się nam dla nas złe, jest takim obiektywnie.

Jak żyć, by nie grzeszyć? Patrzeć pozytywnie na życie i świat. Szukać darów, czyli osobistego obdarowania, to będzie sprawiało, że nie będziemy skupieni na swoich brakach. Jak sprawdzać, czy grzech się czai? Patrz w lustro – twoja twarz ci powie jak jest.

SŁOWO