Zaznacz stronę

Szczerze mam problem z tą Ewangelią. Ja, jak wielu, ciągle próbuje myśleć jak służyć ludziom, którzy źle się mają. Tracę czas na swoje przemyślenia i dysputy z innymi. A Jezus daje najprostszy z instruktaży: zaproś biednych do swojego stołu. Nie dumaj, nie dywaguj, po prostu otwórz drzwi, nakryj stół i nakarm biednych.

Jezus nie daje żadnych porównań, nie daje paraboli, nie są to przykłady homiletyczne. On widząc ludzi, takich jak ja, którzy zapraszają swoich, mówi zaproś biedaków.

Byłem wczoraj na kolejnym obiedzie odpustowym. Siedzielismy przy dwóch dobrze zastawionych stołach. Dobrze pojedliśmy, pogadaliśmy i rozjechaliśmy się do swoich domów. Ja po raz kolejny zastanawiałem się nad tym, jak to zrobić inaczej. Owszem, mam pomysły, ale ciągle się boję.

Nauczyłem się mówić o ubóstwie duchowym, zaradzaniu mu, ale Jezus mówi wprost o biednych i głodnych. Jezus mówi, że mamy do swojego stołu zaprosić tych, którzy nic nie maja, śmierdzą, są nie z mojego świata. Jezus mówi, że to droga do bycia szczęśliwym, ja uważam ciągle inaczej. To pokazuje jak ciągle jesteśmy od siebie daleko.

SŁOWO