Zaznacz stronę

Pożegnaliśmy dziś – dziękując za Jego życie podczas Eucharystii – Kubę. To była jedna z najtrudniejszych Mszy i kazań w moim życiu.

Mama, bebe bubu – tak mówił Kuba do mamy, kiedy był mały. Miało to znaczyć: jest już jasno.

Wierzę, jako chrześcijanin, że Kuba już zna Źródło Jasności – Boga. Że słowo mama zamienił na słowo Abba – tatusiu. I mówi do naszego dobrego Taty: bebe bubu, jest już jasno.

Wierzymy w Boga, który nie jest zimnym starcem siedzącym daleko na chmurach, i zazdrośnie spoglądającym na nasze życie, patrząc, kiedy podwinie się nam noga. A kiedy się nam już podwinie to posyłających nas w ciemności za karę.

Wierzymy w Boga, który tak bardzo jest w nas zakochany, że dał nam wolność, która czasem bywa kłopotliwa dla nas samych, ale z drugiej strony – On jest tak w nas zakochany, że stał się jednym z nas, aż do końca.

Fragment z ewangelii o śmierci Jezusa pokazuje, że śmierć, choć okrutna, kompletnie niezrozumiała, przerażająca, jest też rzeczywistością, która nie musi być końcem. I choć Kuba, ani nikt z nas nie jest Bogiem i nie wyjdzie z grobu, a my nie mamy mocy go wskrzesić, to jednak patrząc na śmierć Jezusa i to, co później się stało, mamy odwagę wierzyć w to, że życie Kuby się nie skończyło. Choć po ludzku etap życia na ziemi się skończył, to jednak dziś, stojąc pod krzyżem umierającego Jezusa, wyznajemy wiarę wbrew temu, co czujemy, że Kuba żyje wraz z naszym Panem.

Po drugie ten fragment mówi nam o tym, że mamy prawo do bólu, pytań i niezrozumienia. Jezus się bał śmierci. On był prawdziwym człowiekiem. Mówił przed śmiercią do Taty: czemuś mnie opuścił? Oddal ode mnie to cierpienie, jeśli to możliwe.

Przed wczoraj, kiedy siedzieliśmy z Marysią i Łukaszem – rodzicami Kuby, to usłyszałem wiele historii, takich zwykłych – o tym, co Kuba lubił robić, jak się ubierał, że lubił pokemony, że kiedyś zablokował się w pokoju i tata go uratował, że z mamą miał swoisty język, który rozumiała doskonale. Słyszałem wiele historii, które mówiły o jednym: o miłości, która między nimi jest.

Kuba w pewnym momencie zaczął cierpieć, życie, choć miał tak mało lat, zaczęło go boleć.

I wiecie co? Powiem bardzo odważnie: skoro śmierć Jezusa była dziełem wielkim i nie poszła na marne, to wierzę, że ze śmierci Kuby możemy wyciągnąć dobro. Choćby takie, żebyśmy zaczęli patrzeć dalej niż czubek swojego nosa i otworzyli oczy na innych ludzi, szczególnie tych, na których się uwzięliśmy, tych, którzy jakoś nam nie pasują. Nie, nie musimy od razu mieć z nimi super relacji, ale możemy zobaczyć w nich siebie – takich samych ludzi, którzy chcą być kochani.

Nie pozwólmy, proszę, by cierpienie Kuby, jego śmierć i cierpienie wielu osób, dla których Kuba był wielką miłością, przeszło koło nas obojętnie. To nasza decyzja, nie emocje, że chcemy od dziś, pamiętając Kubę, kochać innych ludzi. W tym wyraża się nasza wiara, że idziemy do innych, by z nimi być, cokolwiek się z nimi dzieje. Wiara, która się ogranicza do pobożności kościelnej jest martwa. Ożywa dopiero wtedy, kiedy to, co tutaj przeżywamy przekłada się na naszą codzienność.

Nic nas nie może oddzielić od Miłości Jezusa. Nic. Ani ludzie, ani smutek, ani nawet śmierć. Wierzę, że śmierć połączyła Kubę z Jezusem jeszcze bardziej. Wierzę, że ucisk, prześladowanie już dziś nad Kubą nie ma żadnej władzy. Wierzę, że Bóg jest dawcą nadziei i wszystkim nam da ukojenie, nie zapomnienie, ale ukojenie, nauczy nas żyć z świadomością, że Kuba odszedł, ale zarazem jest. Nie jako duch, energia, ale dziecko, które spotkało Tatusia – dobrego Boga.

Marysiu, Łukasz – bardzo Wam dziękuję, że mnie zaprosiliście do swojego świata, że mogłem razem z Wami być z Kubą i w poniedziałek i wtorek. Że mogłem go dotknąć, że mogłem z Wami na niego patrzeć. Wierzcie mi, że Kuba mocno wstrząsnął moim światem i moją wiarą w Boga, ale wierzę, że Bóg wyprowadzi z tego wstrząsu jeszcze większą miłość, która może mało rozumie, ale jeszcze bardziej będzie dla innych.

Msza święta to dziękczynienie. Chcę was zaprosić byśmy teraz Bogu podziękowali za Kubę i Jego życie. Proszę Was usiądźcie teraz blisko siebie i powiedzcie sobie – nawzajem dobre rzeczy o Kubie. Wybierzcie takie sprawy, sytuacje, za które chcecie podziękować. Może te, których Kubie zazdrościliście. Spróbujmy teraz Kubę dobrze obgadać….

Kiedy Kuba był malutki, mówił: „niebieski”. Miał na myśli Niebo. Patrzmy dziś na niebieski. Na Niebo, na Boga, który w tej sytuacji, w tym naszym doświadczeniu, jest naszą jedyną nadzieją.

Kiedy Jezus umierał na krzyżu, Jego Matce i przyjaciołom skończył się świat. Sens życia umarł. Tydzień temu Łukasz i Marysia rozpoczęli swoją najtrudniejszą wędrówkę w życiu. Marysiu, Łukaszu, Wasza miłość nie umarła wraz z Kubą. Wasza miłość zrodziła Kubę – wierzę, że wielkiego Waszego orędownika przed Bogiem. Kuba już wie, że wrażliwość to piękna cecha, to wręcz boska cecha, bo pozwalającą widzieć więcej. Dziękuję Wam, że tak bardzo kochacie swojego Kubusia, widziałem to szczególnie we wtorek wieczorem. W tym już bardzo trudnym czasie. Jak przy nim byliście. Być to znaczy mocno kochać. Nie zostawiliście go ani na moment. Wierzę, że Kuba nie zostawi Was, wierzę, bo wiem, że nasz Bóg mu na to nie pozwoli, że Kuba będzie Waszym orędownikiem już na zawsze, do Waszej śmierci.

Zamknijmy teraz oczy i popatrzmy na niebieski. Zobaczmy tam Boga i jeżdżącego na nartach obok Niego Kubę i podziękujmy Bogu za to, że Kuba był, jest i będzie obecny w naszym życiu. Amen.