Zaznacz stronę

koniec_swiata
SŁOWO
Ocieplenie klimatu, dziura ozonowa, kolejne tornado i trzęsienia ziemi, setki tysięcy ludzi, które umierają z głodu. Gdy  słuchamy kolejnych wiadomości, można odnieść wrażenie, że to dokładnie to, co Jezus mówi w Ewangelii.
„Wtedy nastąpi koniec”. Czyżby lada dzień ten świat miał się skończyć? W końcu wszystkie znaki o tym mówią. Nie wiemy tego, Jezus wielokrotnie mówił, że ten dzień zna tylko Ojciec. Chrześcijanie od samego początku żyli w klimacie „końca”. Oczekiwali, że Pan powróci po nich i do nich już niebawem. Zresztą my też tak – przynajmniej teoretycznie – żyjemy. W każdym odmówionym „Ojcze nasz”, jest zdanie: „przyjdź Królestwo Twoje”, podobnie w Credo mówimy, że „oczekujemy Jego przyjścia w chwale”. Tak więc jest w nas –przynajmniej teoretycznie – pragnienie końca, bo on wiąże się z przyjściem Pana.
Lubimy skupiać się jednak nie tyle na końcu i na Jego przyjściu, co na sensacyjnych wydarzeniach z tym związanymi. A Pan mówi nam: „nie chodźcie za nimi”, bo nie to jest istotne. Istotne są inne rzeczy: wiara i świadectwo.
Zamiast marnować czas na zastanawianie się nad tym, co nazywamy końcem świata,  według Ewangelii winniśmy nasze oczy zwrócić ku naszemu końcowi. I nie po to by się straszyć, ale po to, by jeszcze mocniej zapragnąć spotkania z Jezusem i po to by zastanowić się nad jakością swojego życia, by się zainspirować do działania, do radości.
Zgodnie z tym co dziś słyszymy w Ewangelii, warto zadać sobie pytanie o to, czy chrześcijaństwo, moje chrześcijaństwo, mnie kosztuje? „Podniosą na was ręce i będą was prześladować, wydawać was będą najbliżsi”. Nie szukajmy wielkich prześladowań w naszym życiu, na szczęście ich nie ma. Poszukajmy tych małych, codziennych. Zapytaj się teraz, w tym momencie o to, czy w tym tygodniu poniosłeś jakieś konsekwencje z powodu bycia uczniem Jezusa? A może jest tak, że na co dzień to zmywamy się z tłumem, a przez to nic nas nie kosztuje to bycie Jego uczniem. Czy Twoje życie ma smak, to coś, co sprawia, że wieczorem kładąc się do łóżka masz przekonanie, że warto było?
„Przez swoją wytrwałość ocalicie swoje życie”. Wytrwałość, to  klucz do radykalizmu i świętości, o których tak często mówi Jezus. Często nas słowo radykalizm odstrasza, z tej to prostej przyczyny, że patrzymy na siebie: widzimy słabych ludzi i już na starcie mówimy, że to nie dla nas. I się poddajemy.
Od jakiegoś czasu widzę, że nie jestem radykalny, że ciągle zdarza mi się dialogować ze złem, że idę na kompromisy. Co więcej mam wrażenie, że na pewne możliwości zła w moim życiu ciągle nie potrafię i nie chcę się zamknąć. Rozmawiałem o tym z moim przyjacielem, który powiedział mi: „Może prościej jest w życiu, gdy jesteśmy na coś zamknięci. Ale być otwartym to ciągłe wybieranie – i może to wartościowsze”. No właśnie, może właśnie tak naprawdę chrześcijaństwo polega na ciągłym chodzeniu po linie? Będąc w tym świecie musimy ciągle wybierać Boga. Wydaje się jednak, że nie może być autentycznego wyboru Jezusa, jako Drogi mojego życia, jak tylko przez osobistą, codzienną modlitwę, codzienną z Nim – rozmowę. I to nie taką, o której często mówimy, że nie mamy na nią czasu. Ale idzie o nieustanne połączenie z Nim i serce uważne. Jeśli nie ma tego, to zaczynamy budować coś bardzo zewnętrznego, coś o czym inni będą mówili jak o „świątyni ładnie przyozdobionej ładnymi kamieniami i darami”, a Jezus powie, że przyjdzie czas, że nic z niej nie zostanie. Bo nie zewnętrzność jest istotna, ale wnętrze. Bez niego zewnętrzne, nawet piękne mury są martwymi murami. Dlaczego taka modlitwa jest ważna? Dlatego, że ona uczy mnie właśnie wierności. Za każdym razem kiedy człowiek szczerze staje przed Panem ze wszystkim słyszy w swoim sercu, co jest prawdziwe, a co iluzją.
To wszystko może się wydawać trudne. To wymaga pewnego twórczego napięcia, uważności. Jednak i w tym przychodzi nam z pomocą dzisiejsza Ewangelia. Jezus mówi, by nie planować, by się nie bać. On gwarantuje nam nietykalność. Nie wygodnictwo, ale nietykalność. I ostatnia sprawa. Nie bójcie się! Włos z głowy wam nie spadnie. Nie pozwolić sobie na to, by dać się zastraszyć temu, co nas straszy. Naprawdę nic się nam nie stanie. Wszystkie te sytuacje, które nas przerastają, nie są po to, by nas pognębić, ale są wyzwaniem, by dać świadectwo, by przez nie spróbować pokazać, że Bóg jest, kimś, Kogo warto się trzymać, bo z Nim przeżywana rzeczywistość nie jest łatwiejsza, ale prawdziwsza. Amen.