Zaznacz stronę

Przez kilka lat, w mojej prowincji, byłem odpowiedzialnym za powołania. Kiedy czytam dzisiejszy fragment Ewangelii dostrzegam, że brakowało mi jednej cechy Jezusa, która wydaje się być bardzo ważną w pracy powołaniowca.

Słuchałem wielu komentarzy do dzisiejszej Ewangelii. Wszystkie skupiają się na tym człowieku, który miał za Jezusem pójść; na tym, że trzeba podjąć radykalną decyzję, zostawiając wszystko i wszystkich. Tymczasem ten fragment pokazuje też jedną z cech Jezusa. I to jest to, czego mi brakuje. Radykalny dystans do powołanych. W pierwszym kontakcie może wydawać się zimny, niewidzący niczego poza misją. Stawia wszystko na ostrzu noża: albo idziesz, albo nie. Nie wchodzi w relacje osobiste z nimi, nie jest zainteresowany ich odczuciami, historią życia, nawet dramatem jakim jest śmierć najbliższego. Nic Go nie interesuje.

Jak gdyby Jezus stawał przed człowiekiem i mówił proste: Ojciec ma dla ciebie ofertę, zaprasza do przygody, ale decyzja musi być całkowicie twoja. Nie możesz jej uzależniać, od swojej przeszłości, relacji z ludźmi, nie możesz chcieć mieć z tego profitu. Albo idziesz, albo dołącz do innych ludzi, którzy zajmują się grzebaniem zmarłych, a więc zatrzymali się na poziomie życia tylko w tym świecie.

Zastanawiałem się dlaczego Jezus tak zniechęcał tego człowieka. Przecież on chciał pójść za Mistrzem, miał dobre i wielkie pragnienie zrobienia czegoś dobrego ze swoim życiem. Jedyne, co przychodzi mi na myśl to, to że Jezus musiał w nim zobaczyć zapał, ale słomiany zapał. To musiał być jeden z tych ludzi, który składa wielkie i głośne deklaracje, ale kiedy przychodzi do konfrontacji z codziennością, tacy ludzie po prostu się wycofują. Nie ma ich. Ta negatywna odpowiedź Jezusa jest tak naprawdę okazanym miłosierdziem temu człowiekowi. Jezus oszczędził mu rozczarowania się samym sobą.

Ten fragment jest świetny, bo pokazuje jak poważnie Bóg traktuje naszą wolność, jak w tym, co chrześcijanom z taką łatwością przychodzi nazywać ‘planem Bożym na moje życie’ jest miejsce na naszą wolność. Bóg zaprasza, ale nie nakazuje. Pokazując ‘zimną twarz’, Jezus zniechęca do siebie, do drogi z Nim, bo chce ludzi, którzy idą dla przygody, dla Niego samego, a nie z powodu innych motywacji.

SŁOWO