Zaznacz stronę

Chodzi o to, by żyć trzeźwo i świadomie; by nie uciekać od świadomego przeżywania tego wszystkiego, co nas spotyka na co dzień. Mamy czuwać. Ktoś, kto czuwa, ma zmysły wyostrzone i cały jest nastawiony na różne sygnały. Prawdziwe czuwanie to bycie w gotowości, a więc nie bycie rozlazłym kapciem.

Ten tekst pokazuje, że nie idzie o to, by się bać, by wszędzie wypatrywać diabła. Nie, jesteśmy chrześcijanami i mamy wypatrywać Pana. Być czujnym, to być gotowym. To znać siebie, albo przynajmniej pragnąć siebie poznać. I nie cackać się ze sobą samym. A skąd brać siły do tego czuwania? Z wiary, która jest łaską od Pana, ale jest też moją konkretną odpowiedzią. Polega ona przede wszystkim na  rozmawianiu z Nim, a potem na konkretnych decyzjach. Codziennych, małych i dużych. Wybieraniu tego, co wybrałby Jezus.

Czuwać nie znaczy żyć w stresie oczekiwania, w strachu przed tym, na którego się czeka. Czuwanie ma być czasem twórczym, zresztą Jezus opowiadając przypowieść, mówi o konkretnej robocie – wydzielanie żywności. Chrześcijaństwo nie jest czymś, co ma w nas generować strach czy wyrzuty sumienia. Ono jest sposobem na życie, w którym człowiek szuka ciągle nowych sposobów bycia twórczym.

Piekło grozi tym, którzy odpuszczają twórcze oczekiwanie, a idą za nudą.

I warto także przypomnieć, że Ten, na którego czekamy, JUŻ JEST! Mówienie o czekaniu może być wygodne, bo czekać jest prosto. Tymczasem On przyszedł i chce nas posłać. Do innych. Mówienie o przychodzeniu Boga, a tym bardziej o Jego odchodzeniu, może okazać się sprytnym wybiegiem, pozwalającym pobożnemu człowiekowi na święte lenistwo. Nic prostszego nad nieustanne czekanie. Czekając, nic więcej już nie muszę robić, gdy tymczasem Jezus pragnie nas posłać do roboty, do tych, pośród których sam żyje, byśmy wspólnie z Nim zaradzali biedom tego świata.

SŁOWO