Zaznacz stronę

SŁOWO

Czekamy na powtórne przyjście Jezusa, a zachowujemy się tak, jakby życie na tym świecie miało nigdy się nie skończyć. Czekamy na niebo, a boimy się innych wierzących, ludzi spoza Kościoła i samego Boga Tak naprawdę nie bolą nas „prześladowania” Kościoła w Polsce, ale to, że możemy stracić swój „święty spokój”. Wchodzimy w kłótnie, które generuje świat. Umieramy i udajemy, że żyjemy, ale nie umieramy dlatego, że wróg zadaje nam ciosy, ale dlatego, że panicznie boimy się straty. Mówimy o tym, że chrześcijaństwo to logika umierania dla siebie, ale kiedy mamy do tego okazję, to wolimy zabić innych.

W czytaniu z Księgi Rodzaju padają słowa: „jak lew czai się, gotuje do skoku, do lwicy podobny – któż się ośmieli go drażnić”Pierwsze moje skojarzenie jest związane właśnie z tym problemem.
 Jestem coraz bardziej przekonany, że problem nie leży w tym, że nagle całe piekło się przeciw nam zwróciło, ale w tym, że Kościół w Polsce z lwa, który gotowy jest do skoku, stał się potulnym kotkiem. I nie chodzi mi o to, że stał się takim dla ludzi na zewnątrz. Stał się kotkiem dla samego siebie, spaśniętym kotkiem. Za dobrze nam było (może i ciągle jest?). 
Lew ma to do siebie, że jest groźny. Lew nie zajmuje się pierdołami, on wie, w jaką zwierzynę warto uderzyć. Jest cierpliwy. Lwa zdrowego, gotowego do polowania – inni się boją, czują respekt. Kotka (spaśniętego) – wręcz przeciwnie. Kotka się głaska, a jak się znudzi – porzuca w lesie.
 Piszę o Kościele, ale Kościołem jest każdy z nas, ja także.

Dzisiejsza Ewangelia może być przez nas odczytana jako nudna i niewiele wnosząca do codzienności. Zwykły spis pokoleń od Abrahama do Jezusa. Jednak w kontekście tego, jakiego Boga poznajemy przez Adwent, to tylko wrażenie, bo
 idąc śladem poszczególnych imion, a więc konkretnych osób, z tego spisu zobaczymy, że wśród nich są wielkie postaci, ale jest tam sporo osób z tzw. przeszłością. Jest prostytutka Rachab; jest Tamar, która uwiodła swojego teścia. Z panów można wspomnieć Dawida, który uwodzi żonę swojego żołnierza, a jego samego morduje.

Ten tekst jest dowodem na to, że w historii pisanej z Bogiem każdy ze swoimi ciemnymi stronami ma swoje miejsce. Nasze grzechy nie przekreślają nas przed Bogiem, w twoją historię także jest wpisany grzech i słabość, czasem nawet podłość i zdrada. I to cię nie przekreśla. Nie ma takiej rysy na naszym sercu, psychice czy historii życia, zawinionej, czy nie, która by przekreślała możliwość  współpracy z Bogiem.

Czasem może pojawić się w nas pokusa zamknięcia Jezusa w jakimś sterylnym schemacie naszej wiary. Wtedy wielu wierzących ludzi wmawia sobie, że na pewno On nie może zdziałać niczego ze względu na ich taką czy inną historię. Tymczasem Jezus przychodzi do nas i przez nas do innych, również przez grzeszne historie, przez upadki i zranienia. 
Różne są nasze drogi (i innych ludzi), na których możemy spotkać Pana. Jedyna rzecz, którą trzeba zrobić, to pozwolić sobie na zdziwienie. Pozwolić sobie na to, by dać się Jemu zaskoczyć i być odszukanym. Z wszystkiego może powstać Nowe Życie.