Zaznacz stronę

SŁOWO

Panowie, przyszliśmy tu dziś, by popatrzeć na Tego, z którym wiążemy naszą codzienność, kimkolwiek jesteśmy. A jakiego dziś widzimy?
Widzimy Zwycięzcę. Jego siła jest, jak mówi list do Hebrajczyków, w Jego śmierci. W czymś, czego my, za wszelką cenę próbujemy uniknąć. W Nim stały się prawdziwe słowa jeśli kto chce straci swoje życie – zyska je.
Jego władza to konkret. Naucza i działa. Naucza z mocą i siłą, i wywala złe duchy i choroby. Jego siła rodziła się z samotnej modlitwy. Odchodził od codzienności, od tych których kochał, by tracić czas na spotkanie z Ojcem. Wiedział, że sam nic nie może, że wszystko od Ojca pochodzi.
To był Jego sposób na życie. A Twój, jaki jest? Jaka jest Twoja rola?
Myślę, że wszyscy cały czas próbujemy się tego dowiedzieć, a tym, co w jakiejś mierze odkryliśmy – żyć. Trzeba nam wracać do tych momentów odejścia od żon, kobiet, wspólnot, nawet swoich samotności, by stanąć przed Ojcem i pytać Go, o nasze zadanie.
Żyjemy w rzeczywistości, która nie jest taka, jak ją sobie Ojciec wymyślił. A przez to – my nie widzimy wszystkiego. Zatrzymujemy się na tym, co możemy dotknąć, zbadać. I to jest jedno z zadań dla nas – tak żyć, by nie tylko mieć świadomość tego, czego nie widać, ale by to oddziaływało na nasze działanie w świecie, który dostrzegają inni.
Zapominamy o tym, że walka trwa. Owszem nie zapominamy globalnie, ale w tych krótkich odcinkach czasu. I to są nasze porażki, bo przeciwnik czuwa, krąży wokół murów i włazi właśnie w tych sekundowych, minutowych wyłomach nieczuwania. Owszem scenerią naszej wojny jest Miłość Boga do człowieka, ale to jest najprawdziwsza wojna. Jak mi nie wierzysz – popatrz na swój świat. Zobacz ilu, koło Ciebie porusza się zombie? Ile kobiet, mężczyzn już dawno poległo? Ci, którzy budzą się rano i już mają dość. Ci, którzy mają serca i dusze połamane.
Patrzymy na Niego, by sobie przypomnieć, jak wielcy jesteśmy. Jak silni jesteśmy. I do, jak wielkich rzeczy przeznaczeni. Prawda jest taka, że jest nas wielu, że wielu się budzi i chce ŻYĆ.
I wiecie, co? Jeśli trzymamy się Jego samego, to mamy tę samą moc. Uzdrawiał i wywalał złe duchy. Dlaczego my tego nie robimy? Bo nie ufamy Bogu? Owszem, ale nie ufamy też sobie. My się boimy naszej siły. I po to dziś do Niego przychodzimy, byśmy nie tyle Go prosili o siłę, ale byśmy przy Nim odważyli się odkryć naszą siłę.
U Boga nie ma gotowców. I to mi – osobiście – najbardziej się podoba. Uczymy się naszych poprzedników, zaglądamy w ich doświadczenie, ale każdy z nas ma swoją drogę, którą pisze od nowa. Każdego dnia. I Ty i ja, musimy się odważyć, każdego dnia na odejście od wyrobionego zdania, nie dlatego, że ono jest złe, ale warunki na polu walki się zmieniają. Wróg się przesuwa.
Ta Ewangelia pokazuje nam Królestwo Boże, które jest tu i teraz, jako coś, co jest dynamiczne. Królestwo Boga jest niebezpieczne. I to jest najfajniejsze. Nie to jest najważniejsze, czy upadniesz, czy dasz się zaskoczyć wrogowi, choć uważaj, bo możesz zginąć. Najważniejsze jest to, co z tym zrobisz. Czego się nauczysz.
Jeśli chcesz być mężczyzną, który ma siłę Jezusa w sobie, to nie możesz tylko zbierać informacji o Królestwie. Musisz działać. Każdy na swoim odcinku, nie porównując się do innych. Po prostu na swoim odcinku.
Jednym z zwycięstw złego jest to, że z Jezusa, który jest silny, który jest Zwycięzcą, pełnym mocy, który wyrzuca złego, czynimy dziś takiego melancholicznego humanistę. Żyjemy w czasach, w których bohaterów się nie podziwia, dziś lepiej podziwiać tych, którzy mówią o swoim cierpieniu, załamaniach psychicznych, czy nałogach. Dziś więcej mówi się o Jezusie – dobrodzieju, lekarzu dusz, niż Jezusie, który jest Bogiem – pełnym mocy, Bogiem, który pokonał zło.
Idziesz w to? Idziesz za Jezusem silnym, mocnym?
Jeśli tak, to Jego Słowo dla Ciebie jest takie: W czym bowiem sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom.
Amen.