Zaznacz stronę

1299921969_by_katalika_500

SŁOWO
HOMILIA NA XI NIEDZIELĘ

Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie. Nie mogę odrzucić łaski danej przez Boga.
Jest taki moment w naszym życiu z Bogiem, że stajemy pod murem. Wiemy, że od świętości dzielą nas lata świetlne, że więcej nam nie wychodzi niż wychodzi, że bardziej żyjemy pobożnymi życzeniami niż rzeczywistością, a jednak czujemy, że Bóg jest z nami, że jednak pomimo wszystko, żyje w nas Chrystus. To taki moment, w którym wiesz, że nawet gdyby pojawiło się milion różnych możliwości, to nie jesteś w stanie odrzucić Jego łaski, bo łączy cię z Nim miłość.
Dawid i historia jego namiętności. Dawid, który z lenistwa nie idzie na wojnę wskutek czego, jak każdy mężczyzna, który się nudzi, zaczyna szukać zabawki. Znajduje piękną kobietę, którą podstępem uwodzi, aby zatrzeć ślady zabija swojego lojalnego żołnierza. A jednak z tego związku rodzi się Salomon, jeden z największy ludzi, a psalmy, które Dawid układa, stają się modlitwą Żydów i chrześcijan na całe wieki.
Bóg, przy współpracy Dawida, po czasie,  wyprowadza z tej chorej i grzesznej historii wielkie dobro.
Szymon zaprasza Jezusa do swojego domu. Jezus dla niego nie jest przyjacielem, jest raczej ciekawym zjawiskiem, które należy zbadać. Jednak pod wpływem wydarzenia nieprzewidywalnego – spotkania z prostytutką, otrzymuje nowe spojrzenie na Boga.
I w końcu owa kobieta. Można by zaryzykować tezę, że gdyby nie to, że zajmowała się tym, czym się zajmowała, nigdy by Jezusa nie spotkała.
Nie mogę odrzucić łaski danej mi przez Boga. Tak mówi Paweł. Tak możemy powiedzieć wszyscy. Jednak nie dlatego, że jesteśmy tacy mocni, super wierzący i poukładani. Nie możemy jej odrzucić, bo to On daje łaskę. I nawet jeśli część z nas zastanawia się nad tym, czy w ogóle wierzy, nawet jeśli inna część z nas czuje, że tu nie pasuje, a jeszcze inna zrobiła w ostatnim czasie coś głupiego, to nie możemy odrzucić łaski.
I dlatego możemy dalej za Pawłem powiedzieć, teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego. To nie jest mówienie życzeniowe. To prawda o naszym życiu.
Tak się przejąć Bogiem, tak się w Nim zakochać, by wpuścić Go do swoich grzechów, do swoich ciemnych zakamarków, do swoich strachów, które przekuwam na cynizm, do tych wszystkich historii, które sprawiają, że wyje w bólu i opuszczeniu. Wpuścić Go do swojej bezradności, która sprawia, że z uśmiechniętego człowieka staję się pokręconym karłem.
Dla naszego Boga nie ma schematu. Czytam tę Ewangelię i widzę, jak Jezus jest wolny. Jak w nosie ma konwenanse, dobre zwyczaje i to, co sobie ludzie pomyślą. Jest kimś kto się nie boi o swoją opinię. Nie boi się ‚nieczystej’ prostytutki, nie boi się jej intymnego gestu.
Gdyby czytający ten fragment Ewangelii nie wiedział skąd on pochodzi, mógłby pomyśleć, że to kawałek niezłego erotyka. Nacieranie nóg olejkiem, wycieranie stóp włosami – bardzo intymne gesty, zawstydzające czystych i bezgrzesznych. Gdy się jednak wczytamy, to zobaczymy, że kiedy stajemy pod murem naszych możliwości, kiedy sami już nie mamy pomysłu na to, jak uzdrowić swoje życie, to wtedy zaczyna się żywa wiara, nie zważająca na konwenanse i wyuczone schematy. Wtedy dopiero człowiek przestaje bać się o reputacje i opinie innych. Wtedy człowiek zaczyna naprawdę ryzykować, żyć na ostrzu.
Trzeba zaryzykować i potraktować Boga całkiem poważnie. Trzeba przypomnieć sobie, że naprawdę jestem grzesznikiem, i że to nie jest przenośnia literacka. Grzech to nie jest coś, co jest przekroczeniem prawa. Bóg tak bardzo się brzydzi grzechem, nie dlatego, że Jemu samemu coś złego się dzieje. Czasem tak mówimy, że nasze grzechy obrażają Boga. Nie. Bóg ma taki stosunek do niego, bo grzech bardzo niszczy nas. To, że mamy żyć w czystości, że mamy siebie nie okłamywać, czy że mamy się nie zabijać, to nie dlatego, że Bóg jest zazdrosny o nasze kłamstewka i podboje miłosne. On wie, że kiedy to, co miało być środkiem staje się celem, to wtedy zaczyna się nasz koniec. Osobisty, ale też w wymiarze relacji.
Zapamiętaj to sobie raz na zawsze, grzech nie jest porażką Boga. Jest twoją porażką, z której Bóg chce Cię wyprowadzić do dobra.
Zrobiono nam dużą krzywdę ucząc nas, że nasze grzechy obrażają Jego świętość, a naszym zadaniem jest przepraszanie (urażonego) Boga. Nasz grzechy zabijają w nas życie, a Bóg jeśli się złości to nie na nas, ale na to, że znów żyjemy jak prostytutka.
Nie ma takiej sytuacji, z której nie ma wyjścia. Z każdej naszej najbardziej pokręconej historii da się wyprowadzić dobro. Nie będzie ono zapewne tym wymarzonym przez nas dobrem, które postrzegamy w kategoriach szeroko rozumianej własnej przyjemności i korzyści. Będzie to dobro, które daje życie.
Łatwo wzruszać się nawróconą prostytutką, trudniej wyobrazić sobie, że ta kobieta musiała przemeblować całe swoje życie, łącznie z tym, że trzeba było się wziąć za uczciwą pracę, zrezygnować z przelotnych miłostek.