Zaznacz stronę

Mam za sobą niesamowicie intensywny tydzień. Jeszcze tydzień temu żegnałem się z probacją, z Bałtykiem, z Puckim Hospicjum, by w poniedziałek wylądować w Opolu. Ten tydzień to była nie tylko kwestia wprowadzenia się do nowego domu (to trwało chwilę), ale pierwsze poznawanie ludzi, z którymi mam tworzyć kolejne lata życia.

Moi współbracia w Opolu. Przez kilka dni mnie intensywnie obserwowali. Bardzo dobrze mnie przyjęli. Jestem (nie licząc duszpasterza akademickiego) najmłodszy we wspólnocie. To ważny szczegół, bo w sobotę zostałem ich przełożonym. Wiem, że bywam trudnym człowiekiem, dlatego bardzo ich podziwiam.

Ludzie, którzy należą i identyfikują się z naszą parafią. Z różnych powodów moja gęba jest rozpoznawalna, więc w Opolu już od samego przyjazdu, co rusz ktoś dawał mi do zrozumienia, że mnie kojarzy czy zna. To bardzo miłe, kiedy przyjeżdża się do nowego miasta. Przestajesz czuć się obco. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem była dla mnie wizyta w szkole, w której mam uczyć. Ludzie, którzy zobaczyli mnie pierwszy raz, przyjęli mnie bardzo ciepło i z pełną gotowością pomocy.

No i najważniejsze. Dzisiejszy dzień. Bardzo się go bałem. Bardziej niż wczorajszego objęcia przełożeństwa. Zostałem dziś ogłoszony proboszczem. To niesamowite uczucie być posłanym do konkretnych ludzi, stanąć przed nimi i poprosić ich o przyjęcie jako proboszcza. Kiedy klęczałem przed ołtarzem i składałem swoje wyznanie wiary i przysięgę, to czułem, jak ludzie za plecami mnie niosą swoją modlitwa. Z drugiej strony czułem swoją słabość i grzeszność – to jak łatwo przychodzi mi zawodzić innych, nie spełniać ich oczekiwań. Prosiłem dziś rano na modlitwie, bym potrafił zrobić to dobrze.

Drugi niesamowity moment to wręczenie mi symbolicznego przedmiotu. Otrzymałem laskę pasterza. Na lasce są dwa ważne dla mnie symbole. Pierwszy to Jego Serce. Od kilku lat jest Ono dla mnie ważne, napisałem książkę, która w oparciu o Jego Serce, opisuje mnie samego. A teraz wszedłem do parafii Jego Serca. Drugi to napis: Bóg jest dobry. Ucieszyło mnie to, że ludzie, do których przyszedłem rozpoznają mnie po tym zdaniu.

Trzeci moment to modlitwa w ciszy za mnie. Tak poprosiłem, jak Franciszek, moich parafian o modlitwę za mnie. Tak jak każdy potrafi. Jedni kleknęli, inni wstali, inni siedzieli – pełen spontan. Bardzo ważne było dla mnie to, że moi ludzie się za mnie modlą.

Czwarty, polegał na tym, że spróbowałem się, z większością osób, osobiście przywitać. Stanąłem pod kościołem i zobaczyłem dziesiątki uśmiechów i wiele słów dobroci. To było bardzo ważne, bo ostatnie dni lęk w mojej głowie sprawiał, że zapominałem, że tu chodzi o ludzi, a nie o administrację. Ona jest ważna, ale nie najważniejsza.

Dzisiejszy dzień, którego tak się bałem, dał mi wiele pokoju. Od jutra zaczynam codzienną robotę. Bardzo chciałbym by mój dom, a nade wszystko kościół był otwarty (nie tylko w sensie fizycznym – to się już dzieje, zapraszam na modlitwę przez cały dzień u nas), by ludzie znajdowali tu głoszoną Ewangelię i sprawowane sakramenty, szczególnie Eucharystię i spowiedź. Nie mam wielkich planów, mam wielkie pragnienie, by w Parafii Serca Jezusa, każdy, kto tylko chce spotkał Boga, który jest dobry.

Bardzo Was proszę o modlitwę za mnie i moją parafię. I dziękuję za „już”.