Zaznacz stronę

Kończy dziś dziewięć lat. Jeśli porównać go dziewięcioletniego dziecka, to dawno przestał być malutkim niemowlakiem, którym zachwycają się wszystkie ciotki, a napotkani sąsiedzi chcą się do niego przytulić. To już mały człowiek z swoim charakterem, który komunikuje swoje potrzeby, zaznacza swój „teren istnienia”. W tym wieku człowiek już jest kimś, kto potrafi swoim zachowaniem rozczarować wspomnianych wujków, całkiem solidnie wkurzyć rodzinę czy sprawić niezłe kłopoty. 

Zdarza się, że ludzie, którzy jeszcze kilka lat temu zachwycali się „słodkim bobaskiem”, potrafią wydawać na jego temat opinie, które mrożą krew w żyłach. A w praktyce to dziecko potrzebuje ciągle rodziców i bliskich, ciągle potrzebuje życzliwości do tego, by przeżyć i się dobrze rozwijać. Jednak dziecko w tym wieku potrzebuje także swoistego nawrócenia dorosłych i mądrych osób, które pojawiają się w jego życiu, polegającego na zmianie ich myślenia, by dać mu wolność i możliwość znalezienia swojego stylu życia. 

Trzeba to powiedzieć – dziewięciolatek to po prostu kolejny człowiek ze swoją codzienną banalnością, ale jednak dalej dziecko i to właśnie dorośli muszą się zmieniać, by pozwolić zmieniać się dziecku, które powołali na świat. Nie można być rodzicami, którzy obrażają się na swoje dziewięcioletnie dziecko i ogłaszają, że ono nie spełnia ich oczekiwań, w podtekście: nie myśli jak oni i nie jest ich idealną kopią. Co więcej rodzice nie mogą obrażać się na dziewięciolatka za to, że ono pokazuje im, swoim zachowaniem, ich hipokryzję, że co innego deklarują, a czym innym żyją.

O kim ja piszę? O dziecku sąsiadów? Nie piszę o jezuickim dziele, które zwie się Deon.pl. Dziś portal kończy dziewięć lat.

Dla mnie osobiście to przestrzeń, z którą jestem od początków, szczerze – nie dawałem jej dużo szans na przeżycie, a jednak całkiem dobrze się rozwija. Ma już swój charakter, jest już dzieckiem, które wielu rozczarowało, niektórych wręcz przestraszyło, jak dziecko z horrorów, bo zaczęli je prześmiewczo nazywać „demon”, robią to nawet ci, którzy kiedyś pochylali się nad kołyską i robili piękne minki, by niemowlaczek się uśmiechnął. Pochylały się te ciotki i wujki, nie po to by wziąć za dzieciaka odpowiedzialność, ale zrobić sobie małą przyjemność. Ci bardziej nowocześni wujkowie pstrykali sobie nawet z małym Deonem selfi, by później wrzucać je na Instagrama, ale po zarobieniu kilku lajków zaczęli opowiadać sąsiadom jaki to ten kilku latek jest okropny i gdyby oni mieli dzieci, to napewno nie byłoby z nimi tylu problemów.

Deon, a raczej jego pierwszy szef – Darek nauczył mnie pisać, jego drugi szef – Piotr stał się mi przyjacielem, a cała ekipa, i ta stara i ta nowsza jest ekipą, która – znam ich – kocha Kościół, ale chce Kościoła autentycznego. Nie to nie są ludzie, którzy spotykają się o 8.00 rano z jednym pytaniem: jak dziś dokopać Kościołowi (nie są demonami), ale każdego dnia za swoją robotę i Kościół wspólnie się modlą. To prawda piszą wiele przykrych rzeczy o Kościele, ale takie rzeczy w Kościele się dzieją. To prawda popełniają wiele błędów, jak popełnia je wielu dziewięciolatków, ba! – wielu dorosłych. Jednak to już kwestia odbiorcy – chcesz się skupić na tym, że dziecko popełniło błąd czy na tym, że to dziecko to niesamowity potencjał.

Piszę to, co roku i w tym też napiszę: jestem dumny z tego, że to jezuickie dzieło, że czasem mogę z nim współpracować.

Ps. Tych, co nazywają Deon.pl – demonem, nawet mi bliscy, proszę Was bardzo – pamiętajcie, że nazywacie tak także tę część tego dzieła, którą jestem ja. Macie do tego prawo, ale nie uśmiechajcie się później do mnie i nie zapraszajcie mnie na „urodzinowe imprezy” swoich „dzieci”. Nie lubię hipokryzji i nie wiem w jaki sposób odwzajemniać Wasz uśmiech.