Zaznacz stronę

Gdy miałem 15 lat zafascynowali mnie jezuici. Poznałem ludzi, którzy byli bardzo normalni, ludzcy, a zarazem byli księżmi. Tworzyli – wtedy tak to widziałem – inny świat. A na pewno inny od tego, który był moim. Zafascynowali mnie na tyle, że chciałem być jednym z nich. Co ciekawe, ten sam jezuita, który bardzo mnie zafascynował, ten sam zburzył mi ‚mit świetnego księdza’. Zobaczyłem coś, z czego dziś się uśmiecham, ale wtedy mnie to kompletnie rozwaliło. Byłem jednym z tych, który wypowiedział słowa: „jak to, on też”? Nie było to nic wielkiego, poczułem po prostu od niego alkohol.

Co jakiś czas dostaje wiadomości – pytania, które można by streścić do jednego zdania: „nie jest ci głupio z tego powodu, że pracujesz dla (w) tak zepsutej złem instytucji”?

Od prawie 20 lat jestem zakonnikiem. Sporo w swoim życiu widziałem, o wielu rzeczach słyszałem. I na serio przychodzą takie momenty, w których zadaję sobie pytanie: „a może Stonoga, Międlar, Urban, Kotliński czy Patryk lub Adam, mają rację”? Może rzeczywiście biorę udział w czymś, co jest bardzo zepsute, już nie tylko na zasadzie mojej osobistej krzywdy, ale nawet współodpowiedzialności?

Wszystko byłoby prostsze, gdyby chodziło o jeszcze jedną korporację. Tak – wtedy zwolniłbym się z niej i nie chciałbym z nią mieć nic wspólnego. Zobaczyłem trochę, a teraz – skoro jestem za mały – spróbuję zapomnieć o tym, co widziałem.

Jednak to nie jest korporacja. Ja, ten mój grzeszny Kościół kocham. Ja, w tym Kościele grzesznym, spotkałem i spotykam Boga, ja w tym Kościele dojrzałem, stałem się dorosły, dostałem mnóstwo dobra i mnóstwo tego dobra w nim robię. Każdego dnia doświadczam tego, że Kościół to konkretni ludzie, których spotykam, z którymi się modlę, słucham Słowa i uczestniczę w niesamowitym wydarzeniu jakim są Sakramenty.

Bardzo często słucham o grzechach ludzi. Inaczej jednak opowieść o grzechu wygląda w Internecie, a inaczej w konfesjonale. To niesamowite, że kiedy czytam o skandalach i grzechach, które niszczą innych ludzi – dostaję szału, jestem wściekły na ludzi, którzy niszczą to, co dla mnie ważne. A jednak, kiedy słucham opowieści o grzechu w konfesjonale doświadczam czegoś innego. Widzę, jak Bóg, na zgliszczach tego, co stworzył, a my to niszczymy – buduje nowe.

Tak, w Kościele jest pedofilia, cudzołóstwo, kradzież, wykorzystywanie pozycji, karierowiczostwo. I nie chcę, jak to zwykle bywa, kiedy mówimy o grzechu Kościoła mówić: „wszyscy jesteśmy Kościołem”. To absolutna prawda, jednak trzeba powiedzieć też o tym, że szczególnie te grzechy są okrutne w wykonaniu ludzi, którzy tworzą struktury: biskupi, księża, zakonnicy. Jest, i myślę, że każdy kto trochę czyta i ma świadomość tego, co w świecie się dzieje – nie będzie zaprzeczał.

Jednak pomimo tego wszystkiego kocham ten Kościół. Kocham, bo wierzę, że jest w nim Jezus Chrystus. Wierzę w to, że Kościół grzeszny jest obrazem całego świata. I tak jak w grzesznym Kościele, tak w całym świecie jest obecny mój Dobry Bóg.

Wiem po 25 latach świadomego bycia w Kościele wiem, że grzech do końca jego istnienia będzie obecny. Jestem wdzięczny mediom i konkretnym osobom, że ujawniają zło mojego Kościoła. To zawsze boli, pachnie tanią sensacją, ale jest dobre i zgodne z tym, co zapowiedział nam Mistrz: „wszystko będzie ujawnione”. Czasem tylko drżę, że ktoś ujawni moje osobiste grzechy. Ujawnianie boli, ale dzięki temu – paradoksalnie – Kościół staje się świętszy, bo w końcu może działać Bóg, nie nasze ludzkie układy i pomysły.

Grzech mojego Kościoła ciągle mi pokazuje, że potrzebujemy Zbawiciela, nie jako kogoś, kto obiecuje „cuda-wianki” po śmierci, ale daje nadzieję, że zło nie ma ostatniego zdania, już w tym życiu. Dlatego też nie odejdę od mojego Kościoła, dlatego też chcę w tym Kościele słuchać ludzi słabych tak samo jak ja. Dlatego też wiem, że nawet jeśli któryś z ludzi postawiony nade mną każe mi coś robić lub nie robić – chcę słuchać. Chcę, bo ponad osobisty grzech tego człowieka stawiam słowo Jezusa, że On jest obecny w swoim Kościele. Nie przyczynię się do naprawy Kościoła poza nim. To wszystko oczywiście ma sens pod warunkiem, że Bóg jest. Ja wierzę, że jest.