Zaznacz stronę

Ta Ewangelia jest kopem w nasze cztery litery i powiedzeniem: weź odpowiedzialność za swoje życie.

Podkładanie pod owe jednostki monetarne, zwane talentami – naszych talentów i zdolności byłoby sprawą dość banalną. Już małym dzieciom, w ten sposób tłumaczy się tę Ewangelię. Pod talent, podłóżmy to wszystko, co jest dla nas trudne: zranienia, krzywdy, zdrady, problemy w rodzinie czy nałogi.

Zazwyczaj ludzie, gdy dzieje się im krzywda, jakby w naturalny sposób odczuwają ją jako przekleństwo, jako coś złego. Oczywiście, że zło jest złem; rodzi się jednak pytanie, czy my nie możemy podjąć czegoś, co w pierwszym momencie wydaje się porażką, jako szansy dla nas?

W tej Ewangelii jest jedno zdanie, które może nas naprowadzić na ten trop. Brzmi ono tak: „Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał”.

My nie mamy tylko pomnażać dobra w nas. To jest dla chrześcijanina oczywista oczywistość. Nasz Bóg jest gwałtownikiem, który chce, byśmy wyciągali dobro również z tych miejsc, w których nie ma dobra. Gdzie (wydaje się, że) nie ma śladów Jego obecności.

Wiem, że to jest trudne, nie mówię o tym, jak o taniej radzie na życie. Już nie raz wspominałem, że sam miałem trudne doświadczenie pijącego ojca. I właśnie w tym doświadczeniu było moje przełomowe odkrycie, że mogę tym faktem przez całe życie usprawiedliwiać moją niemoc i słabość, a mogę z tego, co było i jest krzywdą, zrobić wyzwanie. Coś, co dziś, choć boli, jest siłą i błogosławieństwem.

Ten strach, przed uczynieniem, ze swojej rany wyzwania jest zaraźliwy.  „Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność”. Często tak przeżywamy te swoje rany, trudne miejsca, że inni tracą zysk.

Jest tak wtedy, kiedy wszystkim próbujemy udowodnić, że cały świat jest zły. Kiedy, po swoim trudnym doświadczeniu, takim jak choćby moje, próbujemy pokazać, że wszystkie dzieci alkoholików mają przechlapane. Tak może być wtedy, kiedy mamy doświadczenie nieudanego związku i mówimy, że nikomu się nie uda. Generalnie to postawa fatalizmu i generalizowania. Nic nie robić, bo i tak jesteśmy skazani na porażkę.

Tak jest też wtedy, kiedy swoje zranienie i krzywdę próbujemy zakopać i udawać, że jej nie ma. Jest. A spod „ziemi” ma na nas wielki wpływ. Ciągle myślimy czy ktoś obcy nie wykopie naszego skarbu. Nie ma co zakopywać, trzeba się za to wziąć. Samemu lub z pomocą innych.

Wkurza mnie, kiedy oglądam wiadomości i słucham chrześcijan w naszym kraju, ciągle płaczących, że jest źle, że są prześladowania, że ktoś chce zdjąć krzyż, a w sejmie jest taki czy inny polityk. Jakie to jest wygodne. To jest właśnie zakopywanie jedynego talentu w ziemi. Sam nic nie zrobię, ale tak zdramatyzuje sytuację, by mój Pan, miał mnie za usprawiedliwionego.

Na naszych małych podwórkach też tak jest. To ciągłe przerzucanie odpowiedzialności, winy za większe i mniejsze zło na innych. Zamiast wziąć i pomnażać to, co mam. Nawet jeśli to jest trudne. Wolimy płakać, wspominać i marzyć.

Wszyscy chcemy żyć naprawdę, chcemy żyć pełnią. Ale nie da się tego zrobić, nie wchodząc najpierw w swoją ranę, swoje ciężkie sprawy. Dlatego, że zranienie dokonało się w czymś, co jest dla nas ważne. Tam, gdzie znajduje się źródło naszej siły. Atakuje się wroga, w tym, co jest źródłem jego siły.

Paradoksalnie to, co jest twoim zranieniem, może być tym, co zaoferujesz innym. Inne twoje oferty mogą tylko ładnie wyglądać, będą pięknymi słówkami.

SŁOWO