Zaznacz stronę

SŁOWO

Ciągle brzmią w moich uszach słowa Pana: „nie każdy, kto mówi mi Panie, Panie – wejdzie do Królestwa”. On to mówi do uczniów, nie do świata, który my – uczniowie, lubimy nazywać złym.

My, chrześcijanie (też katolicy) bardzo lubimy podkreślać to jak różnimy się od świata. Wielu z nas wręcz mówi: jest zły świat i jego logika, a po drugiej stronie my. Przy wielu okazjach można zobaczyć, jak w naszych deklaracjach odcinamy się od niego, podkreślając nasz sposób myślenia i działania.

A zobaczcie, że w praktyce jest wręcz przeciwnie. Bardzo żyjemy logiką myślenia i sposobem działania tego świata. Tak samo chcemy unieszkodliwiać wrogów, tak samo domagamy się sprawiedliwości, kiedy trzeba być miłosiernym (czyli odpowiadać dobrem na zło) mówimy o tym, że nie możemy być naiwni. Deklarujemy miłość do życia wiecznego, ale kurczowo, wręcz do granic przyzwoitości trzymamy się tego życia i nie chcemy go oddawać. Mówimy o braterstwie ludzi, ale dodajemy: najpierw braćmi są dla mnie „moi”, a zaraz później czytamy przypowieść o Miłosiernym Samarytaninie, pokazującą że bliźnim jest ‘obcy’. Mówimy o równości i braterstwie, a jednak czynimy sobie „większych i lepszych” wśród nas: nadajemy im tytuły, ubieramy w lepsze wdzianka i czcimy ich jak samego Boga.

Jeśli już w ogóle mówimy o radykalizmie, to tylko po to, by mocniej dowalić przeciwnikom, nie wziąć się za swoje, osobiste, nawrócenie. Stworzyliśmy nawet religijną „poprawność polityczną” – wtedy kiedy, to się nam opłaci (głosy wyborców, uznanie ludzi, poczucie, że jestem jak inni) mówimy to, co ludzie pobożni chcą usłyszeć. Boimy się proroków, którzy przychodzą obwieścić nam nadzieję Boga, bo to mogłoby zaburzyć nasze patrzenie na rzeczywistość – stracilibyśmy mocną broń w walce z drugim człowiekiem: lęk.

Nasza wiara umiera zawsze wtedy, kiedy negując świat, stajemy się oszustami, bo żyjemy i myślimy jak świat. Zapomnieliśmy już, że Bóg postawił nas w tym świecie, nie jako lepszych, ale jako ludzi, którzy w złu, które się dzieje mają pokazywać miłosierdzie (działanie dobra w odpowiedzi na zło) i nadzieję (kiedy ludzie boją się i tracą pragnienie życia). Czas, abyśmy przestali wciskać „pobożny kit” i wykorzystywać chrześcijaństwo do walki ze światem i ludźmi. Nie mam do tego prawa dopóki w tym świecie ludzie cierpią i nie mają co jeść i mieszkać. Łatwiej powiedzieć: Kowalscy żyją bez ślubu („musimy zło nazywać po imieniu”) niż nakarmić Nowaków („od tego jest Opieka Społeczna”).

To nie ilość okrzyków o gejach, Żydach, masonach, liberałach, którzy są naszymi „wrogami” jest wyznacznikiem chrześcijaństwa. To jakość mojego nawrócenia polegająca na kochaniu tych ludzi, nią jest.