Zaznacz stronę

Czytam komentarze pod moimi ostatnimi tekstami i pod tym, co polecam dalej, a co jest autorstwa innych osób. Sporo wśród tych komentarzy jest takich, w których autorzy twierdzą, że nie kocham Kościoła, że oskarżam niewinnych, że jestem nikim, by cokolwiek powiedzieć na Jana Pawła II i o innych dostojnikach kościelnych, i że dołączam do wrogów Kościoła, bo oskarżam księży.

Kochani Państwo!

Nie jestem wrogiem Kościoła, bo nie mogę być wrogiem samego siebie. Póki co jestem zdrowym psychicznie człowiekiem i nie mam żadnych myśli autodestrukcyjnych. Ja w Kościele jestem, bo go kocham, jestem Jego częścią i nie tylko dlatego, że kiedyś rodzic mnie ochrzcili, ale taki jest mój świadomy wybór. Jednak mój Kościół i zakon nauczyli mnie, że Kościół jest tym, który musi słuchać Pana Jezusa, który mówił o życiu w prawdzie i chronieniu maluczkich. Więc jeśli w mojej wspólnocie dzieje się źle, to ja nie mogę wtedy udawać, że jest dobrze. Kiedy krzywdzeni są ludzie, w jednej z najdelikatniejszych sfer, jaką jest ludzka seksualność, kiedy oprawcami byli księża, a niektórzy z nich mieli parasole ochronne swoich zwierzchników to ja nie mogę siedzieć cicho. Każdy z nas – taką mam nadzieję – kiedy widziałby tak potworne zło w swojej rodzinie – działałby. Nie stałby z założonymi rękoma lub tylko się modlił albo udawał, że jest dobrze, byleby nic nie wyszło na zewnątrz. Ja rozumiem złość wielu z nas, nikt z nas nie lubi, jak się mówi o złych rzeczach w naszej rodzinie, w naszej wspólnocie, rozumiem też mechanizmy obronne, jednak nie możemy w imię świętego spokoju udawać lub oskarżać o złe intencje tych, którzy próbują nam pokazać, że w naszym Kościele dzieje się źle. Nie możemy ich nazywać sługami szatana. Sami zresztą, co już kilka razy sygnalizowałem, dajemy sobie prawo by mówić o złu w różnych instytucjach i gremiach ludzkich. Uznajemy to za słuszne, bo uważamy, że zło trzeba nazywać złem. Jednak nie możemy zapominać, że to zło jest czynione też w naszej wspólnocie. 

Nikogo nie oskarżyłem. Zawsze poruszam się w tym, co powszechnie wiadomo. Nie jestem bezkrytyczny, wobec tego, co czytam, nie przyjmuję wszystkiego, co czytam jako prawdy. Sam wiele godzin przesiedziałem z ofiarami i wiem, jak trudno czasem nazwać prawdę, wiem też, że łatwo kogoś oskarżyć nieprawdziwie – doświadczyłem tego na własnej skórze. Jednak są źródła, których nie możemy ignorować. I jeśli się wypowiadam, to tylko dlatego, że uważam, że sięgam do źródeł sprawdzonych. Zresztą mówię to, co mówią niektórzy biskupi mojego Kościoła, o czym mówią papieże: że trzeba mówić głośno o wykorzystywaniu seksualnym w Kościele. Chronić dyskrecją należy ofiary, ale nie oprawców i złe procedery. Tym nie należy się dyskrecja, bo doświadczenie pokazuje, że lata dyskrecji prowadziły do kolejnych patologii i poczucia bezkarności sprawców. 

Nie, nie jestem nikim. Jestem człowiekiem i to jest wystarczający mandat, by mówić o panu Kowalskim i osobach z urzędami. Wiem, że żyjemy w takiej kulturze: świeckiej i religijnej, w której wydaje się nam, że są ludzie ważniejsi i mniej ważni, ale to nie jest postawa ewangeliczna, przypominam Państwu słowa naszego Pana: „wszyscy braćmi jesteście, a kto chciałby być wielki, niech będzie mały”. Z tego tytułu nie pozwolę sobie na wciskanie mnie w ramy „jesteś nikim”. Wiem, że to swoisty zabieg erystyczny, ale ten zwrot jest nieprawdą. Chrześcijaństwo uczy mnie tego, żeby nie myśleć w sposób światowy, bo w świecie liczą się układy, pozycje, tytuły. Oczywiście jakaś część mojego Kościoła jest zainfekowana takim myśleniem, ale nie możemy się na to godzić. Nie może być tak, że boimy się zadawać pytania, prosić o rozmowę tylko dlatego, że ktoś, w naszym ludzkim porządku, może znaczyć coś więcej i mieć władzę nad nami. To są postawy niedojrzałe i nie mające – jeszcze raz to podkreślę – nic wspólnego z Pismem Świętym. 

