Zaznacz stronę

SŁOWO

Dla apostołów, ten czas po Wielkiej Nocy, to czas przewartościowywania całego życia. To, co się wydarzyło z Jezusem zmieniło ich życie, oni się nie spodziewali takiej rewolucji w życiu. Czasem zadaje sobie pytanie o to, czy ja się jeszcze spodziewam jakiejś rewolucji?

Dzisiaj w Ewangelii mamy opisane dwa wieczory. Pierwszy, kiedy Jezus staje przed Apostołami i mówi: Pokój wam!Przychodzi do nich, w sytuacji dla nich trudnej. Schowali się ze strachu. Ich sytuacja po ludzku nie jest do pozazdroszczenia. Wszystko się zawaliło, bez Jezusa, który umarł czują się bezradni i samotni. Ich przyszłość jest jedną wielką, ciemną dziurą. Wszystko było związane z Panem, którego nie ma… Może warto dziś wspomnieć o swoich ciemnych dziurach? Zobaczyć, że są w moim życiu takie momenty, kiedy czuję, że Boga nie ma, albo że jest, ale jakby bez wpływu na moje życie. Do apostołów w takim stanie przychodzi Jezus i daje im pokój. I do nas – słabych, opuszczonych, może dziwnie się czujących mówi: pokój wam!Do takich samotnych i zagubionych uczniów mówi, aby odpuszczali grzechy. Aby byli rozdającymi Jego Miłosierdzie i przebaczenie. Oni – słabi, wystraszeni, zdrajcy. Im Jezus każde odpuszczać, w swoje Imię.

Jan wspomina też o drugim wieczorze. Po ośmiu dniach Jezus znów przychodzi do apostołów. Jest jednak mała zmiana, jest wśród nich Tomasz, którego przed tygodniem zabrakło. Tomasz, który nie uwierzył swoim kompanom, który nie mógł dopuścić do siebie myśli, że jednak On żyje. Jezus przekonuje Tomasza, pokazując mu swoje rany. I te rany są kluczem. On nie przychodzi idealny do Apostołów, przychodzi i ukazuje swoje rany. Zmartwychwstanie, nie oznacza wymazania naszych krzywd i ran, ono jest raczej pokazaniem, że człowiek, może w swoich ranach, swoich słabościach znaleźć źródło siły i życia. 

Przyznaję się: miewam momenty, w których wątpię, czy Bóg jest dobry, czyli miłosierny. Zadaję wtedy przyjaciołom pytanie: a może jednak On jest straszny i tak bardzo sprawiedliwy jak to wielu ludzi próbuje mi udowadniać, a może rzeczywiście On jest kimś kto tylko czeka na śmierć człowieka by go osądzić i posłać do piekła?

Męczy nas miłosierdzie Boga, bo nasz świat jest sprawiedliwy: zrobisz – dostaniesz, będziesz miły – my będziemy dla ciebie mili. I próbujemy wręcz kolanem upchać Boga do naszego myślenia. Bóg musi być sprawiedliwy – tak jak my jesteśmy. Wprawdzie, co bardziej przebiegli dodają: „Jego sprawiedliwość jest inna od naszej”, ale i tak później pokazuje się ludziom sprawiedliwość ludzką, mówiąc, że to Boża.

Miłosierdzie Boga, męczy wszystkich tych, którzy sami nigdy nie przyznali się na serio do swojej słabości. I to nie dlatego, że Bóg jest jakimś niemiłosiernym sadystą, który przebacza tym, co się upokorzą na maxa. Nie. On nie potrzebuje w ogóle naszego upokorzenia, bo nasze grzechy nic Mu nie robią. Jasne, nasłuchaliśmy się o tym, że grzech rani Boga, ale znów zapominamy, że to nasz język i nasze patrzenie na sprawę. Boga nie da się zranić. Na szczęście. Doświadczenie swojej słabości sprawia, że Miłosierdzie Boga nie jest już tylko pobożnym życzeniem, ale jest konieczne do tego, by żyć dalej. Miłosierdzie nie jest więc czynieniem z Boga maskotki, która tylko przytula, ale niczego nie wymaga. Miłosierdzie pokazuje, że Bóg wymaga jednego: kochania drugiego człowieka, ale nie miłością ludzką – sprawiedliwą: coś za coś, ale Bożą – bezwarunkową. Tylko człowiek kochany bezwarunkowo może zmieniać swoje życie. Każdy inny będzie zasługiwał, będzie sprawiedliwyprzed Bogiem. 

Człowiek ciągle chce czegoś za swoje bycie wierzącym: my zostawiliśmy wszystko, co będziemy z tego mieć. Nic. Tylko Miłosierdzie. Darmową, skandaliczną miłość dla wszystkich. Dla ostatnich też.

Tak, miewam momenty, w których tracę wiarę w Miłosiernego Ojca, ale wtedy właśnie staję się kimś, kto zaczyna być sprawiedliwy: grzeszę, bo coś chcę od życia mieć; staję się małostkowy dla innych, bo ja wiem lepiej; zaczynam pouczać, bo ja wiem jaki jest Bóg. Kiedy ja staję się sprawiedliwy – Bóg też wtedy jest dla mnie sprawiedliwy i robi wszystko by mnie z marazmu mojej ludzkiej sprawiedliwości wyprowadzić, bo wie, że ona ostatecznie mnie zabije. Jego sprawiedliwość jest siłą, która wyciąga mnie z myślenia o sobie: jestem bogiem, mogę się zbawić.

Prośmy, byśmy nie chcieli miłosierdzia, które jest tanim narkotykiem, ale takiego, które jest Jego obecnością w tym, co jest naszą codziennością, nie idealizmem.