Zaznacz stronę

SŁOWO

Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało.
Bardzo lubię to zdanie, bo ono przypomina mi o tym, że na (moje) życie muszę patrzeć oczyma Boga, nie tylko swojego doświadczenia. Dzisiejszy dzień jest czasem, w którym wielu ludzi robi różnego rodzaju podsumowania. Od tych biznesowych, firmowych, światowo – krajowych, aż po te bardzo osobiste. Ja też dziś patrzę na cały miniony rok, na różne wydarzenia w moim życiu, a było tego bez liku. Chcę jednak popatrzeć z wdzięcznością i wiem, że to nie jest kwestia moich uczuć, ale decyzji, że właśnie tak chcę popatrzeć. I choć przecież Bóg nie jest bezpośrednim sprawcą wszystkiego, co dzieje się w moim życiu, to wiem, że wszystko stało się dlatego, że dał mi życie, a dając mi życie wiedział, w którą stronę ono pójdzie, jakie będą moje wybory i moje grzechy. Dlatego czuję się bezpiecznie, bo wiem, że On o wszystkim wie. Bez Niego nic się w moim życiu nie stało. Nie ma sytuacji, w której Boga by nie było. Owszem, wiele z nich tak przeżywałem i widziałem, jakby Go nie było. Dzięki temu mogę powiedzieć, że nie żałuję niczego, co się wydarzyło. Wiem, że wszystko ma swój sens. Nawet jeśli ludzie wiele spraw w moim życiu widzą jako działanie bezsensowne, wiem, że On jest, a Jego obecność sprawia, że z każdego wydarzenia mogę wyciągnąć dobro.

Na początku było Słowo.
Początkiem wszystkiego było Słowo, Słowo to Jezus, Jezus to Bóg, a Bóg jest Miłością.
 Na początku wszystkiego była Miłość. Na początku naszego życia była Miłość. Jesteśmy dziećmi z Miłości. Na początku nie było przekleństwo, przypadek, niechęć; na początku naszego życia była Miłość.
 To ma konsekwencje w całym naszym życiu. Również w tym, co nazywamy grzechem i raną. Albo raczej, przede wszystkim w tym. Właśnie w tym, co chcemy, by przestało w naszej pamięci istnieć; w tym, co uważamy za swoje największe zranienie/grzech/dramat, Bóg może okazywać nam swoją Miłość najbardziej. Herezja? Może. W tych przestrzeniach nie jesteśmy w stanie czegokolwiek Mu zaoferować, czymkolwiek za Miłość zapłacić. Właśnie w tym przejawia się ta Miłość, że w miejscach, gdzie my siebie oskarżamy, gdzie my siebie przekreślamy – On przychodzi z Miłością i z przekleństwa czyni błogosławieństwo, wypowiada w miejscu ciemnym swoje Słowo – Dobrą Nowinę.

Wy macie namaszczenie od Świętego i wszyscy jesteście napełnieni wiedzą.
Chcę te słowa przytoczyć w kontekście, w którym wielu z nas wypowiada nad sobą przekleństwo życia: moje życie jest przeciętne i nic albo mało znaczące.
 Mamy namaszczenie i wiedzę. Namaszczenie to nic innego, jak Duch Ojca. Jak dotknięcie samego Boga. Wiedza to jest świadomość tego, że jesteśmy Jego dziećmi.
To nie są jakieś tajemnicze, ślicznie brzmiące słówka. To bardzo wielka moc i siła. Nie należymy do byle kogo. Należymy do samego Boga. W końcu musi przyjść taki dzień, w którym zaczniemy tym żyć, w którym nie będziemy mówić o wierze, ale o życiu w tym – to jednak wymaga ryzyka. My bardzo lubimy innym zazdrościć, że mają lepiej, że żyją na wyższym poziomie. Jednak, kiedy On przychodzi i mówi ­– żyj jak Ja, jak moje dziecko, to wymigujemy się, bo nie ufamy sobie, bo ciągle się asekurujemy, bo nie ryzykujemy, bo nie wierzymy.
My, katolicy jesteśmy bardzo dobrzy w mówieniu o tym, jak dobry jest Bóg. Jesteśmy perfekcjonistami w opowiadaniu o tym, że jest wszechmocny, cudotwórca, że kochamy Go ponad życie. Co dzień mówimy Ojcze nasz. Mówimy przyjdź Królestwo Twoje, ale umierać nie chcemy. Niby wierzymy w życie z Nim, ale wolimy to życie. 
To nie wyrzuty. To budzik. Obudzić się nam trzeba, bo mamy dobrego Tatę.