Zaznacz stronę

Zawsze mnie to zastanawiało, jak to było, że Jezus wiedząc, że uczniowie się Go zaprą (nie tylko Judasz przecież) na chwilę przed tym, daje im swoje Ciało i Krew do jedzenia i picia. Zawsze się zastanawiam czy robiąc tak, Jezus nie wiedział, że wiele wieków później będą ludzie, którzy wbrew temu, co mówi prawo Kościoła, będą się zastanawiać nad tym, czy słuszne jest, że słabość ludzka, czy nawet grzech jest rzeczywistą przeszkodą w przyjęciu jego Ciała?

Zastanawiam się już od kilkunastu lat nad tym, że przecież Eucharystia jest nie tylko Pokarmem, ale i lekarstwem, a my mówimy, że aby przyjść do Eucharystii trzeba być już uleczonym. Z jednej strony to Pokarm dla słabych, ale wynika z tego, że dla słabych – lepszych.

Zdaję sobie sprawę, że porządek, który Kościół wypracował przez wieki: spowiedź, a później pełna Eucharystia, jest bardzo praktyczny, bo w pewien sposób ‚zabezpieczamy’ się, uspokajamy swoje sumienia. A jednak obraz z początku tego wpisu ciągle jest ważny, ciągle nie zostało to anulowane. Jezus dał swoje Ciało ludziom, którzy popełnili grzech zdrady. Żal pojawił się później, nie tak jak to jest w naszej katolickiej kolejności. Jasne, że przemeblowanie tego schematu wymagało większych nakładów pracy, większej ilości czasu poświęconej na rozmowy z konkretnymi osobami, wejścia w ich sytuacje życiowe. Łatwiej jest oczywiście wydać przepis, napisać paragraf do ogólnego stosowania, jednak z drugiej zaś strony ciągle podkreślamy indywidualną relację Boga z człowiekiem.

Tak, jest fragment o tym byśmy Ciało Pana przyjmowali z godnością (1Kor 11, 17-34), jednak – według mnie – Paweł mówi o czymś, co niestety w naszych kościołach jest nagminne, a jednak nie mówimy: nie wolno wam przyjmować z tego powodu Ciała i Krwi. Mówi o egoizmie, o tym, że ludzie myślą tylko o sobie.

Przyjście Boga do człowieka nie jest nagrodą, ani żadną zasługą. Jezus przychodzi do grzesznika Zacheusza i to go zmienia. Do Jezusa przyprowadza się siłą prostytutkę by ją potępił, a kiedy tego nie robi, to ją zmienia. Jezus dotyka trędowatego i to go zmienia. Spotkanie z Bogiem Żywym zmienia człowieka. Kontakt fizyczny z Bogiem Żywym zmienia człowieka. Tak, wiem – ktoś powie: ale oni się zmienili od razu. To prawda, ale czy czas jest tu kwestią najważniejszą? Czy Zacheusz, prostytutka lub trędowaty – nigdy już nie zgrzeszyli? Nie wiemy tego.

Mówimy ludziom: weź Jezusa w komunii duchowej. Ale czy to nie jest hipokryzja? Jeśli to jest ten sam Jezus, bo nie wyobrażam sobie, że jest inny – dla grzeszników, taki lightowy, to czy nie pozwalamy więc na to, żeby Jezus szedł do niegodnych?

Czasem myślę sobie, że w Kościele jest obecne coś w rodzaju cichej licytacji: kogo grzech jest większy lub mniejszy – w zależności od okoliczności.

Zastanawiam się, bo odkąd rozmawiam z ludźmi, to nie spotykam casusów, ale prawdziwych ludzi, którzy też się zastanawiają, którzy cierpią. Kościół uczy mnie, że pytać trzeba i warto, że zastanawiać się trzeba i warto.

Ps. Proszę nie wklejajcie mi linków do dokumentów Kościoła – znam je. Ten wpis nie jest podważaniem nauczania Kościoła, któremu jestem wierny. To tekst raczej o moich dylematach, a nie manifest rewolucji.