Zaznacz stronę

SŁOWO

Ile razy dziennie stajemy się niewolnikami? Swoich starych nawyków, międzyludzkich układów, swoich kompleksów, przywar? Ile razy w skończonym wczoraj roku obiecywaliśmy sobie, że z czymś skończymy, że przynajmniej zawalczymy?
Tymczasem dalej czujemy piętno zniewolenia, piętno ciężaru, który się za nami wlecze. I właśnie nam, z takim doświadczeniem, Bóg mówi w swoim Słowie nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. I to jest bardzo ważne przesłanie na dziś i na cały rok. Bóg daje Ci siłę do tego, aby iść dalej, aby nic nie czyniło z Ciebie niewolnika.
Dobrze jednak wiemy, że nie ma prawdziwej relacji dziecko – ojciec, bez dialogu, bez rozmowy. To, że Bóg na początku roku, składa nam obietnicę podniesienia nas z pozycji niewolnika do pozycji syna, nie znaczy, że będzie się bawił w czarodzieja, by coś za nas zrobić.
Biblia używa obrazów z relacji dziecko – rodzic, nie po to, by uromantycznić to, co nazywamy wiarą, ale by ciągle na nowo wyrywać nas z fałszywego patrzenia na Boga, który nie raz kojarzy się nam z wielkim księgowym, rejestrującym wszystkie nasze ruchy, szczególnie złe. Wiemy dobrze, że samo bycie w relacji dziecko – rodzic nie niweluje żadnych błędów, nie sprawia, że nie ma porażek. Jednak nie one są najważniejsze. One są, by się na nich uczyć i wyciągać wnioski.
A więc nie bój się pomyśleć o sobie, jako o dziecku Boga. Jeśli mówimy o relacji dziecko – rodzic, to trzeba sobie też przypomnieć, że właściwością dziecka jest to, że ono dorasta, wyrasta z starych ciuszków, z dziecięcych zabaw. I to jest dla nas oczywiste, że zmienia się nasz świat, z dziecięcego – w dorosły. W relacji z Bogiem musi być podobny, musimy szukać wciąż nowych sposobów komunikacji z Nim, musimy się rozwijać, chcieć osiągać cele. Nie możemy osiąść na laurach pt wierzę w Boga i to mi wystarczy. Nie wystarczy. Jemu nie wystarcza, więc i nam nie może wystarczyć, chyba, że ktoś nie chce. Można się zaprzeć i całe życie próbować ubierać stare ubranka…
I nie czekaj w nieskończoność, bo List do Hebrajczyków mówi wprost gdy nadeszła pełnia czasów. Ten czas już jest, to nie jest przepowiednia – jakich wiele w tych dniach usłyszymy (w formie życzeń) – to już nadeszło, jest do wzięcia, do realizowania. Chciej.
Oto macie błogosławić. Słowa z pierwszego czytania. Błogosławić, nie złorzeczyć, nie przeklinać. W księdze Powtórzonego Prawa jest taki moment, kiedy Bóg zwraca się do Izraelitów i każe im wybierać. Kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli. Wspominam o tym w tym momencie, bo wydaje się, że nie można błogosławić, a więc dobrze życzyć, nie wybierając życia, nie wybierając Boga. Nie da się Boga wykorzystać, mówiąc, że się w Niego wierzy, że się jest chrześcijaninem, że się jest we wspólnocie Kościoła, a nie błogosławiąc Drugiego. Nie da się Boga wmanipulować do usprawiedliwienia siebie w świństwach w stosunku do Drugiego.
Macie błogosławić. W świetle tekstu z księgi Powtórzonego Prawa, błogosławienie, to obdarzanie życiem. Obdarzanie życiem to nic innego, jak rezygnacja z części siebie. Każdy rodzic to wie, że kiedy decyduje się na przyjęcie dziecka, które nie jest tylko spełnieniem jego pragnień, to decyduje się na rezygnację z części siebie.
A więc przyjmując dziś zaproszenie Boga do błogosławienia innym, do obdarzania ich życiem, rezygnujesz z części siebie.
I w końcu Maryja. Niby Jej dzień, a w czytaniach jakby w ogóle Jej nie było. Kluczem do odczytania Jej obecności są słowa z Ewangelii. A Maryja zachowywała i rozważała te sprawy w swoim sercu. Maryja rodzi Jezusa, daje światu Boga i nie robię z tego wielkiego halo. I nie idzie mi teraz o namawianie do pokory, coraz bardziej źle rozumiemy to słowo, szczególnie w obrębie chrześcijaństwa. Idzie mi o Jej umiejętność milczenia, a przede wszystkim słuchania. Dziś wielu ludzi, wręcz obsesyjnie musi innym zakomunikować co czuje, jak daną sytuację przeżywa. Tymczasem Maryja uczy nas także dystansu do rzeczywistości. Ta młoda Kobieta od przeszło dziewięciu miesięcy jest uczestnikiem czegoś nie do pojęcia. Została w sposób co najmniej dziwny Matką, potem okazało się, że Ten, który się urodził jest Synem Boga. Teraz widzimy Ją, jak według zwyczaju ofiaruje swoje Dziecko Bogu.
Z jednej strony same cudowności, z drugiej zwykłość, dostosowanie się do tego, co było normalną drogą każdego rodzica w Izraelu. Maryja nie chce niczego przyśpieszać, nie domaga się znaków. Idzie normalnym rytmem rozważając wszystko w sercu, a więc ucząc się odczytywać życie, a nie panikując, że coś jest zasłonięte, niejasne, ryzykowne.