Zaznacz stronę

SŁOWO

Myśl! Używaj rozumu! Tyle chce nam powiedzieć dzisiejsza Ewangelia. Chodzi o twórcze wykorzystywanie życia.

W życiu chcemy czegoś dokonać, czujemy że nasza wielkość wyraża się w dążeniach, w realizacji siebie, swoich talentów i pragnień. Niestety często widać coś całkowicie przeciwnego. Popatrz na ludzi zrezygnowanych: młodych i starych, gdzieś z nich uciekło to, co jest ich wielkością, zamiast wylewać się z nich entuzjazm, leje się litrami żółć.

Niekiedy jest tak z lenistwa, historii życia, trudnego doświadczenia. Jednak coraz częściej jestem przekonany, że powodem jest fakt, że brakło rozumu, przewidywania, że podjęli jakieś decyzje w sposób głupi, pod wpływem emocji, nie adekwatnie do ich możliwości i sił.

Jezus dziś mówi: myśl, przewiduj, bądź człowiekiem, który mając emocje, licząc się z nimi, jednak w podejmowaniu decyzji jest trzeźwy. Ta trzeźwość nie jest gaszeniem w nas entuzjazmu i podcinaniem nam skrzydeł.
To wezwanie do myślenia jest poprzedzone ostrym słowem o krzyżu, a raczej jego braniu na siebie.

Krzyż – dwa kawałki drewna. Okrutne narzędzie do zadawania cierpień, w końcu uśmiercania skazańca. Nic innego, jak szubienica. Ktoś powie: no i w końcu Jezus (Bóg) ukazał swoją prawdziwą twarz – nawołuje do cierpienia. I my w takie myślenie często wchodzimy. Wystarczy przejść się po cmentarzu i poszukać grobów młodych ludzi. Na większości z nich jest napisane: „Bóg tak chciał…” Nie! Bóg nie chce twojego cierpienia. Jezus nie chce byś, będąc młodym, zdrowym człowiekiem cierpiał. To wierutne bzdury. Jezus nie jest wysłannikiem markiza de Sade’a, nie jest kimś, kto za cel postawił sobie byśmy w naszych domach mieli rodzinne piekło; no bo, kto chce iść za Nim, musi mieć wszystkich, włącznie z sobą, w nienawiści.

Jezus przesadza w swojej mowie, bo chce pokazać, że mamy być wolni. Mamy zachowywać dystans do siebie, do swojej mamy i taty, do swoich codziennych zabawek, nawet do swojej rodziny. Mamy w tym wszystkim być, kochać to, ale mamy używać rozumu. Pamiętać, że to wszystko jest narzędziem. Owszem narzędziem, które kochamy, które nas emocjonalnie, życiowo angażuje, ale nie jest absolutne.

O czym mówi drugie czytanie? Oto stary Paweł, uformowany chrześcijanin czuje swój koniec i co robi? Prosi za swoim umiłowanym uczniem Onezymem, by Filemon się nim zaopiekował. Ta sytuacja jest upraktycznieniem tego, co napisałem o tekście Ewangelii. Paweł nie stracił rozumu na rzecz emocji. Jednak wie, że zbiegły niewolnik Onezym, własność nie kogo innego, jak Filemona jest owym krzyżem, o którym mówi Jezus. Obaj: Filemon i Onezym nawrócili się na chrześcijaństwo, nie wiedząc o sobie nawzajem. Paweł o tym wiedział; wiedział także, że odesłanie Onezyma do jego pana, nawet w sytuacji gdy jest on chrześcijaninem, wiąże się z dużym ryzykiem. Paweł wręczył więc Onezymowi list, w którym odwołuje się do serca Filemona. Chrześcijaństwo wprowadza nowe relacje międzyludzkie, w których zwykłe kategorie podziału społecznego przestają się liczyć. Zostają wypełnione, w swoim zwykłym porządku (wtedy to był zwykły porządek), nową siłą – miłością.

Warto o tym pomyśleć, zanim pójdziemy znów do szkoły, do pracy, do swoich przyjaciół i rodzin. Idę tam, jako ten, który dotknięty został przez Jezusa. Weź się zapal od Niego, bo inaczej to wszystko będzie tylko religią krzyża i cierpiętnictwa, a nie Zmartwychwstania.