Zaznacz stronę

Znów wracamy do wątku, który pojawia się w ostatnich niedzielach. Kryterium przynależności Chrystusa nie jest legitymacja członkowska, ale świadectwo naszego codziennego życia. To, czy moja deklaracja wiary przekłada się na codzienność.

W I czytaniu i Ewangelii, pojawiają się ludzie, którzy nie przynależą do grupy starszych czy apostołów, a robią Boże dzieła. Ich życie świadczy o tym, że są w relacji z Bogiem. Dla wielu może to fajnie brzmieć: nie muszę być w Kościele, by być blisko Boga i robić dobro. Nie rozstrzygam tego. Warto jednak zobaczyć coś innego, że my – będący w Kościele bardzo często idziemy na łatwiznę. Oszukujemy się, że właśnie sama przynależność i kilka z niej wypływających obowiązków już wystarczy. Idziemy na swoisty minimalizm.

A Jakub i Jezus, wzywają nas dziś do radykalizmu. Zobaczcie, jak to jest ważne w naszej wierze, już piąty tydzień słuchamy tego refrenu: wiara musi się przekładać na codzienność, na to, jak odnosimy się do żony, męża, dzieci, współbraci, na to jak szanujemy dobro, w posiadaniu, którego jesteśmy.

A idźmy dalej, codziennie odmawiamy Ojcze nasz, mówimy w nim, że prosimy o odpuszczenie nam win, tak jak my odpuszczamy. Ten prosty przykład pokazuje nam na ile zatrzymujemy się tylko na przynależności, a na ile rzeczywiście, w praktyce jesteśmy chrześcijanami.

Jezus w II części Ewangelii pokazuje, że nie deklaracja, ale prawdziwa, radykalna praca nad sobą, pokazuje kim jestem naprawdę. Dopiero wyzbywanie się zła i grzechu, które nie jest tylko jakimś abstrakcyjnym odniesieniem do Boga, ale bardzo realnym odniesieniem do innych, potwierdza moje religijne deklaracje.

A więc nie zatrzymujmy się tylko na tym miłym wątku, który mówi o tym, że Jezus dosolił apostołom za ich wąskie myślenie, ale zobaczmy, że to my często jesteśmy apostołami, którzy innych chcą z ekipy Jezusa wywalić, a tak naprawdę nie wypełniamy Ewangelii w praktyce.

SŁOWO