Zaznacz stronę

SŁOWO

Zajmijmy się Ewangelią – Dobrą Nowiną na dzisiejszy dzień. Wszystko tu pokręcone, bo przecież dziś świętujemy Chrystusa Króla. Chrześcijanie wierzą, że Bóg jest Królem i to nie byle jakim, ale wszechmogącym, dla którego nie istnieją rzeczy niemożliwe. Skądinąd taki Bóg nam pasuje, bo tak często Go postrzegamy. Myślimy, że gdyby Bóg tylko zechciał, to może zrobić wszystko. Przede wszystkim może zmienić nasz, tzn. mój, ciężki los.

Logicznie rzecz biorąc, wszystko jest w porządku. Bóg jest wszechmocny, a nasze siły są skończone, więc idziemy do Niego, niech coś zrobi. W końcu nas stworzył, myśmy się na ten świat nie prosili. Tylko, że jest jedno ale. To ale opisuje dzisiejsza Ewangelia. Król wszechmogący, został ukrzyżowany. I do tego trzy razy usłyszał, by zejść z krzyża, by zrobić to tak, jak wielki czarodziej, który może wszystko.

Dlaczego On się nie wybawił? Dlaczego nie zszedł z krzyża? Dlatego, że On przyszedł nas zbawić, a nie siebie. To znaczy nic innego, jak być z nami, w tym, co jest dla nas ciężkie. Nie czarować naszej rzeczywistości, ale uczyć nas jak godnie ją przeżywać. Miłość z powodu, której przyszedł nas zbawić, każe Mu trwać w tym, co naszym cierpieniem jest, z nami.

Samo-zbawienie, to nic innego jak egoistyczna postawa, dziś ubierania w piękne hasło samo-realizacji, podszytej myśleniem, liczysz się tylko ty.

Oczywiście to jest bardzo trudne, bo my musimy o siebie dbać, musimy w siebie inwestować, rozwijać się, by potem móc, innym cokolwiek dać. Chodzi o proporcje, by nie zbawiać siebie za wszelką cenę. A tak często jest w naszym egoizmie. Liczą się moje pragnienia, moje potrzeby, moje uczucia, liczy się moje mieszkanie, moje miejsce w kolejce. Samo-zbawienie to nie możliwość, która dotyczyła tylko Jezusa na krzyżu. Samo-zbawienie to możliwość, która jest w zasięgu ręki, każdego i każdej z nas.

Choćby opowieści, których my jesteśmy bohaterami. Rzadko się zdarza, by ktoś, ich, nie ubarwił tak, by dobrze wyjść.

Ręka do góry, kto z nas jest łotrem? I właśnie dla tych, co rękę podnieśli, dziś mam Dobrą Nowinę. Dziś ze mną będziesz w raju.

Nie odczytujmy tego, tak w ten sposób, że oto niedobremu, upokorzonemu łotrowi Jezus obiecuje raj. Fajnie, tylko co to za dobra nowina dla nas? Taka, że ona przypomina nam sprawę najważniejszą. Naszym przeznaczeniem jest raj czyli rzeczywistość, z której wszyscy wyszliśmy.

Jesteśmy stworzeni, powołani do chodzenia po Ogrodzie z Bogiem. Tak, Bóg będzie nam ciągle przypominał, że naszym celem jest raj, a nie ziemia z jej intrygami, namiętnościami i ploteczkami; że naszym celem jest oglądanie Boga twarzą w twarz, słuchanie Jego śmiechu. Będzie nam przypominał, że wszystko, co zostało przez nas samych zbudowane między nami a Bogiem, zostanie usunięte. Naszym celem jest wielka impreza z Nim, w której weźmiemy udział z największymi bohaterami naszego życia, podczas której usłyszymy odpowiedzi na najważniejsze i największe pytania naszego życia. To nie będą jednozdaniowe odpowiedzi, ale niekończące się opowieści, pełne emocji, pełne śmiechu, łez wdzięczności, zadziwienia.

Uroczystość Chrystusa Króla, to nie polityczne wydarzenie, dodanie Panu Jezusowi kolejnego tytułu. Nie musimy Mu żadnego dodawać ani nadawać, bo On jest Królem nie z naszego nadania. Ta uroczystość jest po to, byśmy sobie przypomnieli za jakim Panem idziemy.

Ten dzień jest po to, byśmy sobie przypomnieli do jakiego Królestwa należymy,  jakiego Króla mamy. I nie bać się Go, ale żyć jak On, po królewsku. Nie mamy uziemić Jezusa, ale mamy siebie ubóstwić.

Zostawmy kwestię naszego zbawienia Bogu, a my po prostu żyjmy życiem, jakie nam Bóg przewidział. Życiem łotra, który zaczyna patrzeć na Jezusa, nie na swoje bagno.