Zaznacz stronę

Jeden szczegół mnie zainteresował z tego fragmentu. Jezus wyjaśnia przypowieści w gronie najbliższych uczniów. Żyjemy w czasie wolnego Internetu, mamy możliwość wydawania różnych publikacji: książek i gazet. Korzysta z tego wielu ludzi, którzy mając dobre intencje, publikują gdzie się tylko da, różne teksty dotyczące opętań, zagrożeń duchowych, pojawiają się także różne listy owych zagrożeń, wywiady z egzorcystami. Wszystko to sprawia, że wielu ludzi szuka śladów opętania i zniewolenia w sobie. Spotykam takich ludzi, którzy nie zadają sobie pytania o to, czy i jak działał w nich Bóg, ale czy nie wystawili się na działanie złego ducha. Inna grupa to ludzie, którzy nie radząc sobie w różnych relacjach, patrzą na innych jak na ludzi, którzy są pod wpływem złego ducha, bo na przykład słuchają jakiegoś zespołu z listy. Dość łatwo wtedy powiedzieć, że to przez diabła. Kolejna grupa to ludzie niewierzący w Boga lub nie biorący pod uwagę tego, że zły jest realną osobą. Ci najczęściej widząc takie publikacje, po prostu sprawę wyśmiewają, ładując nas (wierzących) do „ciemnogrodu”.

Uważam, że takie publikacje są potrzebne, pod warunkiem, że przygotowane są fachowo i mają akceptację biskupa, ale nie są one dla wszystkich. Bynajmniej nie dlatego, że to wiedza tajemna, ale jest to wiedza skierowana bardziej do tych, do których ludzie z problemami duchowymi się zgłaszają.
Tak rozumiem tę dzisiejszą Ewangelię. Szczegóły Jezus omawia z niektórymi.

I jeszcze jedno zdanie z tej Ewangelii. „Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony”. W wielu z nas pojawia się taka pokusa, by zebrać wszystkie zgorszenia (gorszycieli) i posłać ich do piekła, już teraz. Jezus pośle do tego zadania (w odpowiednim czasie) aniołów. A więc tych, którzy w tym, co nazywamy naszą codziennością, nie biorą udziału, a więc mają większy dystans do oceny niż my. Obserwuję tych, którzy chcą dziś wysłać „gorszycieli” do piekła, jako ludzi, którzy zgorszeniem nazywają coś, co de facto jest tylko ich zranionymi uczuciami. A uczucia mają to do siebie, że trzeba się uczyć ich porządkowania. Bo jeśli ja coś czuję, to jest to sygnał, że coś we mnie się dzieje. Ja się muszę nauczyć rozumieć to, co czuję i wyciągać z tego wnioski.

Są ludzie, którzy dopuszczają się nieprawości i grozi im za to piekło. To jest jasne, bo o tym mówi sam Jezus, ale już nie jest jasne, kto w tym piekle jest. Nikt z nas nie ma takiej władzy, by powiedzieć o kimś konkretnym, że w piekle będzie lub jest. Nawet Kościół w swoim nauczaniu nie wydaje takich ocen.

Ten fragment mówi mi, że nauczanie o piekle nie jest nauczaniem, o którym w Kościele ma być najgłośniej i najwięcej. Ono jest konieczne, jednak z miłością roztropną,  o której mówił Ignacy Loyola. Jezus pokazał, że są tematy, o których należy rozmawiać w mniejszej grupie, bez sensacji i medialnej otoczki.

SŁOWO