Zaznacz stronę

On mówi te słowa do mnie – człowieka, który idzie za Nim i jest Jego uczniem na co dzień. One nie padają do moich znajomych, którzy w Kościele nie są (formalnie, czy faktycznie). Jezus dodaje tam wyraźnie, że ma na myśli mnie, bo ja z Nim jadam, spędzam czas, jestem zakonnikiem i działam w Jego Imię. To mi Pan powie: “nie znam cię”. Nie tym, którzy w mojej ocenie są źli, nie stosują się do Jego praw.

Mogę się bardzo “przejechać” na swojej pewności zbawienia i na swojej metryczce: “chrześcijanin”. I wcale nie pomoże mi tutaj deklarowanie pokory, prawowierności i walka dla Jego Królestwa. Do Królestwa wejdą wszyscy ci, których ja uważam za niegodnych, za niesprawiedliwych i głupich. Nie pomoże mi ani „SJ” po nazwisku, ani pieczołowicie sprawowana Eucharystia, ani różaniec, ani śluby. Wszystko to może się okazać jedną wielką klapą.

Ta Ewangelia mówi, że mam być czujny w jednej rzeczy: mam chcieć być cały czas ostatni. Nie szukać tego, by mieć zawsze rację, nie szukać tego, żeby być tym, który „doprowadzi wszystkich do całej prawdy”.

Jasne, to nie jest tak, że mam milczeć, kiedy ktoś czyni zło, ale zanim się odezwę muszę uczciwie powiedzieć sobie i Bogu, jaki ja jestem? Czy ja naprawdę jestem kimś, komu zależy na chwale Bożej? A może chwała Boga jest tylko „praniem brudnych pieniędzy” mojej chwały? Zranienia, kompleksy, słabości, maski to wszystko można przysłonić hasłem: „dbam o chwałę Boga i Kościoła”, a w rzeczywistości zależy mi tylko na tym, by mnie nie bolało, bym ja nie musiał umierać, oddawać pola innym. Jeśli przestanę żyć „logiką umierania”, to nie wejdę do Królestwa i usłyszę: „nie znam cię”.

Jak to robić, skąd brać siły na tak „nieludzkie” myślenie? Paweł podpowiada, że Duch przyjdzie z pomocą. On zawsze przychodzi z pomocą każdemu, kto nie chce traktować Go, jako ostateczność, ale traktuje Go, jako Pierwszego działającego. Mam żyć logiką umierania, by wejść do Życia.

SŁOWO