Zaznacz stronę

Pamiętacie? Ciągle jesteśmy w Zmartwychwstaniu. Od wielkiej radości przeszliśmy do codzienności. Tak jak to czytamy teraz w Dziejach. Młody Kościół od wielkiej radości Zmartwychwstania, po zesłaniu Ducha Świętego, wszedł bardzo szybko w etap wielkich prześladowań. Śmierć Szczepana wyzwoliła z jednej strony jeszcze większą agresję prześladowców, a z drugiej odwagę chrześcijan. Prześladowania sprawiły jeszcze większe pragnienie oparcia się w Jezusie, a to sprawiało, że ich wiara stawała się żywa, mieli moc wywalania złych duchów, uwalniania ludzi.

Dobrze byłoby zobaczyć, na ile prześladowania w moim życiu, może i za wiarę, ale i inne codzienne trudności, pchają mnie w mocniejszą wiarę, a na ile w użalanie się nad sobą, co wcale nie dodaje mocy, ale wręcz przeciwnie – sprawia, że skupiam się na sobie. A to nie uwalnia innych z mocy złego, ale pcha mnie w jego władanie. Jezus mówi dziś prostą rzecz: kto będzie w Nim trwał, Nim się będzie karmił, ten będzie człowiekiem wolnym. I tak jest. Tym, czym się karmię na co dzień, tym, czemu pozwalam, by we mnie żyło, tym się staję. Temu oddaję swoją wolność. Strach, rozpacz, kompleksy, złośliwości. To wszystko sprawia, że staję się człowiekiem coraz bardziej zniewolonym. Wszystko to sprawia, że łakniemy jeszcze więcej. Łakniemy uznania, zauważenia, spełnienia w drugim człowieku.

Zły zwycięża wtedy, kiedy dajemy sobie wmówić, że z tymi naszymi głodami, tęsknotami nie możemy pójść do Boga. Jedni idą w myślenie: ja sam muszę dać radę. Inni czują się przegrani i przekreśleni w Jego oczach. A Jezus dziś przypomina nam – tego, który do Mnie przyjdzie, precz nie odrzucę. To my mamy z różnych powodów takie tendencje, by kogoś precz odrzucić, również w imię Boga.

Odwaga jest motywem tych czytań. Odwaga do prawdziwego życia, nie do namiastki, którą każdego dnia wszyscy sobie fundujemy. Wiem, że to uogólnienie, ale czy tak nie jest? Czy nie stajemy się każdego dnia Szczepanem prześladowanym, opluwanym, oskarżonym, a w końcu zabitym? Przez innych, przez złego, czy nasze wewnętrzne rany. Czy nie jesteśmy każdego dnia Szawłem, który patrzy na śmierć drugiego, który się na nią godzi albo własnoręcznie go prześladuje?

Te teksty powinny nas obudzić do odwagi i tworzenia czegoś, co będzie dawało życie: nam, innym oraz Bogu. Tak, Bogu. Potrafimy skutecznie innym Boga odbierać tylko dlatego, że nam coś się nie mieści w głowie. To jest to, co robił Szaweł – prześladował ludzi w imię Boga, bo mu się w głowie nie mieściło, że może być inaczej. Ta odwaga nie ma być przeciwko komuś, to ma być odwaga do prawdziwego życia.

Wolą Ojca i Syna jest to, żebyśmy mieli życie wieczne. Życie wieczne nie zaczyna się po śmierci, ale w momencie naszego poczęcia, nasze życie wieczne już trwa (pisałem o tym parę dni wcześniej). A to się realizuje wtedy, kiedy jesteśmy wolni. By zrozumieć, czym jest wolność, warto popatrzyć na Tego, który jest prawdziwie wolny – samego Jezusa, który dotyka chorych, nieczystych, grzeszników. Jego wolność jednym daje nadzieję, a drugich wnerwia, burzy ustalone reguły. Jezus się tym nie przejmuje, wie Kim jest i co robi. Całe Jego życie jest demonstracją odważnej wolności. Oczywiście to zaprowadzi Go na krzyż, ale to był Jego sposób na życie. Być niezależnym, nie uwikłanym, być wolnym w swojej pasji, którą jesteśmy my. Miłość do nas.

Właśnie na tym polega chrześcijańska świętość, że żyjemy życiem niezależnym od tego, co inni o nas myślą. Ta świętość polega na działaniu. Na tym, że odkrywamy swoją misję i idziemy do przodu. Szczepan wcale nie był wielkim teologiem. On zaufał Panu i poszedł działać. Był diakonem, a więc służył innym pomocą. Jaka jest nasza misja? Żądajmy od swojego serca, by powiedziało, jaka ona jest. A później idźmy z nią do Boga i prośmy, by ją oczyścił. To ważne, bo Szaweł też miał misję, ale nie pozwolił Bogu jej oczyścić i skończyło się to zabijaniem w Jego imię. Alternatywą do znalezienia, oczyszczenia i podjęcia misji jest postawa użalania się nad sobą. Nie mylmy tego z kryzysami i wątpliwościami.

Jesteśmy posłani do misji. Nie jesteśmy niepotrzebni czy zapomniani. Bóg daje nam misję, tak jak ją dał wielu przed nami. Więc nie czekajmy na przysłowiowy cud, a podejmijmy ją, albo podejmijmy ją na nowo. Ze świeżością umysłu, z otwartością na to, czego chce Bóg. I nie bójmy się. Owszem, będzie wielu, którzy podniosą taki czy inny kamień, bo stwierdzą w imię Boże, że nasze życie jest złe. Nie bójmy się, kiedy wewnętrzny strach powie nam, że się nie nadajemy. Nie bójmy się, kiedy będzie do naszych dobrych serc sączył kłamstwo, że Bóg się na nas zawiódł. Nie bójmy się, bo co najwyżej dostaniemy kamieniem po głowie i umrzemy szczęśliwi z poczuciem, że jesteśmy Jego Synami.

SŁOWO