Zaznacz stronę

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. To Dobra Nowina na dziś.

Ile razy w naszym życiu tracimy cierpliwość i zaczynamy szemrać? Można się oburzać na Izraelitów z pierwszego czytania. Powie ktoś: gdybym ja dostał tyle znaków co oni, to bym nie szemrał. Jednak nie szemranie jest tu problemem. Szemranie, marudzenie jest tylko furtką, początkiem. To jest właśnie działanie złego, który tak podsyca nasze patrzenie na rzeczywistość, byśmy zobaczyli tylko zło. Przestajemy być cierpliwi. Kiedy się poddajemy szemraniu, brakowi cierpliwości i przejaskrawiamy rzeczywistość w ciemne kolory, to widzimy już tylko trud, brak owoców i perspektyw. Zamykamy się. Na siebie, na innych, na Boga w końcu.

Taki stan może trwać długo, z biegiem czasu staje się wygodnym sposobem na życie. A to nie jest tak, że Bóg zostawił Izraelitów na pustyni bez jedzenia. Oni mieli jedzenie, tylko jak mówią: sprzykrzył im się ten pokarm mizerny. Problemem jest to, że zgubili sprzed oczu to, co było najważniejsze. DAR WOLNOŚCI, mocne doświadczenie Boga, który przyszedł i wyprowadził cały naród z niewoli. Już tego nie pamiętają. Widzą tylko to, że teraz mają mizerny pokarm. Że TERAZ jest im źle.

I dla Izraelitów, i dla późniejszych pokoleń Bóg daje podobny znak. Drzewo. Najpierw zawisa na nim miedziany wąż – symbol tego, co ma być później. Kto na niego spojrzy – zostaje uzdrowiony. Wiele lat później Bóg wykorzystuje inne drzewo, drzewo krzyża, na którym nie wiesza się już węża, ale zawisł na nim sam Bóg w osobie swojego Syna, by dać nam życie. By dać moc do przerwania tajemniczego kręgu szemrania, oddzielania się od Boga, innych i siebie samego.

Dlatego warto uświadomić sobie, że krzyż nie jest żadną kartą przetargową. Krzyż jest miejscem, gdzie każdy, z każdej strony barykady, musi za św. Ignacym zapytać: Co uczyniłem dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? I co uczynię dla Chrystusa? I zamilknąć, nie patrzeć na to, co robią inni, i kto ma lepsze, głośniejsze argumenty. Dziś staje się modne hasło, że trzeba bronić krzyża. Owszem, trzeba, ale najpierw w sobie. Obronić pytania Ignacego w sobie, w swoim życiu, nie w życiu innych, pod pałacem prezydenckim – bo to dość proste: pokrzyczeć, powywalać swoje emocje i frustracje.

Nie możemy, nawet jeśli czujemy się bardzo wierzącymi ludźmi, zrobić z krzyża miecza. Nie może on nigdy być narzędziem zabicia człowieka, nawet w imię prawdy i obrony wiary. Pod krzyżem, tym na Golgocie i tym w „Warszawie” są trzy grupy, nie dwie, jak się mówi. Dwie krzyczą. Jedni za, drudzy przeciw. Jak na Golgocie. Jest i trzecia grupa. Grupa ludzi wierzących, oni nic nie mówią, nawet nie są tam obecni fizycznie. Oni nie walczą o dwie belki, oni walczą o wierność krzyżowi, a raczej Chrystusowi, w swojej codzienności. Tam jest najtrudniej. Patrzą na krzyż z ufnością, nie że wygrają ze swoimi przeciwnikami, ale z ufnością, że dadzą radę żyć jak ludzie.

Bóg wzywa nas do obrony i do podwyższenia krzyża, ale w swoim życiu, by nam przypominał o zwycięstwie nad złym duchem, nad śmiercią, bo jest pierwszym krokiem zmartwychwstania.

A więc: co uczyniłem dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? I co uczynię dla Chrystusa? 

SŁOWO

Ps. Dziś Jerzy Popiełuszko ma 71. urodziny, proszę Was o modlitwę o to, by został ogłoszony świętym w Kościele.