Zaznacz stronę

Szybko się zniechęcamy.

Trudne jest przyjęcie pozycji kogoś, kto nie ma, komu brakuje, kto odczuwa potrzebę i pragnienie. Trudno jest przyznać się przed sobą, że jestem niewystarczający, że mam w sobie jakąś słabość, z którą muszę do kogoś pójść. Nawet jeśli tym kimś jest Bóg.

Pewnie, że na poziomie deklaracji my to WIEMY, nawet czasem o tym mówimy, ale w sercu wcale się z tym nie identyfikujemy. Wystarczy popatrzeć na ludzi bezdomnych i szczerze żebrzących. Oni są pokorni, czekają wytrwale.

Często widać w chrześcijanach postawę „mnie się należy”. Boimy się bycia zależnymi od innych, wykorzystujemy swoje chrześcijaństwo do tego, by być jak najmniej zależnymi, tłumacząc to wolnością. Tymczasem postawa chrześcijanina wyraża się właśnie w zależności od innych, wynika to nie z poczucia bycia gorszym, ale z wdzięczności.

Wszystko, co mam i kim jestem, jest wynikiem pracy Boga i ludzi dla mnie. Dobrze przeżywane poczucie zależności prowadzi do radości.

Chrześcijaństwo jest drogą słabości i Golgoty, nie siły. To gorszy również nas – chrześcijan, świetnie to widać w tych wszystkich ruchach,które głoszą potrzebę walki z innymi w imię sprawiedliwości i Boga. Nasz Bóg poszedł na krzyż i zostawił nam jeden testament: naśladowania Go. Tymczasem wielu z nas chce wszystko sprowadzić do tryumfalizmu, do poczucia „boskiej wyższości” nad innymi.

My mamy prosić, szukać i pukać. A później z wiarą czekać na efekty. Szybko się zniechęcamy, dlatego idziemy na skróty – walka z innymi jest pójściem na skróty.

SŁOWO