Każdy rozsądny psycholog, nauczyciel, człowiek działający w sferze publicznej i ksiądz uczy, że jeśli w rodzinie dzieje się coś złego i patologicznego, to trzeba o tym mówić na zewnątrz i prosić o pomoc odpowiednie osoby. Oczywiście są niestety takie osoby, które swoje poważne problemy chcą „kisić w swoim sosie”, ale to nie jest dobre rozwiązanie. I znów: jest nieewangeliczne – Pan Jezus wyraźnie każe nam ujawniać to, co chcielibyśmy schować. Doświadczenie i historia uczą nas, że etap upomnienia jeden na jeden i z kilkoma świadkami mamy już za sobą. Nie zadziałał. Jako Kościół potrzebujemy pomocy innych. Pokazały to doświadczenia innych krajów, nie tylko w zachodniej Europie. 

Nigdzie nie oskarżyłem o nic Jana Pawła II. To człowiek, który mocno kształtował moje pierwsze świadome lata w Kościele; to człowiek, którego sposób działania i słowa są dla mnie ważne, ale właśnie ten sam Jan Paweł II uczył mnie i wielu z nas, że są momenty, w których trzeba mocno trzasnąć ręką w stół, że tylko mówienie prawdy pozwala nam w wolności iść za Panem Jezusem. Wielu w naszym kraju lubi powtarzać słowa kard. Wyszyńskiego: „non possumus”. Może trzeba w końcu stanowczo powiedzieć te słowa wszystkim tym, którzy krzywdzą dzieci, kobiety i mężczyzn, wykorzystują swoją pozycje do tego, by ich niszczyć w tym, co bardzo delikatne – w ich seksualności. Za ks. Piotrem Studnickim chcę powtórzyć słowa, które powiedział w wywiadzie dla KAI [KLIK]: „Jestem przekonany, że niewyjaśnienie tej sprawy będzie szkodziło przede wszystkim Kościołowi, a także rzucało cień na pontyfikat Jana Pawła II”. To zdanie nie jest oskarżeniem Jana Pawła II, ale jest reakcją na materiały, które nie są już plotkami wypowiadanymi w prywatnych mieszkaniach. Te materiały to publiczne dokumenty Kościoła i musimy jako Kościół się z tym mierzyć. Już nie tylko dlatego, że dla ludzi spoza Kościoła stajemy się mało wiarygodni, ale dlatego, że w tych dniach wielu odchodzi od Kościoła nie mogąc sobie poradzić z czymś, co podważa ich fundamentalne poczucie bezpieczeństwa. Tak, tu już nie chodzi – często – o wielkie idee, ale o to, że ludzie przestają się czuć bezpiecznie. Ludzie przestają nam ufać i wierzyć, bo okazuje się, że wielu z nas nie było pasterzami, ale drapieżnymi wilkami. I jak widać to coraz wyraźniej, nie były to pojedyncze wypadki jak chcą myśleć niektórzy. 

Nie bójmy się prawdy o naszym Kościele, nawet jeśli to będzie prawda bardzo dla nas bolesna, bo trzeba będzie zweryfikować myślenie o wielu naszych ludzkich bohaterach. Papież Franciszek na dzisiejszej Audiencji generalnej powiedział: Wczoraj został opublikowany Raport o bolesnym kazusie byłego kardynała Theodore’a McCarricka. Odnawiam moją bliskość z ofiarami wszelkich nadużyć i zobowiązanie Kościoła do wykorzeniania tego zła.Naprawdę byłoby już jakąś strasznie wielką głupotą oskarżać Franciszka i tych, którzy myślą podobnie do niego, że chcą rozwalać Kościół albo są jego wrogami. Wiem, że zawsze będą osoby, które każde oczyszczenie Kościoła będą traktowały jako atak, wiem, że wielu z Was nie przekonam, ale naprawdę, zanim kolejny raz ktoś powie, że jestem zdrajcą Kościoła, że rozwalam jedność, że atakuję ludzi Kościoła, to proszę zastanówcie się dobrze na czym miałoby to polegać, poza tym, że czasem to, co piszę i mówię dotyka czegoś, co Was i mnie boli.