Zaznacz stronę

Rozpocznijmy od Ewangelii i od zdania: wiem, kto Ty jesteś – święty Boży. Bywa tak, że mówimy wiele o Bogu, że potrafimy sypać definicjami i opisywać Boga. Kiedy sprzyjają okoliczności, potrafimy nawet przyznać się publicznie do faktu, że jesteśmy ludźmi wierzącymi. Jakub, w swoim liście pisze, wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz – lecz także i złe duchy wierzą i drżą. Wiedza o Bogu, tak zwana deklaracja wiary w Niego to za mało. Widać to w dzisiejszej Ewangelii. Można wiedzieć, kim Bóg jest i nie przekładać tego na codzienność. Można dalej być przeciw Niemu. Jak zły duch.

Słyszymy dziś kontrowersyjne słowa o małżeństwie. Kiedy nad tym myślałem, doszedłem do wniosku, że idzie tu o dystans do sposobu życia. Paweł trochę przejaskrawia, mając zapewne na myśli jakiś konkretny kontekst. Mówi o małżeństwie, jednak równie dobrze można by to powiedzieć o życiu w samotności, czy we wspólnocie. Widać, w tym krótkim fragmencie, echo jednej z ważnych cech Boga. Mianowicie tego, że Bóg jest o nas zazdrosny. On chce naszych serc dla siebie. Chce być pierwszą miłością, do której odnosi się wszystkie inne sprawy i relacje. Nie wystarczy nam wypisać hasło Bóg, na takim, czy innym sztandarze naszego życia, powiedzieć: znam Cię Boże. Trzeba Boga, idąc za przykładem Jezusa, wcielić w życie. Dopiero stanie się jednym z nas pokazało, że Bóg naprawdę ukochał człowieka ponad wszystko. Mówienie o miłości jest dość proste. Pokazanie jej w małych codziennych sprawach jak sumienność i odpowiedzialność za nasze małe poletka, jest już bardzo trudną sprawą.

Tak interpretowane słowa Pawła, jako nawoływanie do dystansu, kojarzy mi się z pewnym ćwiczeniem, które św. Ignacy, każe zrobić komuś, kto odprawia jego rekolekcje. Zamknij oczy i wyobraź sobie, że umarłeś. Leżysz w trumnie, jesteś nieboszczykiem. Twoje ciało się rozkłada, a później rozsypuje w proch. Ignacy radzi, by z tej perspektywy popatrzeć na swoje relacje, siebie samego, swoje problemy. I nie oburzajmy się na takie ćwiczenie. Wiem, że żyjemy w pięknym europejskim świecie. Mamy wiele nadmuchanych i prawdziwych problemów, nazywamy to życiem. Tak naprawdę większość z nas nie chce widzieć rzeczywistości, nie żyje, tylko podtrzymuje swoje ciało przy życiu, byle podpiąć się do takiego, czy innego respiratora. To, co Ignacy proponuje w swoim ćwiczeniu, koresponduje z tym, co wielokrotnie mówił Jezus: Kto chce zyskać swoje życie – straci je. I tu nie chodzi tylko o fizyczność. Idzie raczej o ową stratę w naszym umyśle, sercu. Trzymamy się kurczowo tego, co nam nie daje życia, a poczucie szczęścia, bo to jest bezpieczne. Trzymamy się kurczowo innych ludzi i przekonań nie dlatego, że czynią nas szczęśliwymi, ale dlatego, że nie wyobrażamy sobie byśmy mogli znaleźć szczęście w sobie.

To właśnie głosi nam Paweł – jesteśmy w utrapieniu i zmęczeniu. Troszczenie się o sprawy Pana nie jest siedzeniem w kościele, nie jest nieustannym odmawianiem paciorków. Jest właśnie ustawieniem sobie priorytetów. Stąd te ćwiczenie ze śmiercią. Byśmy przekuli ten nadęty balon naszego życia, tych wszystkich konwenansów, mówienia, że zawsze tak było. To ćwiczenie nie ma się skończyć na poziomie wiedzy, że ja wiem, że potrzeba mi dystansu. Ma trwać na poziomie świadomości i później działania lub nie działania, jak w dzisiejszej Ewangelii. Zły duch wiedział doskonale, kim jest Ten, który przed nim stanął. I nic to nie zmieniło w jego życiu.

O tym samym mówi Księga Powtórzonego Prawa. Są dwa rodzaje proroków: prawdziwi i fałszywi. Prawdziwy to taki, który wie i żyje tym w co wierzy i o czym wie. Fałszywy to taki, który tylko wie i robi coś całkiem innego. I jak mówi autor: taki umrze. Dokładnie, umiera każdy człowiek, który udaje, że żyje. Dlaczego to takie ważne, by być prawdziwym prorokiem przede wszystkim najpierw dla siebie? Bo tylko wtedy możemy żyć. Ludzie ciągle przygotowują się do szczęścia, nie chcą nazwać szczęściem tego, co jest ich życiem teraz. A ta umiejętność jest konieczna, no bo kiedy nauczymy się rozpoznawać to szczęście? Utopią jest głosić fałszywy pogląd, że kiedy zmienią się warunki zewnętrzne (i tu każdy z nas może wstawić sobie swoje bolączki), to zaczniemy być szczęśliwi. Nie. Co najwyżej będzie nam, na jakimś poziomie wygodniej. Nic więcej.

Na koniec, zauważcie, że w Ewangelii pojawia się prawdziwy zły duch. Warto o nim wspomnieć, przepinając sobie, że owszem nasze czyny zależą od nas i naszych wyborów, ale jest i on. A on zrobi wszystko by się nie udało. To, w czym bierzemy udział, jest prawdziwą walką. Nie na niby.

SŁOWO