Zaznacz stronę

Najpierw trzeba zauważyć, że w scenie Zwiastowania to Bóg wychodzi do człowieka. Ale także to, że Bóg przychodzi do konkretnego człowieka – do Maryi.  Bóg nie kocha „wszystkich ludzi”, ale kocha Ciebie i mnie. Kocha z osobna. Kocha Twoją twarz, Twoje serce, Twoje wybory, Twoje życie po porostu.

Te kilka zdań o Zwiastowaniu, tradycyjna pobożność ubrała w słodkie obrazki. Widzimy Maryję w pięknych szatach, na niektórych obrazach klęczącą na klęczniku, z oczyma wzniesionymi ku górze, z rękoma złożonymi do modlitwy. A kiedy Anioł oznajmia Jej wolę Boga od razu się zgadza i tyle. A gdzie realne życie, a gdzie emocje? Wydaje się, że raczej Maryja nie miała klęcznika i rąk złożonych do modlitwy. A na pewno w swoim domu miała miotłę i garnki do mycia. Miała głowę pełną myśli, bo przecież była przed ślubem z Józefem, myślała zapewne o samym Józefie, o ślubie, o przyszłości. Jak każdy i każda z nas. Być może była smutna, bo przypomniała sobie o jakichś trudnościach, a być może była przepełniona radością na myśl o ślubie. W każdym razie w (Jej) codzienność wszedł Bóg. Z czym? Z mistycznym doznaniem? Z duchowym odlotem? Nie. Z przerażającą dla młodej dziewczyny wieścią. Ty właśnie, z planami i marzeniami, zostaniesz Matką mojego Syna. Ile emocji musiało się pojawić. Od przerażenia, niepewności – czy to się dzieje naprawdę, do zapewne poczucia dumy i wyróżnienia. Maryja zapewne była poddana całej palecie uczuć i emocji, jednak w tym wszystkim stawia krok dalej i próbuje w prostym pytaniu jakże się to stanie, odnaleźć się w tym całym dziwnym zdarzeniu. Skandalicznym zdarzeniu.

Jak to się ma do nas? To dobra nauka w sytuacjach w których jesteśmy wystawieni na silne emocje i uczucia. Kiedy za bardzo nie wiemy, co się dzieje, bo tyle nagle koło nas. Warto wtedy próbować siebie samego, innych, Boga pytać o fakty. Właśnie jak się to stanie? Maryja nie odpowiada Aniołowi tylko na podstawie tego co czuje, choć to ważne, dopiero na podstawie wyjaśnienia, a więc konkretnych informacji.

I tak naprawdę dopiero po decyzji, po TAK, wszystko rozpoczyna się na dobre. Zapewne pierwsza walka jaką musiał stoczyć, to ta ze samą sobą. Pojawić się musiały pytania skierowane do samej siebie czy mi się wydawało? Może sobie coś ubzdurałam? A potem walka z resztą. Z Józefem – jak powiedzieć przed ślubem, że był anioł i będę matką? Proszę sobie pomyśleć co by było gdyby jakaś nasza znajoma przed ślubem przyszłaby z taką wieścią do narzeczonego? Potem walka z otoczeniem i tzw. opiniom.

I znów, co to znaczy dla nas? A no to, że idąc z Bogiem, trzeba się liczyć z tym, że można się nieźle zdziwić, można otrzymać propozycję nie z tej ziemi – jak Ona: będziesz Matką Boga! Znaczy to tyle dla nas, że kiedy się zdecydujemy, to Bóg z naszej małości, kruchości, grzeszności może zrobić wszystko.

Nie mówię o tym wszystkim, by szukać sensacyjek, ale byśmy sobie pomyśleli o tym, że życie z Bogiem, dalekie jest od utartych schemacików, od stałego scenariusza, ale pełne jest sytuacji nieprzewidzianych. Mówię tez o tym, byśmy zapragnęli takiej właśnie przygody, byśmy nasze serca pobudzili do czegoś innego niż schemat, który mamy już jakoś wyuczony. Zwiastowanie to nic innego, dla nas, jak zaproszenie nas do wyruszenia w nieznane. Rozwalenie tego, co było pewne do tej pory. Właśnie tego prostego, bezpiecznego schematu. Jak w przypadku Maryi. Narzeczeństwo, ślub, wspólne życie, dziecko, rodzina. A tu masz wszystko się rozwala, staje się inne.

To nie jest opcja tylko dla młodych, w tej Ewangelii jest stara Elżbieta, która zachodzi w ciążę. Starsi też mogą zgodzić się na przeżycie czegoś, co nie jest tylko czekaniem na śmierć, mówieniem, że tylko zdrowie, i że mi już nie trzeba marzyć. Owszem zawsze możemy przezywać życie w takiej szarości. W tym samym schemacie, kwiatka żonie nie dam, bo to za nami, nie będę mu mówiła, że chcę pójść do kina, bo tak nie było przez całe życie. Tylko uwaga. Jeśli nie ma w nas ryzykownych ruchów, nie ma poszukiwań, to powiedzmy sobie szczerze nie potrzebujemy Mesjasza. Po co nam On, skoro my doskonale wiemy, co dla nas najlepsze? Jeśli nie mamy zamiaru przeżyć naszego życia, jako wyzwania, to po co nam Bóg, który uczy nas walki?

Jeśli więc nie masz zamiaru przeżyć swojego zwiastowania, a więc sytuacji kompletnie nie logicznej, nie zrozumiałej, to nie potrzebny Ci Jezus, na którego czekamy. Owszem dobrze poczujesz się w atmosferze świąt, jak to się ładnie mówi magii świat, ale to nie ma nic wspólnego ze Zwiastowaniem Maryi, z narodzeniem się Mesjasza na tej ziemi. Podkreślam słowo NIC!

Bądź dziś człowiekiem ryzyka, a nie pseudo-chrześcijaninem siedzącym w ciepłym fotelu, daj się Bogu zaskoczyć, a nie udawaj mądrali. 

SŁOWO