Zaznacz stronę

VLOG

Wszystkie trzy czytania mówią o nawróceniu. Jesteśmy po zaproszeniu na pustynię, po zaproszeniu na wyjście w górę. Dziś trzy wezwania do nawrócenia.

Wydawać by się mogło, że historia Mojżesza ma się nijak do nawrócenia. A jednak. Pan, którego moglibyśmy określić, po przejściach. Traumatyczne wydarzenia we wczesnym dzieciństwie, rozpieszczone dzieciństwo i młodość na dworze faraona, i w końcu banicja. Po tych wszystkich przejściach, jako dojrzały mężczyzna zakłada rodzinę i wiedzie spokojne życie, jako pracownik swojego teścia. Ma żonę, dom, pracę. W końcu święty spokój, o którym wszyscy jakoś marzymy. I Bóg mu ten święty spokój rozwala. Jakby mówił: Dość świętego spokoju, wracaj do Egiptu i wyprowadź moich ludzi. Mojżesz, odpowiadając pozytywnie na wezwanie Pana, musi zaryzykować. Wrócić do kraju, który wydał za nim list gończy, do kraju, który ma potężne wojska i wyprowadzić swoich ziomków. To się w ogóle kupy nie trzyma. Nic nie jest przygotowane, a Bóg wyskakuje z takim pomysłem. Nawrócić się to nic innego, jak posłuchać Boga, zaryzykować, zakwestionować swój święty spokój.

Nie szemrajcie, jak niektórzy z nich szemrali i zostali wytraceni przez dokonującego zagłady. Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł. To św. Paweł. Nawiązuje do wędrówki przez pustynię. Czyni aluzję do ludzi w sposób cudowny wyprowadzonych z Egiptu. Ciągle niezadowoleni, ciągle nieufni w stosunku do Wyzwoliciela. Tacy jesteśmy, jak tylko poczujemy, że nasz wróg został za plecami, w bezpiecznej odległości, to nagle udajemy herosów, superbohaterów. Wydaje się nam, że tylko sobie zawdzięczamy sukces. Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł. Nawrócenie to pokora. Rozumiana nie jako uniżanie się, nie jako samoupokorzenie. Pokora to postawa wdzięczności. Umiejętność zobaczenia, że za moim sukcesem stoją też inni, również ci, którzy pojawili się w moim życiu na moment. Nawrócenie, według Pawła, to umiejętność dostrzegania za dobrem w moim życiu – Dawcy – Boga samego.

Ewangelia. Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie. I drugie zdanie: A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć. Gdzie łagodny Jezusek, gdzie Miłosierdzie Boże, które wszystko wybacza? Nie ma. Jest Jezus, który ostrzega, nie straszy, ale ostrzega. Każdy mądry rodzic wie, że dziecko trzeba ostrzegać. Nie straszyć, ale ostrzegać przed konsekwencjami. Co się dzieje z dziećmi, którym mówi się tylko, że mogą same o wszystkim decydować, widać na co dzień. Bóg to osoba, która ma uczucia, to osoba, która kocha. Nie automat z napisem MIŁOSIERDZIE BOŻE, Bóg to prawdziwe życie, nie wirtualne, w którym zawsze można się o jeden poziom wycofać i zacząć od nowa. Bóg zaprasza do uczciwej gry z zasadami.

Pojawiają się dziś dwa drzewa, które pokazują, jak bardzo można wejść w iluzję. Jak bardzo obrazek może nas zmylić. Jedno drzewo na pustyni. Takie drzewo może wyglądać jak umarłe. Całe jego siły są skupione na szukaniu soków. Nie ma na nim pięknych liści, cudownej kory. Drugie drzewo w winnicy. Zielone liście, ładny widok.

Patrząc na nie, można się zasugerować wyglądem. Można sądzić po tym, co widać, że pierwsze nie wyda owocu, za to drugie ma idealne warunki, samo jest piękne, więc owoc powinien być. I co? I nic z tego myślenia. Właśnie pustynne drzewo jest początkiem wielkiej sprawy, z której skutków i my dziś korzystamy, a piękne figowe drzewo ostaje się tylko z litości na kolejny rok, bo poza swoją maską niczego nie ma.

Można dać się nabrać. I to na poziomie zewnętrznym. Idąc za krzykaczami, którzy próbują pod płaszczykiem tolerancji, empatii, nowoczesności i tzw. europejskości, wymusić na chrześcijaństwie milczenie, niemówienie o tym, co według Boga jest prawdą. Można także dać się nabrać na poziomie prywatnym, wewnętrznym. Wejść w takie samooszukiwanie się, usprawiedliwianie się, że jestem tak dobry i niepotrzebującym zmian, że nie grozi mi nic.

A czasem wystarczy wieża w Siloe, wypadek samochodowy, ba, przysłowiowa dachówka z dachu i wszystko się kończy. A koniec, w przeciwieństwie do tego, co próbuje się nam wcisnąć na co dzień, jest rzeczą super poważną.

Można być ochrzczonym, można być po wielkim nawróceniu, można znać Boga i Pismo, a jednak się z Nim na zawsze rozminąć. Chrześcijaństwo przyjmuje się całe, tak jak On chce, albo się w nim nie jest. Wbrew nowomowie, nawet współczesnych sądów, że chrześcijaństwo ma być miłą grupą ludzi, którym wszystko można wcisnąć.

SŁOWO