Zaznacz stronę

Wprawdzie dziś Wojciecha, ale ja chciałbym o innym męczenniku za wiarę.

Jak wiecie, Jurek stał mi się bardzo bliski, ostatni rok to częste słuchanie jego kazań, czytanie książek o nim. Czym więcej w tym siedzę, czym więcej wsłuchuję się w zło, które człowiek jest w stanie zafundować drugiemu, tym bardziej jestem skłonny mieć pewność tego, że Bóg jest miłością i jest dobry.

Tylko Bóg jest w stanie naprawić to całe zło, tylko Bóg jest w stanie sprawić, że my wszyscy – dziś tak bardzo pokłóceni, zażarci w swoich racjach i prawdach, z podniesionymi rękoma na innych w Imię Boga, wartości i prawd, będziemy w stanie popatrzeć sobie w oczy bez zawstydzenia i pogardy.

Jurek sprawił, że zmieniła się moja modlitwa codzienna. Każdego dnia prosiłem Pana: Jezu, nie chcę już żyć, chcę już do Ciebie. Teraz proszę: Jezu, chcę żyć, ale żyć już z Tobą.

Dziękuję Bogu, że żyję w czasach, w których mogę widzieć śmierć Jego świętych. Nie chodzi o widoki krwi i brutalności – tego się boję. Ale dziękuję za to, bo mogąc patrzeć na nich, mogę uczyć się tęsknoty za umieraniem, za przechodzeniem do Tego, który na widok tego, co dzieje się na ziemi, staje przed swoim Ojcem i wstawia się za nami. Bo jeszcze bardziej mogę tęsknić za Tym, który widząc Wojciecha, Jurka, męczenników w Syrii wstaje ze swojego tronu i wita swoich w niebie.

Ewangelia mówi o stracie. Jak nie stracimy, to nie zyskamy, jak się nie odważymy, to nic nie zdobędziemy. Mamy mieć ambicje, mamy być wielcy, szukać sukcesu, ale mamy to robić drogą Ewangelii, czyli rezygnacji z siebie i swoich interesów. To trudne, ale właśnie to jest droga prawdziwego sukcesu. Wojciech po ludzku przegrał, niewiele zrobił jako biskup, ale był wierny do końca. Za to zginął. Ewangelia nie jest podręcznikiem o sukcesie, ale instrukcją umierania. Nie mamy osiągnąć celu pod tytułem „super szybki rozwój”, ale mamy umrzeć.

Zwycięstwo i prawdziwa siła nie bierze się z brawury. One są owocem przeżycia czegoś, co można nazwać załamaniem, trudnym doświadczeniem. Właśnie do momentu przeżycia takiej sytuacji granicznej życie każdego z nas będzie kręciło się wokół niego samego i jego potrzeb. Człowiekowi, który nie przeszedł takiej sytuacji, mówiąc językiem Ewangelii, nie pozwolił na obumarcie swojego ziarna, takiemu człowiekowi wydaje się, że jeśli nie spełnią się jego potrzeby, to skończy się jego życie, jego życie będzie przegrane.

Warto też przypominać sobie przede wszystkim, że nie mamy naśladować świętych i bohaterów. Naśladować mamy naszego Pana – Jezusa. Ci pierwsi są po to, byśmy idąc za Panem Jezusem znajdowali swój styl i mieli świadomość tego, że oni są namacalnym dowodem na to, że da się przeżyć swoje życie twórczo. Kiedy idziemy w porównywanie siebie czy innych ludzi do świętych, robimy coś na modłę karykatury. Jednych i drugich. Świętych i bohaterów naginamy do naszej dzisiejszej rzeczywistości, a współczesnych nam ludzi wkładamy w ramy świętości i kontekstu kogoś, kto żył i działał w innych czasach. Wojciech, Popiełuszko, męczennicy z Syrii, czy Koptowie – każdy i każda z nich to byli inni ludzie. Każdy i każda z nich przeżył swój dramat, my mamy przeżyć swój – na miarę swoich możliwości. Wyznajemy wiarę w Pana Jezusa, nie sposób życia takiego czy innego świętego.

SŁOWO