Zaznacz stronę

SŁOWO

My chrześcijanie nie ma zajmować się dumaniem o tym, kiedy i jak będzie wyglądało to, co nazywamy końcem świata. Gdyby dobrze wczytać się w Ewangelię to okazałoby się, że każdy dzień jest dniem ostatecznym. Dniem, który należy przeżyć z całą starannością i uważnością. Od pierwszych sekund świadomości po przebudzeniu, aż do ostatniego świadomego oddechu wieczorem. W każdej najbardziej banalnej sytuacji dnia. To jest wezwanie do uważnego życia. Do zauważania ludzi, tego, co i jak mówią, jak się czują. 

Gdy pojawiają się w naszym życiu ludzie i opowiadają, że wszystko, co się dzieje w naszych czasach jest okrutne i trudne, że nigdy tak źle nie było, że to już musi być koniec, warto wtedy wracać do jednego zdania Jezusa: nie chodźcie za nimi. Można by dopowiedzieć: dajcie spokój, nie zajmujcie się niepotrzebną sensacją, sprawami, które były, są i będą. Mówiąc jeszcze inaczej: miejcie dystans, do tego, co się dzieje, do tego, co przeżywacie, do tego, w co wciągają was inni ludzie

Ten dystans jest szalenie ważny. Widać to w skali makro – kiedy wystarczy popatrzeć na poważnych panów po pięćdziesiątce, tzw. polityków, i zobaczyć jak jedno czy drugie głupie słowo urasta do mega słowa. Widać to w skali mikro – naszych rodzin, nas samych. Jak często jeden gest, słowo, wypowiedziane lub pominięte, sprowadza na naszą rodzinę istny koniec świata. Jak jedno słowo czy gest wypowiedziane w nie tym czasie, co trzeba, do przyjaciela, zmienia diametralnie naszą relację. 

Nie idźcie za nimiTo najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec. Złe słowo, złe czyny, złe myśli, nie są końcem. To jest etap, do przeżycia, do zrozumienia, do przebaczenia, ale tylko etap.