Zaznacz stronę

SŁOWO

Wydaje się, że najpoważniej swój chrzest traktują ci, którzy z Kościoła chcą się wypisać. Właśnie oni, przez swoje stanowcze żądanie, by wykreślić ich z księgi ochrzczonych potwierdzają, że miał on miejsce i jednak coś w ich życiu znaczy.

Dla sporej części chrześcijan chrzest staje się tylko wydarzeniem z przeszłości, i zapewne przyjęcie tego sakramentu w wieku tzw. świadomości, też zasadniczo niewiele by zmieniło. Przecież już wielokrotnie jako dorośli, przystępowaliśmy do spowiedzi, przyjmowaliśmy Komunię świętą i dalej nie zauważamy pożądanej zmiany naszego życia.

Tylko, że takie myślenie jest bardziej myśleniem magicznym, sakramenty są wtedy rozumiane jak jakieś rytuały, działające same przez się, bez naszej woli i współpracy.

Tymczasem Bóg się w to nie wpisuje. Patrząc choćby na chrzest Jezusa, który wcale nie sprawia, że Jezus odtąd żyje w sielance, albo Ostatnia Wieczerza, po której apostołowie, wcale nie są grzecznymi chłopcami, ale wręcz przeciwnie – zapierają się Jezusa, grzeszą ciężko.

Bo to, co w chrzcie i winnych sakramentach najważniejsze to słowa, które wypowiada Ojciec nad Jezusem, nad każdą i każdym z nas. Jesteś moim synem umiłowanym, jesteś moją córką umiłowaną, w tobie mam upodobanie. Mam w tobie upodobanie, podobasz mi się. I wewnętrznie i fizycznie. Jesteś mężczyzną, kobietą, która ma wszystko, by odkrywać w sobie szczęście i dobre życie.

Jezus nie przyjął chrztu, by Ojciec przeżył za Niego życie. Chrzest jest dla Niego początkiem misji. On, po tym wydarzeniu idzie działać. Najpierw staje w kolejce między ludźmi, dokładnie między grzesznikami, czekającymi na chrzest janowy, potem Ojciec przypomina Mu Kim jest i następnie idzie z misją, z zadaniem.

Stoimy w tej samej kolejce. Dajmy się sobie zadziwić, że w kolejce po chrzest oczyszczenia z grzechów stoi On – Syn Boga. To jest tak samo szokujące jak fakt narodzenia w Betlejem. To musi nas przynajmniej zadziwić, że On jest taki jak my.

To, że stoimy razem z Nim w kolejce niech wyraża uznanie, że nie wszystkie nasze wybory były OK., że choć staramy się za Nim iść, jest w nas wiele pomysłów na życie bez Boga, choćby w jakiś małych przestrzeniach.

I tak, jak Jemu Ojciec przypomniał Kim jest, tak i nam przypomina naszą tożsamość. Jesteśmy Jego dziećmi. I często nam to przypomina; niektórzy mówią, że wystarczy już tych słodkości z ambony o tym, że jesteśmy Jego dzieci. Tym mówię – nie, nie wystarczy. Trzeba nam to ciągle przypominać. Szczególnie, kiedy nas to z różnych powodów drażni.

Po tym wszystkim i nas Ojciec posyła do misji. Jakiej? Tej samej, którą głosił Jezus. Głoszenia Królestwa Bożego. A owo Królestwo nie jest jakimś abstrakcyjnym miejscem, to jest kwestia życia tu i teraz. Nasza misja to niekoniecznie jakieś wielkie sprawy, choć uważam, że wszystkie nasze zajęcia są wielkimi sprawami; ta misja, to życie świadome, że wszystko, co się dzieje w moim życiu jest dobre, choć czasem są to sprawy nieprzyjemne i trudne.

Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności. Myślę, że zbyt łatwo nam przychodzi, czytając te słowa, przypisać je od razu do Jezusa i tylko do Jezusa. Jeśli rzeczywiście tak jest, to uprawiamy typową spychologię.

Pan nas powołał, ujął za rękę, ustanowił przymierzem do niesienia pokoju. Proszę was, weźmy sobie do serca te słowa. Poczujmy, że mamy misję, że naprawdę Bóg wzywa każdego i każdą z nas, z waszych mieszkań w wielkich blokach, z domków jednorodzinnych do bycia światłem dla ludzi, którzy widzą wszystko w ciemnych kolorach. Do bycia wolnością dla ludzi uwikłanych w różne pęta, nałogów, chorych relacji, niezrozumienia siebie samych. Bóg wzywa do bycia oczami dla tych, co nie widzą. Niekoniecznie dosłownie.

Jednak, by się tą misją przejąć, trzeba chcieć dostrzec, trzeba chcieć skorzystać, z tego, co się samemu otrzymało, a to jest możliwe tylko w wypadku ludzi, którzy potrafią doceniać to, kim są i co mają.

Korzystając z sakramentów, chciejmy przede wszystkim usłyszeć Jego wyznanie miłości, a nie chciejmy magii, która ma za nas zrobić to, co tak naprawdę możemy sami wykonać; ale już nie sami, ale z Kimś, kto nas ujął za rękę i powiedział do nas słowa prawdziwe, jesteś moim ukochanym dzieckiem, synem, córką.

Nie bój się.