Zaznacz stronę

Kiedy był z nami Franciszek jedną z rzeczy, którą robiłem na głębokim zapleczu ŚDM, było gadanie z mediami. Przewinęło się tego kilka stacji TV, radio i prasa. Spotkałem kilkunastu dziennikarzy, których znam z ekranów telewizora. To są fajne spotkania, bo spotykasz człowieka, nie ekran, nie kamerę. Jestem pełen uznania, że przez te kilka dni wszystkie media opanował jeden temat: ŚDM i Franciszek. Media, które nie są kościelnymi, nagle przez cały czas robiły na rzecz naszej wspólnoty niesamowitą robotę. Słowo Boga dostało wiele kanałów do tej pory niedostępnych, a już napewno nie w takiej skali. Za mediami, jak wspomniałem stoją konkretni ludzie, często wierzący, ale i wielu takich, którzy z Bogiem i Kościołem mają nie po drodze. Widziałem w tych ludziach, że mają poczucie tego, że dzieje się coś szalenie ważnego, że choć może nas – wierzących do końca nie rozumieją to chcą o tym mówić. Jasne, że w tym wszystkim bywali ludzie, którzy byli zaczepliwi, miło tu wspominam dwie rozmowy z Maćkiem z Newsweeka. To nie były pytania z cyklu poklepmy się po ramieniu i powiedzmy jak bardzo się ze sobą zgadzamy. Był pytającym, który chciał usłyszeć nie tylko słodkie banały. Jasne, że trzeba wyczuć coś takiego, ale nie trzeba się bać, a tego z nów nie można mylić z agresją. Po prostu rozmawiać, bo wtedy ma się poczucie, że rozmowa – choć trudna – to daje owoce.

Media, niekościelne, nie mają obowiązku klepać nas po ramieniu, zresztą nie po to media są by nas klepać po ramieniu. Media mają to do siebie, że szukają (nie zawsze sensacjI) czegoś, co można pokazać. Szukają, bo są odbiorcy.

Uważam za wielką pomyłkę nastawianie się „anty” do mediów, które pokazały jeden czy drugi syf na naszym kościelnym podwórku. Po pierwsze po to one są by pokazywać, po drugie powiedzmy sobie szczerze, że gdyby nie pokazywanie to wiele rzeczy do dziś byłoby zamiatanych pod dywan, a my dalej udawalibyśmy, że jesteśmy tacy poprawni i święci, że hej. Za to bardzo lubimy w kościelnych kręgach, kiedy pokazuje się syf ludzi spoza Kościoła. Lubimy to – widziałem tę satysfakcję na wielu twarzach ludzi pobożnych.

W sieci pojawił się film, który poszedł w Szkle kontaktowym – programie satyrycznym, a który przedstawia próbę rozmowy Pawła Płuski z TVN z bernardynem. Bernardyn w bardzo wymowny sposób, pokazując na kostkę mikrofonu dał do zrozumienia co sądzi o stacji. Są ludzie, którzy twierdzą, że dobrze zrobił, bo z tą stacją się nie rozmawia. Są ludzie, którzy twierdzą, że źle zrobił, bo nie wykorzystał szansy na to by dotrzeć do ludzi, którzy nie oglądają TV Trwam. W mediach zawsze można prosić o autoryzację, zawsze można nie zgodzić się na udzielenie wywiadu czy nie puszczenie materiału już zrobionego. To reguluje prawo. Jednak nie wolno odmawiać w taki sposób. I nie chodzi o to czy to będzie TVN czy Republika. Pogarda, również do swoich przeciwników, jest czymś, co z chrześcijaństwem nie ma nic wspólnego.

Tworzenie z Kościoła oblężonej przez wrogów twierdzy jest strasznie złą rzeczą, bo obnażającą brak wiary w to, że Jezus zmartwychwstał i zesłał Ducha Świętego.

Wiem, że nie każdy potrafi i nadaje się do tego by gadać do mikrofonu lub przed kamerą. Jednak nie można w momencie, kiedy podchodzi do ciebie człowiek z mikrofonem pokazywać mu pogardy. Nawet jeśli ów bernardyn ma jakieś (mam nadzieję merytoryczne, nie emocjonalne) argumenty przeciw TVN, to ze względu na człowieka, który stoi przed nim można było inaczej. W TVN pracują ludzie, którzy z nami chodzą do Kościoła wierzą w tego samego Jezusa, co więcej wiele razy stając przed ludźmi świadczą o swojej wierze. Tym razem trafiło na Pawła, który od lat jest w tym samym Kościele co ten bernardyn.

Kiedy zobaczyłem ten film zastanawiałem się czy Franciszek zrobiłby podobnie.

Dziękuję Ludziom z mediów, wszelkiego rodzaju, że przez te kilka dni uczestniczyły w cudzie głoszenie Słowa. Dziękuje dziennikarzom za ciężką robotę. Serio, za kulisami było to widać.

wspomniany film: