Zaznacz stronę

To dzisiejsze słowo jest kontynuacją myśli z Poniedziałku, kiedy pisałem, że testem spotkania Zmartwychwstałego jest przemiana.

Najpierw jest mowa o pierwszej wspólnocie, w której każdy dzielił się swoimi dobrami z innymi. Wszystko mieli wspólne. Nie chcę namawiać do wspólnotę portfela. Jednak zobaczmy, że możemy z tego wyciągnąć bardzo aktualną myśl, że w tym kroku jest wezwanie do wzajemnego zaufania. To, co jest moim skarbem, ale i moją nędzą jest czyś, co warto innym ofiarować. I tu bardzo konkretne pytanie, co z moich skarbów i mojej nędzy chcę zatrzymać dla siebie i przed kim tak bardzo to ukrywam?

Człowiek kurczowo trzymający się swoich skarbów, staje się człowiekiem skupionym na sobie. Skupia się nie na życiu w pełni, ale na ciągłym udoskonaleniem systemu bezpieczeństwa. Drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. Apostołowie są przykładem skrajnego przeżywania swojego lęku. Tak bardzo wydawało im się, że świat się skończył, tak bardzo odczytywali fakty na swoją niekorzyść, że jedyne, co im zostało to fizyczne ukrycie się. Oni są zalęknieni, zagubieni. Rzeczywistość tak bardzo stała się dla nich niewiadoma, że nic już nie są w stanie konstruktywnego robić. Sytuacja patowa. Dopiero wtargnięcie kogoś z zewnątrz, kogoś kto działa nieschematycznie (ani nie zapukał, ani nie wszedł przez drzwi), budzi ich z lęku. Świadomie lub nie, odwrócili się od sposobu, który sami wybrali na poradzenie sobie z tą sytuacją. Nagle okazało się, że rozwiązanie jest banalnie proste. Jezus im je przynosi. Tym rozwiązanie jest danie im pokoju i roboty. Zobaczmy ilu jest ludzi, którzy próbują mimo drzwi zamkniętych się do nas dostać. Ich przyjście oznacza pokój. Obecność drugiego oznacza pokój, bo nagle okazuje się, że nie jesteśmy sami. I druga sprawa. Jezus mówi: posyłam Was. Przestańmy siedzieć w tym swoim skarbie i idźmy zrobić coś dla innych, podzielmy się tym co sami dostaliśmy, nawet jeśli dziś wydaje się nam, żeśmy przegrani.

U świętego Jana czytamy, że Jego przykazania nie są ciężkie. I znów – odczytajmy to szerzej. Ile jest takich spraw, które nas blokują, których nie podejmujemy, bo wydają się za ciężkie, bo podchodząc do nich, mówimy sobie – dużo już w swoim życiu zrobiłem, ale ten krok będzie za ciężki? Widzę to po sobie, kiedy nad czymś pracuję i dochodzę do czegoś czego nie chcę oddać, pozbyć się i się wycofuję. Widziałem to u młodych w duszpasterstwie, gdzie spotykałem wielu dobrych zawodników, którzy zmieniali swoje życie, środowiska, myślenie, decyzje, a jednak dochodzili do czegoś jednego, co wydawało się nie do oddania i padali. Odchodzili, zatrzymywali się i tkwili w bylejakości, w marazmie. To poczucie, że coś jest za ciężkie, jest zwykłym lękiem. To nie są obiektywne trudności. To jest kurczowe bronienie się przed oddaniem Bogu kolejnego pola. A może warto zobaczyć, choć przez parę minut, że to czego tak kurczowo się trzymamy, co wydaje się dawać wolność, w rzeczywistości trzyma nas w niemożności pójścia dalej? Właśnie to zamyka na przemianę.

Ta blokada, ten bunt może być czymś dobrym. Zobaczcie na Tomasza z dzisiejszej Ewangelii. Przecież większość z nas utożsamia się właśnie z taką postawą. Jego niewiara bardziej do nas przemawia, niż radosne krzyki pozostałych. Czasem trzeba Jezusa, jakby postawić pod ścianą. Może czasem trzeba Mu powiedzieć – póki nie dasz mi możliwości włożenie ręki do Twoich ran – nie ruszę. Nie jest to uniwersalny sposób, trzeba szukać osobistego sposobu na wyrażenie tego, co we mnie jest, tylko musi być szczery. To jeden warunek.

To, co dziś dzieje się w tych czytaniach, to jeszcze jeden sposób przyjścia Zmartwychwstałego Pana, który staje przed nami i pyta, czy pozwolisz Mi przyjść do ciebie, czy pozwolisz mi zająć się z tobą, twoim skarbem? 

Bracie i Siostro! Zdobądźmy się na maksymalne zaufanie i pozwólmy sobie na ryzyko zmiany, nietrzymania się kurczowo swojego skarbu, nawet jeśli on jest fantastyczny, piękny i dający poczucie bezpieczeństwa, a może nawet miłości. Co nam ze skarbu, który nie pozwala iść dalej i trzeba ciągle się skupiać na jego ochronie?

Dziś Niedziela Miłosierdzia Bożego. A może Jego Miłosierdzie nie polega na odpuszczaniu nam grzechów tylko, ale także na tym, że Jego oferta rozszerza nasze myślenie, uwalnia z skarbów i daje moc odpuszczania sobie i innym przewinień?

I nie zapomnijmy, że po oddaniu skarbu, po spotkaniu ze Zmartwychwstałym trzeba iść do roboty, do głoszenia całemu światu Dobrej Nowiny i tego, czego samemu się doświadczyło. Bez tego Ewangelia w naszym życiu będzie kolejnym cudownym podręcznikiem o samodoskonaleniu, ale nie będzie w niej życia. Ba w tobie nie będzie życia.

SŁOWO