Zaznacz stronę

Jezus ani na chwilę nie wszedł w rolę, którą chcieli mu narzucić inni, by stał się wielkim Mesjaszem; został do końca sobą. Stoi na dziedzińcu pałacu Piłata, obdarty, zbity, poniżony, i dalej twierdzi, że jest Królem.

I tu jest pierwsza sprawa. Trzeba stanąć przed tym nieestetycznie wyglądającym Człowiekiem i spojrzeć Mu w oczy. Przenieść się z naszego kościoła, z naszych codziennych spraw, i stanąć przed Oskarżonym i spojrzeć Mu w oczy i przyznać się uczciwie, czy On naprawdę jest godzien być Panem mojego życia? Czy to, że mówię, że Bóg króluje w moim życiu, uwzględnia takiego właśnie Króla? Poniżonego, po ludzku przegranego? Bo dość łatwo powiedzieć: „idę za Jezusem, który panuje”, myśląc o Jezusie mocnym, silnym, takim, co to zniszczy – jeśli nie dziś, to kiedyś tam – wszystkich tych, co mnie niszczą, co mnie denerwują. Trudniej powiedzieć, że taki – upodlony – Jezus jest moim Królem.

Kiedy Jezus odpowiada na pytanie Piłata, sam zadaje mu pytanie: Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie? To pytanie wydaje się być kluczowym dla nas. Zamknijmy oczy i wyobraźmy sobie właśnie Jezusa, stojącego przed nami. I On się pyta, czy to, co o Nim wiem, myślę, wiem tylko z przekazu innych, z książek, może z katechezy, może z kazań, czy to, co we mnie jest na Jego temat, pochodzi z mojego osobistego doświadczenia? A więc czy jestem człowiekiem, mężczyzną, kobietą, którzy mają osobiste – Jego doświadczenie? To jest kluczowe, bo bez tego osobistego, zdobytego na rozmowie, modlitwie, doświadczenia, dość łatwo będzie mi iść śladem Piłata, najpierw próbującego umyć ręce od sprawy Jezusa, a później – ostatecznie – skazującego Go na śmierć. Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie? Jaka jest więc moja odpowiedź, i co zrobię konkretnie, by mieć osobiste doświadczenie?

Druga sprawa na dziś. Król, żeby być królem, musi mieć królestwo. Jeśli utożsamiam się ze swoim Królem – Jezusem, to muszę żyć w jego Królestwie. Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Dziwne jest to, co mówi Pan. Przecież jest Człowiekiem, przecież żyje na naszej ziemi; w tych dniach, kiedy te słowa padają, bardzo odczuwa swoje człowieczeństwo, choćby przez ból, poniżenie i odrzucenie, a mówi, że Jego królestwo nie jest z tego świata.

Lubimy dyskutować o tzw. wartościach chrześcijańskich, o moralności, co wolno chrześcijaninowi, a czego nie. Debatujemy, opluwamy jedni drugich, sięgamy do autorytetu Boga, a druga strona do wolności człowieka. To dość proste jest. Jednak odpowiedź Jezusa, że gdyby Jego Królestwo było stąd, to Jego słudzy by się bili o Niego, sugeruje, że jednak Jego Królestwo nie jest stąd i nie mają się bić Jego słudzy. Dla Niego ważniejszą sprawą jest osobista z Nim relacja, nie schowana za wspomniane dysputy, nie schowana, za jakiś ziemski system, ale jak to już słyszeliśmy w pytaniu mówisz to od siebie?, za osobistą odpowiedzią na pytanie, kim On dla mnie jest.

Nie chciejmy, by On był tylko Królem w rozumieniu codziennym. Królem, którego zamkniemy w pałacu kościoła, dla bezpieczeństwa za pancernymi drzwiami tabernakulum. Taki król jest wygodny, nie wtrąca się do naszego życia. Nie chciejmy Króla, który stanie się ekspertem od spraw moralnych, którego można posłuchać lub nie. Można Boga obwołać królem, a później traktować Go jak polityka, władcę, na którego łatwo przelać frustrację swojego życia, zamiast się za to życie wziąć.

Dziś znów trzeba podjąć decyzję, czy Pan jest jedynie królem, który panuje nade mną, bo przecież musi być jakiś Bóg, czy jest Kimś, na kogo zaproszenie osobiste odpowiadam pozytywnie. Jednak ta druga odpowiedź wymaga konkretów. Nie mogę już taki sam wrócić do domu, jaki z niego dziś wyszedłem. Na serio.

SŁOWO