Zaznacz stronę

Jakiś czas temu na FB zobaczyłem u jednego z księży filmik z szwedzkiej TV, w której dziennikarz rozprawia się z muzułmańskim wojownikiem mówiącym o konieczności podbicia Szwecji i całego świata, nawet za cenę zabijania niewiernych. Jednak nie treść tego filmu mnie poruszyła. Ów ksiądz opatrzył ten film swoim komentarzem: „Warto posłuchać i trochę się przerazić”. No właśnie, nie warto się przerażać. Można posłuchać, ale nie warto się ani trochę, ani bardzo przerażać.

Nie od parady Biblia powtarza jak mantrę zdanie: „nie bój się”, odmieniając je przez wszystkie przypadki. 365 razy pada to zdanie w Piśmie Świętym, o miłości Bóg tak często nie mówi, jak właśnie o tym, by się nie bać.

Dzisiejsza Ewangelia świetnie o tym mówi. Jezus każe swoim uczniom „iść”. Posiedzieli trochę z Jezusem, zobaczyli jak myśli, decyduje i działa, i każe im iść. Ludzie, do których ich kieruje, są chorzy, opętani, odrzuceni przez społeczeństwo. Każe im łamać przepisy wysyłając ich do trędowatych i umarłych. Naraża ich na nieczystość, a więc odrzucenie. Owszem, mówi o strząśnięciu prochu z butów, ale mówi to na końcu. Najpierw oni mają pokazać tym, do których idą, że wierzą w słowo Jezusa.

Jezus wie, że oni się boją, że mają stracha, ale uczy ich, że bycie uczniem Pana Jezusa (bycie chrześcijaninem) nie jest dla nich samych. Jesteśmy nimi dla misji, dla wyjścia do „złych” (z różnych powodów), by ogłosić im nie nasze zwycięstwo nad nimi, ale nad złem, które sprawia, że źle się im żyje. O tak, jesteśmy uczniami Jezusa po to, by robić dobrze niewierzącym. Mamy robić dobrze tym, którzy nas krzywdzą. I o tym mówi I czytanie. Józef mógł się zemścić na swoich braciach, mógł z nich zrobić pokarm dla lwów. Mógł to zrobić własnoręcznie, albo poprosić faraona, by się tym zajął. A jednak okazuje się bardziej chrześcijański niż niejeden z nas.

Jednym z momentów, kiedy Jezus mówi o pokoju, jest wieczernik, na kilka godzin przed śmiercią. Jezus wiedział, że umrze, a jednak w obliczu zagrożenia swoim uczniom mówi: „Pokój mój daję wam”. Jezus w obliczu zagrożenia dzieli się pokojem, a więc ma w sobie pokój. To świetna wskazówka mówiąca o tym, że chrześcijanin to nie jest ktoś, kto szuka komfortu i z takiej pozycji innym daje rady dotyczące zmiany ich życia. Kiedy On mówił: „pokój daję wam” – musiał się bać, musiał odczuwać to, co odczuwa każdy człowiek w obliczu śmierci i zagrożenia. A jednak, wbrew sobie, skupił się na nich i im daje pokój. To jest dokładnie ten sam motyw, który widać w życiu Jerzego Popiełuszki. Musiał się bać zagrożenia, a jednak głosił, że nie możemy się bać. Nie nakręcał strachu, ale patrząc na Boga mówił o pokoju.

Jesteśmy Jego uczniami, ochrzczeni w Jego imię, często z Nim rozmawiamy, chcemy Go naśladować, przywołujemy Jego Ducha. Wszystko to po to, by w obliczu zagrożenia nie dołączać do chóru tych, którzy panikują, ujadają, ale by nieść pokój, czyli przekonanie, że Bóg JEST. Ty idź do przodu i rób to, co On nam kazał. Masz misję, a siła do jej wykonania nie jest z nas, ale z Niego. Serio!

SŁOWO