Zaznacz stronę

Bóg mówi w swoim Słowie: „nie jesteś już niewolnikiem”.

Przypomnijmy sobie najpierw konkretną sprawę, która czyni nas niewolnikiem, przyznajmy się do czegoś, co tak naprawdę sprawia, że czujemy się związanymi, niewolnymi. I usłyszmy, może wbrew nadziei i swojej małej wierze, że już nie jesteśmy niewolnikami. Ta sprawa nie ma już władzy panowania nad nami, nie ma już takiej władzy, żeby odbierać nam wolność.

Bóg idzie dalej i mówi więcej: „nie tylko, że nie jesteś niewolnikiem, jesteś (Moim) synem”Wiem, jakie to trudne pozwolić swoim uszom i sercu usłyszeć to zdanie. Z jednej strony naznaczeni jesteśmy obrazem nie najlepszych relacji dziecko-rodzic z naszej codzienności, z drugiej naszą niewiarą i podejrzliwością skierowaną ku Bogu. Jednak wsłuchajmy się w nasze pragnienia i zobaczmy, że są one głęboko w nas ukryte, bo wolimy ich nie wyciągać, bo może się okazać, że jesteśmy jednak zdolni do pragnienia mocnego doświadczenia Boga. Mówię o tym dlatego, że sam mam w sobie wielkie pragnienie tego, by te słowa Pawła z Listu do Galatów stały się ciałem we mnie, by były moją drogą, bym mógł usłyszeć je w swoim uchu.

I właśnie dziś, w święto Matki Pana, to pragnienie znów do mnie przychodzi, na nowo się rodzi, w kontekście tego, co nazywam codzienną troską. Jezus wraz z Matką znalazł się w dość zwykłej scenerii – wesela. Ludzie się cieszą, bawią, rozmawiają i piją. Po pierwsze – w taką rzeczywistość też On wchodzi. Dotyczy to także mojej rzeczywistości. Wchodzi w rzeczywistość, w której jest zabawa, jest alkohol. I to kolejny dowód na to, że nie jest Bogiem, który chce nam zabrać nasze życie. Po wtóre – Matka. Ona sama w tej scenie znów pokazana jest jak zwyczajna kobieta. Nie – złote bóstwo, ale kobieta, która jest tak bardzo do nas podobna, że zajmuje się błahostkami takimi jak wino.

Co Bóg, który szepce nam do ucha o naszym synostwie; co Maryja, która dziś ukazuje się nam w zwykłych, codziennych sprawach chcą nam pokazać? Nic innego jak to, że On naprawdę chce, byśmy Go wpuścili do wszystkiego, byśmy Nim się na serio przejęli. I można żyć Bogiem, można się Nim przejmować, równocześnie jak Ona – Maryja przejmować się przyziemnymi sprawami jak wino.

Życie z Bogiem nie wymaga od nas nadludzkiego wysiłku, spędzenia go poza naszym światem, ale jest zaproszeniem, by codzienność przeżywać z Nim. I wcale to nie ułatwia naszych problemów, ale pozwala mieć Kogoś koło siebie, a przecież cierpimy na jedną chorobę – samotność. Gdzieś tam, w sercu czujemy się osamotnieni. I tutaj właśnie warto Boga wpuścić. Niech On troszczy się o naszą codzienność, o nasze braki, również te banalne.

SŁOWO