Zaznacz stronę

Wczoraj wieczorem zadzwoniła do mnie Pani Ilona – wolontariuszka z Hospicjum w Pucku, powiedziała: ojcze, chcę ojcu powiedzieć, że Moniczka dziś, po 17. odeszła. Monika – kobieta bardzo dzielna. Młoda dziewczyna, którą zaatakowała choroba paraliżując jej ciało. Moniczka nauczyła się malować ustami, gromadzić wokół siebie ludzi, mnie nauczyła trudnych rozmów na linii pacjent – lekarz. Nauczyła mnie, że zachcianki pacjenta są święte. Jak zachciało się jej piwa jabłkowego, to wieczorem pobiegłem, a kiedy miała w Wielki Piątek ochotę na truskawki, to je dostała. W końcu choroba ją pokonała.

Wiecie, pokochałem Was. Polubiłem Was. Lubię tu z Wami, w Opolu być. Jesteście moim Kościołem. I dziś mój ukochany Kościele, chcę Wam powiedzieć: cieszmy się. Żyjemy, mamy działające ciała, możemy kochać, mieć pasje, po piwo i truskawki możemy pójść na swoich nogach. Mamy milion powodów do radości. Ucieszcie się proszę tym, że my ciągle jesteśmy na ziemi i możemy jeść i pić Ciało i Krew Pana Jezusa.

Ten dzień jest dniem radości, że Pan tak nas ukochał, że został z nami.

W ostatnich dniach wiele osób z naszego kościoła zaprzątało sobie głowę, żeby wszystko dziś było piękne. Kobiety i mężczyźni zrobili wiele, by na trasie naszej procesji było ślicznie. Ja im tylko mówiłem: dajcie na luz. Nie ołtarze są najważniejsze. Najważniejsze jest to, że żyjemy i idziemy z Jezusem, którego Obecność jest dowodem na to jak Ojciec nas ukochał.

Proszę Was – obudźcie się do radości, do wiary, do istoty życia. Moniczka nauczyła mnie i wiele osób, że trzeba żyć tu i teraz. Że skoro masz marzenie, żeby pojechać na brata wesele to jedź, nawet, jak jesteś przytwierdzony do wózka i respiratora.

Kilkanaście dni temu wylądowałem przy łóżku Kubusia, 12-latka, który wyskoczył z okna, bo miał dość życia, tak obrywał psychicznie od kolegów. Wraz z Marysią i Łukaszem czuwaliśmy przy Kubie, choć tak naprawdę on już był tu tylko ciałem. Kuba, zanim został odłączony od aparatów uratował życie czterech osób dając im organy.

Eucharystia jest siłą do tego, by uczyć się od Jezusa pasji miłości, by żyć na pełnej petardzie, by się sobą dzielić. Ona nie jest do oglądania, do tego, by Jezusa zamknąć w szafie, ale by Go brać i jeść. By mieć siłę do szukania sensu w najbardziej mrocznych chwilach, kiedy życie przykuwa nas do cierpienia.

Monika i Kubuś, to dwie różne historie. Zastanawiacie się zapewne dlaczego w taki dzień mówię o ludziach zamiast o Tajemnicy Eucharystii.  Dlatego, że ta Eucharystia, którą spożywamy i będziemy dziś obnosić, musi nas zmieniać. Najpierw do tego, by nasze życie owocowało do końca, jak życie Moniki. A później do tego byśmy byli ludźmi czułymi na cierpienie innych, byśmy mieli oczy Jezusa, Jego słuch i wiedzieli i słyszeli, kiedy ktoś cierpi, szczególnie kiedy to jest dziecko.

Nie spożywajmy Jezusa na darmo. Nie bądźmy tymi, którzy bardzo bronią Jezusa, by nie przyjmowali Go ludzie – jak to mówimy – niegodni, kiedy my sami nie zmieniamy siebie w Niego, po przyjęciu Jego Ciała.

A jak dziś wyjdziemy z Nim, to proszę Was – skupmy się na Nim, nie na rozmowach, nie na oknach, ołtarzach, ale na Nim, z wdzięcznością, że Go mamy i możemy iść na swoich nogach, że żyjemy.

I proszę Was, podziękujcie za moich dwóch Nauczycieli: za Kubusia i Moniczkę.