Zaznacz stronę

Wydaje się, że aby dobrze zrozumieć tekst Ewangelii trzeba najpierw wczytać się w tekst z II czytania, że skarb nosimy w naczyniach glinianych, by okazało się, że z Boga jest moc, nie z nas.

Spotykamy dziś w Ewangelii dwa podejścia do wiary. Jeden skostniały, w którym liczą się rytuały, prawo, przepisy, w którym wprawdzie jest odniesienie do Prawa Bożego, o świętowaniu Szabatu, ale już bardzo sprowadzonego do roli kolejnego przepisu, a nie czegoś, co miało dawać ludziom wolność. A przykazania mają dawać nam wolność, nie ograniczenia. Drugi Jezusowy, który każe widzieć więcej niż to, co widać na pierwszy rzut oka. Jezus nie tylko widzi chorą rękę, ale widzi, że to jest kwestia ocalenia życia, duszy (psyche) tego człowieka. On widzi, że ręka jest tylko obrazem jego umierającego serca.

Obraz glinianych garnków, a więc czegoś bardzo kruchego, czegoś, co można stracić w ciągu kilu sekund, nie tyle ma nas przerażać, mówić o kruchości naszego życia, jego przemijalności, co bardzo ma nas motywować do tego, by chcieć je przeżywać mocniej i intensywniej.

Bóg nas stworzył jako dobrych i kompletnych, stworzył nas na swój obraz. Dał nam to, co najważniejsze – serce zdolne do kochania. Od początku w każdym i każdej z nas odgrywa się walka. Walka na śmierć i życie. Albo jeszcze inaczej – o jakość tego życia.

Walka ta objawia się w bardzo mocno ukrytych pytaniach w nas. O to kim jesteśmy czy jesteśmy wystarczająco mocni, by podołać swojej drodze, o to czy damy radę. Bóg podpowiada nam nieustannie, że jesteśmy ważni, że jesteśmy Jego, że mamy wszystko, co potrzebne, że damy radę.

Zauważcie, że pytania dosięgają tych miejsc, w których najbardziej jesteśmy zranieni. Te rany każą nam wszystko i wszystkich mieć pod kontrolą, nie dajemy wolności sobie i innym. Oczywiście obudowujemy to takimi hasłami jak: opiekuńczość czy troska, ale tak naprawdę to lęk, że nam nie wyjdzie, że będzie inaczej niż chcemy, albo wydaje się nam, że być powinno. Najlepiej to sprawdzić patrząc na to ile mamy do siebie i innych zaufania.

Bóg, mówi zaufaj mi, spróbuj być człowiekiem, który żyje, a nie kontroluje.

W Ewangelii mowa jest o Szabacie, o odpoczynku siódmego dnia. Dla nas to jest niedziela. Wielu z nas zadaje pytania w stylu: czy mogę w niedzielę wyprasować koszulę? Czy to jest grzech? To jest właśnie wiara oparta na lęku i potrzebie kontroli: co mogę, a czego nie mogę. W Bożym przykazaniu o świętowaniu chodzi o skupieniu się na byciu z Bogiem, na spotkaniu z Nim, a nie na zakazie. To trudniejsze, bo trzeba dokopać się do swojego serca, które jest stworzone do Świętego Romansu, a nie do zakazów.

Kiedy patrzymy na dziwnych ludzi, z dzisiejszej Ewangelii, to nie oburzajmy się na tych religijnych urzędników, ale zobaczmy w tym mocne zaproszenie Boga, do nas, byśmy obudzili swoje serca do szukania więcej, intensywniej samych siebie, a w konsekwencji drugiego człowieka.

Skarb niesiemy w naczyniach glinianych, by z Boga była przeogromna moc.  Jesteśmy kruchymi garnkami, ale to nie jest poniżające, ale jest czymś, co w każdej chwili przypomina nam: potrzebujesz Ojca, potrzebujesz tego, przy Którym jesteś kompletny i nie wierzysz już swoim lękom.

Ta Ewangelia jest o tym, że możemy, jak Bóg dawać ludziom wolność, a więc miłość, a możemy stawać między Bogiem i człowiekiem, między człowiekiem i prawdziwym jego szczęściem i zadawać najgłupsze pytanie na świecie: jakim prawem to czynisz?

SŁOWO