Zaznacz stronę

Nikt nigdy Boga nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała.

Największą sprawiedliwością Boga jest to, że nikt z ludzi nie może powiedzieć, jaki On jest, bo nikt Go nie widział. I choć mamy Biblię, Tradycję i Wspólnotę, to tak naprawdę ciągle mówimy tylko obrazami, intuicjami, jesteśmy za gęstą mgłą. Wiemy, że On jest, ale nie wiemy, jaki jest.

Ten zamysł Boga jest bardzo dobry dla nas. Nikt z nas nie może powiedzieć, że pojął Boga. Wszyscy rozpoczynamy (i kończymy) naszą wędrówkę w tym samym punkcie wiary. Może rodzić się w nas problem, że skoro nie wiemy, jaki Bóg jest, to czy jest jakiś wyraźny znak tego, że jest On blisko mnie, albo raczej, czy ja jestem blisko Boga? Tym znakiem jest miłość międzyludzka. Jeśli między mną a drugim człowiekiem jest zawinione przeze mnie zło – muszę zadać sobie pytanie: na ile ten, którego nazywam Bogiem, jest nim naprawdę w moim życiu? Okazuje się, że wielu z nas grozi oddawanie czci bożkom, które sobie tworzymy, a nie samemu Bogu.

To, że Boga nikt nigdy nie widział, sprawia również to, że chrześcijaństwo jest czymś dynamicznym – wymaga od nas ciągłego nawracania się, czyli łapania kontaktu z Nim. Każdy, kto prowadził samochód we mgle wie, że to nie jest łatwe. Koncentracja w takich warunkach musi być włączona na pełne obroty, to nie jest wycieczka relaksacyjna po szerokiej autostradzie w niedzielne, słoneczne przedpołudnie. Na tym polega łapanie kontaktu z Bogiem – jestem w ciągłej koncentracji na Nim.

Właśnie przed chwilą apostołowie byli świadkami dziwnego wydarzenia – nakarmienia wielkiej rzeszy ludzi. W niełatwym momencie (zmęczenie, napięcie spowodowane świadomością trudnej sytuacji związanej z głodnym tłumem), Jezus wkracza i karmi te tysiące ludzi. Po takim wydarzeniu dobrze byłoby siąść i pogadać o swoich wrażeniach. Jednak Jezus działa inaczej – goni ich do tego, by wsiedli na łódź i odpłynęli. Kolejne szczegóły tej perykopy pokazują, że On cały czas ma z nimi kontakt wzrokowy. I w momencie, w którym jest im trudno, postanawia wkroczyć do akcji.

To jest świetny obraz naszej relacji z Bogiem.
Cuda w naszym życiu (a takowe się dzieją), nie są po to, by się na nich zatrzymywać, co więcej, trzeba je traktować jak normalne sprawy dnia codziennego. Człowiek wierzący nie zatrzymuje się na cudach, one są czymś normalnym. Po każdej ingerencji Boga w naszą rzeczywistość trzeba iść do roboty – powiosłować do Betsaidy. Bóg cały czas ma z nami kontakt, nawet jeśli my go tracimy. On jest.

W momencie najbardziej kryzysowym (wiatr był im przeciwny), On wkracza do akcji. Prawdziwy Hollywood. Jednak oni, zamiast przyjąć pomoc (bo przecież przyszedł im ze wsparciem), znów byli sobą – skupili się na swoim lęku, braku i swojej sytuacji. Tak jest z nami zawsze, kiedy w burzy nie patrzymy na Boga, ale tylko na siebie i swoją sytuację. Wtedy właśnie mamy umysł otępiały, czyli nie myślący logicznie, z wyłączoną pamięcią i nie patrzący perspektywicznie.

VLOG

SŁOWO